Bez depresji – czyli jak być szczęśliwym przez całe życie?

Zanim na dobre wczytasz się w ten artykuł, obejrzyj sobie najpierw koniecznie ten film. I co na nim zobaczyłeś?

Tak, jest na nim wesołe i pełne energii dziecko, które pije surowe mleko zmieszane z…?

Wątrobą kurczaka, wątrobą wołową oraz surowym jajkiem.

Dziecko bez depresji – jego rodzice zresztą też prezentują się całkiem nieźle.

Czytasz ten tekst, więc jesteś Polakiem.

A jeżeli jesteś Polakiem, to znaczy, że to, co pije to dziecko, jest dla Ciebie z dużą pewnością co najmniej dziwne.

Jeszcze wcześniej pomyślałeś sobie prawdopodobnie, że jego rodzice są chorzy psychicznie, decydując się na zapodanie mu takiej mieszanki.

Ale momencik, czy widziałeś, aby dziecko na filmie przynajmniej raz skrzywiło buźkę?

Ja widziałem, jak to zrobiło po wielokroć, ale zrobiło to w geście uśmiechu! – No dobra… Raz skrzywiło się w grymasie niezadowolenia, ale tylko dlatego, że coś je wkurzyło.

Rodzimy się po to, by (prze)żyć w szczęściu

Od pewnego czasu żyję w przekonaniu, że każdy z nas dysponuje potencjałem, by całe swoje życie przeżyć w szczęściu i zdrowiu – naprawdę w to wierzę.

Gdybym usłyszał coś podobnego jeszcze jakiś czas temu, uznałbym osobę, która mi to powiedziała za naiwnego idealistę. Dlaczego trochę się u mnie pozmieniało w tej kwestii?

Przypomnij sobie to dziecko z filmu.

Tryskało energią, wykazywało się ciekawością i często uśmiechało.

Wszystkie te elementy świadczą o bardzo dobrym zdrowiu fizycznym i psychicznym naszej gwiazdy filmowej o azjatyckich rysach twarzy.

Uśmiechamy się wtedy, gdy czujemy się dobrze.

Witalność na wysokim poziomie, również jest całkiem dobrym prognostykiem, że dana osoba czuje się dobrze w swoim ciele.

Załóżmy, że temu filmowemu dziecku nie jest w życiu pisane doświadczenie żadnego traumatycznego zdarzenia – wypadek samochodowy lub cokolwiek podobnego. Jakie jest prawdopodobieństwo, że zachowa ono prezentowaną na filmie pozytywną energię przez całe swoje życie?

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Mamy wybór

Lubię sobie powtarzać, że wszystko ma znaczenie.

Każdy teraźniejszy wybór kształtuje w pewnym sensie naszą bliższą i dalszą przyszłość.

Możemy zacząć dzień od przysłowiowego „browara” lub kawy z papierosem.

Mamy oczywiście jeszcze inne opcje.

Możemy nie zjeść nic i pognać prosto do pracy lub zjeść „żywy” posiłek.

Człowiek i środowisko to dwa oddziałujące na siebie wzajemnie żywe organizmy. Dlaczego?

Ponieważ my wpływamy w różny sposób na środowisko – poniekąd je kształtując – po czym to ono zaczyna wpływać na nas i kształtuje nas. Co mam na myśli?

Człowiek najpierw zanieczyszcza czyste środowisko, po czym to już nie takie czyste, ale brudne środowisko zaczyna zanieczyszczać człowieka.

Kwestie środowiska chciałbym jednak zostawić. Dlaczego?

Nie dlatego, że jest mało istotna.

Chodzi o to, że jednostka ma raczej mocno ograniczony wpływ na zmiany w tym sektorze.

Wolałbym „uczepić się” tego, co każdy z nas może kontrolować.

Mam na myśli nasze wybory.

Primal Diet – surowe doświadczenie

Gdybyś kiedyś powiedział mi, że jedzenie surowego mięsa jest zdrowe, poklepałbym się po głowie i szybko zadzwonił do wariatkowa. Dzisiaj?

Podałbym Ci rękę i mocno uściskał. Skąd taka zmiana?

Drążę temat odżywiania od osiemnastego roku życia.

Przez „drążę” mam na myśli realne doświadczenia i eksperymentowanie z własnym organizmem.

Byłem w swoim życiu wegetarianinem, weganinem i witarianinem.

Sprawdziłem mięsną dietę oraz dietę ketogeniczną – ocierając się przy tym o dietę paleo.

Bawiłem się również postem przerywanym i to w różnych wariacjach – właściwie to w dalszym ciągu to robię.

Przetestowałem niezliczoną ilość suplementów i często robiłem to w dawkach, które przyprawiłyby Twojego lekarza rodzinnego o zawał.

Mogę napisać, że w świecie dietetyki byłem już prawie wszędzie.

Od początku tej wielkiej podróży popełniłem wiele błędów – setki, a może tysiące.

Niektóre z nich bolały.

Inne skutkowały tym, że się na przykład mocno rozchorowałem.

Warto nadmienić, że przez cały ten okres ani razu nie odwiedziłem żadnego – dosłownie żadnego – specjalisty w białym fartuchu. Dlaczego?

Cóż…

Nigdy nie było takiej potrzeby.

Dzisiaj jestem trochę cwany i piszę tak, jakby ostatnie dziesięć lat było zaplanowanym eksperymentem.

Tak nie było.

Decydowałem się na testowanie „zielonych” diet, bo jako nastolatek szukałem najlepszych na dany moment rozwiązań zdrowotnych.

Po długoletniej i – trzeba przyznać – wyniszczającej przygodzie z „zielonymi” dietami musiałem znaleźć metodę na odbudowanie swojego ciała i…

Tak, strefy psychiczno-emocjonalnej – to, co jemy, ma spory wpływ na mentalne życie.

Dowiedziałem się o istnieniu „Primal Diet” – czyli diety pierwotnej.

Za jej twórcę można chyba uznać człowieka, który nazywa(ł) się: Aajonus Vonderplanitz – autor książki „We want to live”.

Życie bez depresji? Jedz tylko „żywe” jedzenie

W momencie, gdy piszę ten artykuł – 24 marca 2019 – jestem już prawdopodobnie od jakiegoś miesiąca na pierwotnej diecie – i od jakichś sześciu miesięcy na mięsnej diecie. Co jem?

Surowe mięso, surowe jajka, surowe masło, surowy/niepodgrzewany miód, czasami awokado, ewentualnie minimalną ilość owoców zawierających enzymy wspomagające trawienie protein zwierzęcych – na przykład ananas czy papaja. Efekt?

Kurczę, nigdy nie czułem się lepiej!

Moje ciało z dnia na dzień staje się silniejsze.

Klarowność i ostrość myślenia wznoszą się na coraz wyższy poziom.

Wyrażanie głębokich myśli to bułka z masłem.

Nawiązywanie kontaktów z ludźmi znowu daje mi przyjemność i nie postrzegam ich jako wrogów w drodze do sukcesu.

Paranoiczne myśli – będące prawdopodobnie wynikiem ubogiej w składniki odżywcze wegańskiej diety – zniknęły.

Najlepsze jest chyba to, że gdy rano wstaję, czuję się szczęśliwy, a gdy kładę się spać…

Zgadłeś…

Czuję się szczęśliwy!

Wiem, to nieprzyzwoite, ale tak właśnie się dzieje.

Szerokie spektrum widzenia

Mogę śmiało napisać, że dysponuję naprawdę ogromnym osobistym doświadczeniem w dziedzinie żywienia.

Dzięki tym wszystkim latom praktykowania konkretnych diet doskonale poznałem swoje ciało.

Wiem też, jak czułem się na każdej z wyżej wymienionych diet.

Pod koniec 2018 roku zrozumiałem, że potrzebujemy do życia produktów zwierzęcych. Co myślę o weganizmie?

Postrzegam go dzisiaj jako „cichego mordercę”, który stopniowo degeneruje ciało i umysł.

Po sprawdzeniu chyba wszystkich możliwych dietetycznych opcji jestem pewny, że „Primal Diet” to coś, co najbardziej sprzyja mojemu ciału, umysłowi i…

Duchowi!

Nie zamierzam Cię namawiać do przechodzenia na tę dietę.

Dieta jest dla mnie trochę jak religia.

To bardzo osobista sfera działania – powinienem raczej napisać „osobista podróż”.

Kilku rzeczy trzeba posmakować i kilka – bądź kilkadziesiąt! – razy się na czymś „przejechać”, aby znaleźć swoją własną drogę.

Cieszę się, że moja osobista droga potoczyła się tak, jak się potoczyła. Co mam na myśli?

„Primal Diet” sprawdziłem jako ostatnią, a nie jako pierwszą. Dlaczego tak wyszło?

Ponieważ od zawsze wierzyłem w to, co wielu ludzi uważa za niepodważalny fakt.

Wierzyłem, że ziarna zbóż, warzywa i owoce to podstawa zdrowej diety.

To dlatego zacząłem od „zielonych” diet.

Zacząłem od tego, co uważałem za najlepsze. Czy dzisiaj żałuję?

Nie!

Gdyby nie taka kolej rzeczy, dzisiaj nie miałbym tak ogromnego bagażu wartościowych doświadczeń.

Zdrowe ciało, zdrowy umysł

Człowiek wykorzystuje najlepiej własny potencjał wtedy, gdy jest zdrowy na ciele i umyśle. Trudno się z tym nie zgodzić prawda?

Jeżeli ktoś walczy z trudem, by utrzymać własne zdrowie, czynności z tym związane pochłaniają jego czas i energię – i często pieniądze.

Taka osoba nie martwi się raczej, jak potoczy się jej kariera zawodowa.

Martwi się, co się stanie, gdy się nie wyleczy.

To rodzaj dążenia do szczęścia poprzez próbę uniknięcia cierpienia.

Marzy mi się świat, w którym wszyscy ludzie czują się dobrze i realizują własne prawdziwe plany, robiąc przy tym wyłącznie rzeczy, do których zostali stworzeni – nie te, do których zmusiła ich sytuacja życiowa.

Moim marzeniem jest widzieć codziennie na twarzach dorosłych ludzi uśmiech podobny do tego, który widziałeś na filmie. Co zrobić, by tak było?

Oni nie wierzą, że to może im pomóc

Wierzę, że to, co jemy, ma niesamowity wpływ na całe nasze życie.

Ludzie bagatelizują aspekty związane z jedzeniem.

Pomijam kwestie związane z uzależnieniem od alkoholu, nikotyny czy inne uzależnienia.

Innym problemem jest to, że potężny szum informacyjny skłania wręcz do popełniania błędów żywieniowych.

Nadmiar informacyjny jest dobry tylko wtedy, gdy dysponujesz umiejętnością krytycznego myślenia i potrafisz dokonać selekcji informacji.

Ludzie żyją często w przekonaniu, że zdrowo się odżywiają, gdy tymczasem odżywiają się beznadziejnie.

Wiele razy miałem okazję na sobie doświadczyć, jak oddziałuje na mnie różnego rodzaju pokarm.

Takie eksperymenty wymagają samoświadomości, analizy, dużo czasu i oczywiście sporo pieniędzy.

Z reguły nie narzucam się ludziom z własnymi poglądami na temat żywienia.

Nie doradzam też nikomu, jeżeli sobie tego nie życzy.

Każdy z nas ma bowiem wybór.

Dlatego jedyne co mogę najlepszego zrobić, to Służyć innym własną wiedzą, opierając się przy tym wyłącznie na własnych doświadczeniach – nie na badaniach naukowych.

Z drugiej strony moje doświadczenia wcale nie muszą być prognostykiem przyszłych doświadczeń innej osoby. Dlaczego?

Ponieważ różne pokarmy mogą wpływać w różny sposób na różne osoby i w różnych stadiach procesu leczenia.

Taka jest prawda – co jest piękne, bo czyni dziedzinę żywienia jeszcze bardziej skomplikowaną i analityczną.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Zadaj sobie jedno pytanie

Wierzę, że nasze poczucie szczęścia zależy w dużym stopniu od jedzenia.

Zapytaj siebie:

  • Jakby zmieniło się moje życie, gdybym zaakceptował fakt, że wszystko, co wkładam do swojej buzi, wpływa w jakimś stopniu na postrzeganą przeze mnie rzeczywistość?

Wierzę, że tak to właśnie działa.

Wypita z rana kawa pobudza, co zmienia ogląd rzeczywistości – reagujemy szybciej i bardziej energicznie.

Zjedzenie zbyt dużej ilości cukru zmienia na chwilę postrzeganie przez nas rzeczywistości – „cukrowy haj”.

W kształtowaniu szczęścia wszystko ma znaczenie.

Każdy pączek, papieros, sposób przyrządzenia potrawy – lub właśnie jej nieprzyrządzenia – a nawet użyte przyprawy.

Każde użyte „coś” ma jakieś właściwości oddziałujące na ciało fizyczne i umysł.

Właśnie w to wierzę i właśnie tak to widzę.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *