Całkowicie mięsna dieta – dietetyczna porażka czy dietetyczne zwycięstwo?

Głównym tematem artykułu jest – uwaga, uwaga! – mięsna dieta.

Zanim przejdę do sedna, kilka słów z mojej historii odżywiania.

Jako nastolatek wpychałem – i to dosłownie – we własne ciało pożywienie, jakie tylko było na dany moment pod ręką.

W ogóle nie zastanawiałem się nad tym, co jadłem.

Skonsumowanie kilku burgerów pochodzących ze znanej na całym świecie restauracji McDonald’s nie stanowiło dla mnie najmniejszego problemu.

W wieku mniej więcej osiemnastu lat nastąpiła jednak ogromna zmiana w moim sposobie odżywiania.

Tę zmianę spowodował lęk młodego człowieka przed śmiercią i licznymi chorobami – z dzisiejszej perspektywy mogę ocenić, że ten lęk był nieco irracjonalny. Zgodzisz się ze mną, że większość ludzi dokonuje w swojej diecie zmian głównie ze strachu przed chorobą lub/oraz śmiercią?

Jedni robią to, zanim zachorują, inni natomiast dopiero w przypadku, kiedy w ich ciele zapala się „czerwona lampka” – w sumie to lepiej późno, niż wcale…

Osobiste badania bez doktoratu!

Dziesięć ostatnich lat mojego życia, to nieustanne eksperymenty dietetyczne oraz badania reakcji ciała, na różnego rodzaju pożywienie.

Podczas tego okresu byłem wielokrotnie zaskakiwany przez swój organizm.

Wszystko zaczęło się od dosyć spontanicznego przejścia na wegetarianizm.

Odstawiłem mięso i ryby.

Następnie przeobraziłem się w weganina, czyli w ekstremalną wersję wegetarianina, który nie spożywa żadnego rodzaju produktów pochodzenia zwierzęcego – mięsa, ryb, jaj oraz nabiału.

Nigdy tak naprawdę nie kierowały mną pobudki etyczne.

Chociaż muszę przyznać, że czułem się całkiem nieźle na poziomie psychologicznym, wiedząc, że nie jem zwierząt, które zostały wyhodowane i zabite w mało humanitarnych warunkach.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Był weganizm i przyszedł czas na? Witarianizm!

Eksploracja „zielonych” diet trwała u mnie kilka ładnych lat.

W okresie wakacji w 2018 roku miałem okazję trafić na książkę dr Douglasa Grahama pod tytułem „The 80/10/10 Diet”. O czym jest książka?

Graham przedstawia w niej jeszcze bardziej ekstremalną wersję weganizmu, nazywaną powszechnie witarianizmem. Czym jest witarianizm?

Polega on na spożywaniu pokarmów wyłącznie w surowej postaci – czyli pokarmów nieprzetworzonych w żadnym stopniu termicznie.

Plan dietetyczny Grahama opiera się prawie wyłącznie na spożywaniu świeżych owoców.

Jest to więc dieta bazująca głównie na węglowodanach pochodzących z owoców – po dziesięć procent diety stanowią tłuszcze oraz białka, stąd nazwa 80/10/10.

Przestawiając się na tę dietę, z początku czułem się świetnie.

Wcinałem kilogramy świeżutkich melonów i arbuzów.

Później doszły banany oraz winogrona – owoce dobierałem w zależności od okresu kalendarzowego.

Jako weganin byłem całkiem szczupły, ale po przejściu na witarianizm w wersji wegańskiej stałem się jeszcze bardziej szczupły.

Wręcz chudy niczym więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz, co zaczęli zauważać moi znajomi. Czy czułem się dobrze?

W teorii nic mi nie dolegało, ale w praktyce wiedziałem, że moje ciało jest słabe.

Przyrost masy mięśniowej stanowił dla mnie w tamtym okresie potężne wyzwanie – przybranie na masie było niczym mission impossible.

Chrzanić weganizm? Oto mięsna dieta wchodzi na salony

Pewnego dnia, zupełnie przypadkowo trafiłem na interesujący film na portalu YouTube.

Film dotyczył nowej diety, którą amerykanie nazywają „carnivore diet” – chcąc przetłumaczyć to dosłownie na język polski, moglibyśmy napisać, że jest to „mięsna dieta”. O co chodzi z tym mięsem?

To dieta, która opiera się na spożywaniu produktów pochodzących wyłącznie od zwierząt.

Jest to całkowite zaprzeczenie weganizmu i innych „zielonych” diet – ups. Wygląda na to, że wpadłem ze skrajności w skrajność.

Osoby będące na mięsnej diecie można porównać do tych będących na tak zwanej diecie ketogenicznej. Dlaczego?

Ponieważ tłuszcz w mięsnej diecie również powinien stanowić większość z dostarczanych do organizmu kalorii.

Czyli w granicach 55 – 80%. Gdzie miejsce na węglowodany w mięsnej diecie?

No właśnie nie ma dla nich tutaj żadnego miejsca…

Dlatego też niektórzy nadali tej diecie nazwę alternatywną „zero-carb diet”, czyli „dieta zero-węglowodanowa”.

Mało tego!

Odpada również spożywanie jakichkolwiek warzyw!

W grę wchodzi jedzenie mięsa, organów wewnętrznych zwierząt – głównie wątroby – oraz dobrej jakości tłuszczy zwierzęcych typu:

  • łój wołowy,
  • smalec,
  • jajka,
  • masło,
  • ghee.

Z ekstremizmu w ekstremizm

Po obejrzeniu tego jednego filmu zacząłem oglądać kolejne.

I następne…

Na większości z nich ludzie dzielili się swoimi doświadczeniami na temat tego, co zmieniło się w ich życiu od momentu, gdy to przeszli na mięsną dietę.

Opowiadali, jak to ich ciało stało się silniejsze, a wszelkiego rodzaju choroby gnębiące ich od wielu lat, nagle ich poopuszczały.

Najdziwniejsze było dla mnie to, że wielu z tych ludzi, którzy przeszli na mięsną dietę, było ex-weganami.

— Wtf? O co tutaj kurwa chodzi?! – pomyślałem w pierwszej chwili.

Po przesłuchaniu kilkunastu relacji – w tym osobistej historii Jordana Petersona oraz jego córki Mikhaili Peterson, opowiedzianej zresztą przez samego Jordana w jednym z odcinków podcastu The Joe Rogan Experience – postanowiłem, że też chcę spróbować tej odlotowej diety! I wiesz co?

Niemal tego samego dnia pobiegłem do sklepu i kupiłem mięcho, by zacząć je pałaszować dnia następnego – łamiąc w jednej chwili swoje wieloletnie postanowienie bycia weganinem.

Zero węglowodanów… I co? I żyję!

Dzisiaj, od mojego przejścia na mięsną dietę mija już ponad osiem tygodni – rozpocząłem ją dokładnie 20 października 2018 roku.

Sądzę, że tak zwana adaptacja ketogeniczna jest już za mną, gdyż nie miałem w ostatnim czasie żadnego problemu, by spożywać w ciągu dnia blisko 2000 kalorii w postaci samego tłuszczu, który stanowi od 55 – 80% dziennej dawki kalorycznej. Jak się czuję?

Na początku adaptacji czułem się fatalnie.

Moje ciało domagało się, wręcz błagało o odpowiednio wysoką dawkę węglowodanów. Treningi?

Lepiej nie pytaj…

W tamtym okresie były dla mnie istnym koszmarem.

Podczas biegania myślałem, że umrę – poważnie.

W miarę upływu czasu moje ciało stawało się jednak coraz silniejsze, a ja zacząłem dostrzegać światełko w tym cholernym „mięsnym tunelu”.

Przybrałem w końcu znaczną ilość masy mięśniowej.

Ogólnie rzecz biorąc, przyznaję, że czuję się znacznie lepiej, niż gdy byłem na diecie wegańskiej.

Na podstawie swoich ostatnich doświadczeń z mięsną dietą skłaniam się więc coraz bardziej ku wnioskowi, że ludzkie ciało naprawdę potrzebuje pożywienia w postaci produktów zwierzęcych, bogatych w wysokoprzyswajalne składniki odżywcze.

Często wymieniamy dobroczynne właściwości składników odżywczych zawartych w owocach i warzywach.

Zapominamy jednak, że zawartość to nie wszystko…

Liczy się również stopień przyswajalności tego, co zjemy – pisałem o tym w artykule na temat suplementacji u weganów.

A jeżeli chodzi o stopień przyswajalności składników odżywczych zawartych w produktach zwierzęcych, chyba trudno znaleźć dla nich w tej kwestii jakąkolwiek, godną uwagi konkurencję…

Mięsna dieta – nowa epoka w dietetyce?

Kiedy obserwuje się w internecie ten dziwny mięsny nurt dietetyczny, można odnieść wrażenie, że jesteśmy właśnie świadkami powstawania nowej ery w dziedzinie żywienia. Ale czy rzeczywiście nowej?

Może po prostu wracamy do swoich ewolucyjnych, mięsnych korzeni?

Wegańska propaganda na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat urosła do całkiem sporych rozmiarów bańki, która jest coraz częściej przebijana przez…

Wieloletnich gorliwych weganów rezygnujących z dnia na dzień z warzyw i owoców na rzecz soczystego oraz odżywczego mięsa.

Na razie nie mamy wystarczającej ilości informacji odpowiadających na pytanie, czy mięsna dieta to coś dobrego, czy może jednak coś paskudnego.

Temat jest wciąż zbyt świeży – niczym świeży kawał soczystej wołowiny.

Trochę podobnie jest z dietą ketogeniczną– chociaż wbrew pozorom wcale nie jest to młoda dieta.

Faktem jest, że w przypadku diety ketogenicznej powstało już sporo badań naukowych.

Ale faktem jest także to, że dieta ta jest wciąż bardzo młoda w mainstreamowym świecie.

Trudno powiedzieć coś na temat długoterminowych konsekwencji zdrowotnych będących efektem stosowania diety ketogenicznej.

Warto zaznaczyć, że na razie większość wyników badań nad dietą ketogeniczną wykazuje pozytywne skutki zdrowotne dla ludzkiego organizmu.

To właśnie dlatego coraz więcej osób zwraca się w stronę ketogenicznego, błogo tłustego stylu życia.

Nasze społeczeństwo coraz bardziej zaczyna także akceptować fakt, że tłuszcze nasycone – zawarte głównie w produktach zwierzęcych – wcale nie są takie złe, jak zostały nam odmalowane przez liczne wyniki
„badań” przeprowadzonych przez tak zwane medyczne „autorytety”.

Niektórzy nazywają dzisiaj tę nagonkę na tłuszcze nasycone i cholesterol największym kłamstwem XX oraz XXI wieku.

Trudno się z tym nie zgodzić…

Te wykreowane nieco na siłę ludzkie przekonania na temat tłuszczy nasyconych i cholesterolu wykreowały całkowicie nowe rynki warte grube miliardy dolarów.

I co dalej?

A co dalej ze mną i moją dietą? Na razie wciąż testuję mięsną dietę.

Przez ostatnie osiem tygodni spożywałem wyłącznie mięso – głównie tłustą wołowinę – oraz tłuszcz mleczny w postaci masła klarowanego lub „ghee” – jeżeli chcesz się dowiedzieć, dlaczego nazwę ghee wziąłem w cudzysłów, zachęcam do przeczytania mojego artykułu o maśle.

Okazyjne spożywałem również tłuste ryby – łososia, głównie na surowo.

Omijałem szerokim łukiem mięso drobiowe oraz wieprzowe. Dlaczego?

Ponieważ mówi się, że to w wołowinie stosunek zawartości kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6 osiąga najlepsze dla naszego zdrowia wartości.

Na odrzucenie przeze mnie wieprzowiny wpłynął fakt, że gdzieś w międzyczasie dowiedziałem się, że świnie nie mają zdolności do pocenia się – wcześniej nie miałem o tym zielonego pojęcia. Jaki z tego wniosek?

Świnie mają prawdopodobnie spory problem z usuwaniem z własnego ciała toksyn. No i jaki z tego wniosek?

Prawdopodobnie wszystkie toksyny zostają usadowione w ich tkance tłuszczowej oraz mięśniach – pamiętaj, że to tylko stworzona na szybkości, luźna teoria.

Przez cały okres ośmiu tygodni piłem wyłącznie wodę i nigdy nie jadłem więcej niż trzy posiłki w ciągu dnia – głównie dwa lub jeden.

Skłaniałem się w większości przypadków do przestrzegania systemu OMAD – One Meal A Day.

Czyli do spożywania wyłącznie jednego posiłku w ciągu dnia.

Natomiast w przypadku, gdy decydowałem się na więcej niż jeden posiłek w ciągu dnia, nigdy nie łamałem ustalonej przez siebie zasady minimalnego postu przerywanego – tak zwany IF, czyli Intermittent Fasting – opierającej się na stosunku godzinowym 16/8.

16-godzinne okno postu – czyli okno nic niejedzenia / 8-godzinne okno z przeznaczeniem na jedzenie.

Alergia i przyszłość

Mięsna dieta pokazała mi, że mam alergię na niektóre popularne i dostępne w supermarketach produkty, takie jak jajka oraz klasyczne masło ekstra.

Alergia przejawiała się u mnie głównie na skórze w okolicy szyi – czerwone kropeczki rozprzestrzeniające się wprost proporcjonalnie do ilości spożytego alergenu.

Obecnie wiem jedno.

Pójdę dalej w kierunku osobistych badań mięsnej diety.

Sądzę, że będę stopniowo próbował wprowadzać do własnego sposobu odżywiania produkty takie jak awokado i brokuły.

Jest bardzo mało prawdopodobne, że powrócę kiedykolwiek do diety wysokowęglowodanowej opartej głównie na ziarnach zbóż.

Myślę, że będę się bardziej skłaniał ku zrównoważonej – cokolwiek to dla Ciebie oznacza – i bogatej w wysokoprzyswajalne składniki odżywcze diecie ketogenicznej.

Szacunek dla „zielonych”

Zauważ, że w dzisiejszych czasach rodzaj stosowanej diety można śmiało porównać do rodzaju wyznawanej religii.

Niektórzy tak bardzo bronią swoich przekonań dietetycznych, że aż zioną – niczym smok wawelski – nienawiścią i pogardą w stronę tych, którzy są na innej niż oni diecie.

Szczerze mówiąc, będąc weganinem, ja także odczuwałem pewnego rodzaju pogardę w stosunku do mięsożerców.

Zerwanie z weganizmem było dla mnie tożsame z otwarciem własnego umysłu na inne możliwości.

Poczułem się jakby wolniejszy.

Chciałbym zaznaczyć, że wciąż szanuję weganów i ich przekonania na temat weganizmu – w końcu jeszcze nie tak dawno temu byłem jednym z nich.

W każdej bowiem ideologii istnieje ziarno prawdy – trzeba przyznać, że weganie mają sporo racji odnośnie do braku zachowania humanitaryzmu przy hodowli i zabijaniu zwierząt.

Od momentu zerwania z weganizmem wprowadziłem we własne życie pewien mało skomplikowany, lecz znaczący nawyk.

Pozwala mi on lepiej na poziomie psychologicznym uporać się z tym, że jem mięso zwierząt, które były być może przedmiotowo traktowane. Jaki to nawyk?

Przed każdym posiłkiem wyrażam głęboką wdzięczność za to, co znalazło się na moim talerzu.

Mięsna dieta – bieżąca aktualizacja oryginału artykułu

Mamy 13 stycznia 2019 roku – uaktualniam artykuł po raz ostatni.

Eksperyment z mięsną dietą uważam za zakończony!

Od rozpoczęcia mięsnej diety minęło dokładnie 85 dni.

Oto zmiany, jakie zaobserwowałem w swoim organizmie od momentu przejścia na mięsną dietę:

  • bardzo mocny, głęboki i przyjemny sen;
  • brak napadów głodu w ciągu dnia – apetyt zmienił się na bardziej subtelny, mniej gwałtowny i mało nachalny. Mogę jeść, ale nie muszę;
  • stabilny poziom energii w ciągu całego dnia;
  • większa ostrość umysłu, lekkość wyrażania własnych myśli;
  • brak jakichkolwiek problemów z nawet bardzo wczesnym wstawaniem;
  • znaczny wzrost siły mięśniowej;
  • znaczny wzrost beztłuszczowej masy mięśniowej;
  • gładka, czysta i dobrze odżywiona skóra;
  • brak wzdęć, zaparć, gazów oraz jakiegokolwiek innego rodzaju problemów trawiennych;
  • znaczna poprawa mechanizmów działania stawów – głównie biodrowych;
  • totalny zanik nadwrażliwości dziąseł i zębów;
  • moje dłonie stały się w końcu ciepłe, a ja nie marznę już tak łatwo, jak kiedyś;
  • ogólne poczucie stabilnego pod względem fizycznym ciała.

Planuję w dalszym wciągu spożywać głównie mięso i robić to bez obróbki termicznej produktu.

Więcej na temat jedzenia surowego mięsa pisałem w artykule pod tytułem „Dla mięsożerców – czyli, czy warto jeść surowe mięso?”.

Lekkiej obróbce termicznej poddaję wątrobę wołową.

Serce cielęce spożywam zwykle w postaci surowej.

Jedyne tłuszcze roślinne, jakie zamierzam wprowadzić do diety to świeże awokado oraz olej kokosowy tłoczony na zimno i nierafinowany.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *