Cztery umowy – czyli jakie umowy podpisałem z samym sobą

Jestem świeżo po przeczytaniu książki pod tytułem „Cztery umowy”.

To książka, którą napisał Don Miguel Ruiz. Co zmieniło się w moim życiu od momentu jej przeczytania?

Odnoszę wrażenie, że „wskoczyłem na właściwy tor” – w miarę czytania tego artykułu pewnie lepiej zrozumiesz, o co mi chodzi.

Książka „Cztery umowy” jest króciutka, a na jej przeczytanie nie poświęciłem w sumie pewnie więcej, niż jakieś cztery godziny – należy nadmienić, że nie należę raczej do ludzi, którzy dysponują umiejętnością szybkiego czytania.

Niemal natychmiast po przeczytaniu książki Ruiza podpisałem ze sobą cztery ciekawe umowy. Jakie?

Słowo to potęga przyjacielu

Każdego dnia używamy słów.

Jedni z nas są bardziej gadatliwi, inni odzywają się trochę rzadziej – na przykład tylko w święta Bożego Narodzenia.

Dysponujemy umiejętnością posługiwania się słowem mówionym.

To nasze główne narzędzie komunikacji – pomijając oczywiście osoby, które z różnych względów nie mogą mówić.

Słowo może budować, ale słowo może również niszczyć.

Doświadczyłem obu stron medalu. Co mam na myśli?

Motywowałem niejednokrotnie innych ludzi za pomocą słów, ale używałem ich wielokrotnie także do tego, by ranić i poniżać.

Właściwie tak samo wyglądało to z drugiej perspektywy.

Słyszałem od innych ludzi słowa, które dodawały mi skrzydeł oraz takie, które miały docelowo za zadanie pogrzebać mnie żywcem.

Przypuszczam, że nie tylko ja mam takie doświadczenia.

Ba!

Śmiem twierdzić, że ktoś, kto nie doświadczył przynajmniej raz każdego z powyższych przykładów użycia słów, prawdopodobnie nigdy się nie urodził!

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Pierwsza umowa – Adrian, używaj nieskazitelnego języka

Tak więc pierwsza umowa, jaką podpisałem sam ze sobą, dotyczyła właśnie języka, jakim na co dzień się posługuję.

Postawiłem sobie za cel, by używać go uważnie i świadomie.

I – paradoksalnie – nie chodzi tutaj tylko o zwracanie się do innych ludzi.

Chodzi również o zwracanie uwagi na to, jakich słów używam w stosunku do samego siebie. Czy są życzliwe?

A może podszyte krytykanctwem mającym pozbawić mnie pewności siebie i błyskawicznie sprowadzić do parteru?

Używanie nieskazitelnego języka nie utożsamiam z brakiem przeklinania czy pompatycznym tonem – w tym byłem kiedyś całkiem niezły.

Wręcz przeciwnie!

Przez „nieskazitelny język” rozumiem raczej to, jakimi emocjami są podszyte słowa, których na co dzień używamy. Czy zamierzam powiedzieć to, co być może za chwilę powiem, bo czuję zazdrość?

Może w takim razie lepiej zrezygnować z powiedzenia tego, co chciałbym właśnie powiedzieć?

Rozumiesz już, o co mi chodzi?

Możemy wypowiadać się niechlujnie – pod względem gramatycznym i spójności – ale nasz język wciąż może być nieskazitelny, bo podszyty budującymi emocjami.

Duma i napuszone ego

Ile razy obraziłeś się na kogoś, bo osoba ta powiedziała coś, co się Tobie nie do końca spodobało?

Sporo tego było co?

Wziąłeś sobie głęboko do serca czyjąś wewnętrzną projekcję. Co mam na myśli?

Jeżeli ktoś używa w stosunku do nas słów, które mają na celu nas zranić, to ta osoba użyła tychże słów z jakiegoś konkretnego powodu.

Użyła ich, ponieważ miała zły nastrój lub przechodziła właśnie przez ciężki okres w życiu.

Słowa lub obelga w stosunku do Twojej osoby zostały wypowiedziane pod wpływem konkretnych emocji. Jaki z tego wniosek?

Gdyby dana osoba nie czuła się źle, nigdy prawdopodobnie nie nazwałaby Cię imbecylem, albo nie powiedziała czegoś innego, co ugodziło we wrażliwe ego.

Trudno o tym pamiętać, kiedy takie rzeczy się dzieją, ale powinniśmy nauczyć się to robić.

Druga umowa – Adrian, nie bierz niczego do siebie!

Na tym właśnie polega druga umowa, jaką podpisałem sam ze sobą.

Postanowiłem przestać przejmować się, co mówią do mnie i o mnie inni ludzie.

Dotyczy to nie tylko tych mniej przyjemnych rzeczy, ale również tych dobrych – szczególnie tych dobrych! Dlaczego?

Spójrz…

Kiedy ktoś mówi Ci, że super dzisiaj wyglądasz, przez chwilę czujesz się wspaniale na poziomie swojego ego.

A gdy ta sama osoba powie Ci za chwilę, że tak naprawdę to wyglądasz…

„Do dupy”, Twój nastrój momentalnie się zmieni. Czy potrafisz dostrzec władzę, jaką ma nad Tobą osoba, która prawi Ci komplementy lub obrzuca w tym przypadku obelgami?

Jeżeli opierasz poczucie własnej wartości na komplementach pochodzących od innych ludzi, oznacza to, że Ci sami ludzie zniszczą to wątłe poczucie wartości w dowolnym momencie i uczynią to, kiedy tylko tego zechcą. Jak?

Powiedzą Ci antykomplement…

Świadomie – z premedytacją – lub mniej świadomie – na przykład pod wpływem emocji.

Tak więc zawarłem ze sobą umowę, że nie będę brał do siebie niczego, co mówią na mój temat inni ludzie. Mówią o mnie dobrze?

To dobrze, niech sobie mówią. Mówią o mnie źle?

Też dobrze, niech sobie mówią.

Taka strategia uczyni Cię potężnym człowiekiem.

A już myślałem, że będzie tak pięknie

Ile razy w swoim życiu założyłeś coś z góry i zrobiłeś to przed faktem dokonanym?

Martwiłeś się czymś, co się jeszcze nie stało albo wręcz przeciwnie, cieszyłeś się z czegoś, co miało dopiero nadejść. Często tak miałeś?

Ja miewałem tak bardzo często – i to w obie strony.

Martwiłem się na zapas zawsze wtedy, gdy mogło wydarzyć się coś złego, ale wcale nie musiało.

Cieszyłem się także często jak debil z czegoś, co się jeszcze nie wydarzyło, ale mogło.

Moje oczekiwania sprawiały, że się zawodziłem.

Raz pozytywnie – bo nie wydarzyło się coś negatywnego.

A raz negatywnie – bo ominęło mnie coś pozytywnego, co się nie wydarzyło.

Zakładanie czegoś z góry pozbawia nas istotnego elementu na drodze do osiągania osobistych celów.

Pozbawia nas elementu skupienia.

Rozpraszamy się i ulegamy destrukcyjnym lub euforycznym emocjom, zamiast skupić się na pracy i obserwować bieżący postęp wydarzeń.

Umowa trzecia – Adrian, nie zakładaj niczego z góry

Oto trzecia umowa – postanowiłem pozostać neutralny w sytuacjach, które rokują dobrze oraz w tych, które mogą się źle skończyć.

Uznałem, że jeżeli ma mnie spotkać coś dobrego, to muszę odstawić euforyczne emocje na bok i zastanowić się w danym momencie, co mogę zrobić, by ta pozytywna rzecz rzeczywiście się wydarzyła.

Tym samym zwiększam jeszcze bardziej prawdopodobieństwo, że pozytywna rzecz naprawdę się wydarzy!

W przypadku negatywnych wydarzeń, które mogą się potencjalnie ziścić, przyjmuję podobną strategię, czyli skupiam się na tym, co mogę zrobić, by maksymalnie wyeliminować prawdopodobieństwo powstania wydarzeń negatywnych.

Taką postawę możemy nazwać „postawą niewzruszoną”. Dlaczego?

Jesteśmy zawsze skupieniu na celu, a emocje idą w odstawkę tak długo, jak to tylko możliwe.

Świętuje się dopiero po zwycięstwie.

A żal odczuwa dopiero po realnej porażce.

Wiesz co? Zrobię to jak należy

Miewam zapędy perfekcjonistyczne.

Czasami to jest fajne, ale czasami mnie ogranicza. Dlaczego?

Często biorę wiele rzeczy zbyt serio i zbyt dosłownie.

Potrafię też zbytnio skupiać się na wykonywanych zadaniach, zwracając przy tym mniejszą uwagę na tworzenie relacji z innymi ludźmi. Czy to źle?

Nie wiem.

W każdym razie lubię to, jaki jestem – to był chyba realny wyraz samoakceptacji?

Lubię robić różne rzeczy dobrze.

Tak więc nie miałem zbyt wiele problemów z tym, aby podpisać ze sobą umowę numer cztery – zrobiłem to z wielką przyjemnością. Czego dotyczyła umowa?

Umowa czwarta – Adrian, rób wszystko najlepiej, jak potrafisz

Tak, to ostatnia umowa, na jakiej złożyłem parafkę.

Postanowiłem przykładać się maksymalnie do wszystkiego, co robię.

Obojętnie co by to nie było. Rozmawiam ze znajomym?

Zrobię to najlepiej, jak potrafię! Piszę artykuł?

Chcę zrobić to najlepiej, ja tylko potrafię! Jem posiłek?

Zaangażuję się w to maksymalnie i zrobię najlepiej, jak potrafię!

Taka postawa jest niesamowita – i jednocześni niesamowicie trudna w utrzymaniu.

Wymaga od nas ciągłej uwagi i skupienia.

Musimy być obecni tu i teraz, żeby robić wszystko najlepiej, jak potrafimy.

Nawet sikać musimy najlepiej, jak potrafimy…

Powyższe zdanie wcale nie było żartem. Dlaczego?

Ponieważ gdy zaczniemy zwracać uwagę na wszystkie czynności, które wykonujemy i będziemy się starali wykonywać je zawsze najlepiej, jak potrafimy, niepozorne czynności umocnią w nas nawyk solidności.

Nawyk robienia wszystkiego najlepiej, jak potrafimy, przeleje się na bardziej znaczące czynności, co może przynieść bardzo obiecujące rezultaty.

Cztery umowy – przeczytaj tę cholerną książkę

Polecam Ci, byś przeczytał książkę Ruiza pod tytułem „Cztery umowy”.

Po prostu zrób to, a po jej przeczytaniu zacznij działać – jeżeli chcesz oczywiście wynieść cokolwiek z lektury…

Ludzie mają tendencję do zapominania.

Najpierw wtłaczamy – często z oporem – informacje do swoich „basiek”, po czym one ulatują niepostrzeżenie z głów niczym…

Niczym coś, co ulatuje niepostrzeżenie z głów…

Mając świadomość natury ludzkiego umysłu, stworzyłem sobie „modlitwę”, którą wplotłem w moją codzienną poranną praktykę medytacyjną. Jak brzmi ta modlitwa?

Pozwól mi, bym każdego dnia pamiętał o:
– używaniu nieskazitelnego języka,
– niebraniu niczego do siebie,
– niezakładaniu niczego z góry,
– oraz robieniu wszystkiego najlepiej, jak tylko potrafię.
Daj mi siłę i odwagę do tego, by żyć naprawdę i nie bać się podejmowania ryzyka.

Adrian Gostomski

Na początku tej modlitwy użyłem zwrotu „pozwól mi”. Do kogo się zwracam?

Nie wiem…

Może do Pana Wszechświata? Kryszny? Buddy? Boga? Mahometa?

Nazwij to sobie, jak chcesz…

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *