Czy weganizm jest zdrowy? Ciemna strona wege

Dzisiaj postaram się jednoznacznie – o tak! – odpowiedzieć na pytanie: czy weganizm jest zdrowy?

Daję sobie do tego pełne prawo. Dlaczego?

Ponieważ nie jestem osobą, która tylko naczytała się o weganizmie i na tej podstawie zbudowała jakąś kosmiczną, subiektywną teorię.

Jestem praktykiem, który przez ostatnie dziesięć lat swojego życia – kiedy piszę ten artykuł, jest 8 stycznia 2019 roku – uparcie eksperymentował z „zielonymi” dietami.

Przez słowo „zielone” mam na myśli wegetarianizm, weganizm i witarianizm.

Cały poniższy artykuł powstał na bazie moich osobistych, długoletnich doświadczeń.

Zdążyłem sobie przez ten czas wyrobić konkretną opinię na temat tego, czy weganizm jest zdrowy.

Przedstawienie zacząć czas. Gotowy?

Dieta wegańska – czym jest?

Na wstępie chciałbym rozwiać wszelkie Twoje wątpliwości w odniesieniu do tego, kogo można nazwać stuprocentowym weganinem.

Weganin to osoba, która odrzuciła z własnej diety wszystkie produkty pochodzące od zwierząt – i tyle.

Weganie nie spożywają mięsa, ryb, jajek, nabiału oraz innego rodzaju produktów, które pochodzą od zwierząt – beznadzieja co?

To ludzie, którzy żywią się wyłącznie ziarnami zbóż, warzywami i owocami.

Ah…

Zapomniałbym o czymś…

Żywią się przecież także suplementami diety!

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Pierwszy etap na drodze do weganizmu

Pamiętam jak dzisiaj, kiedy to w wieku osiemnastu lat zacząłem majstrować przy własnej diecie.

Chciałem wziąć swoje zdrowie w swoje ręce i stać się najzdrowszym człowiekiem na całej kuli ziemskiej – poważnie!

Wiedziałem już wtedy, że istnieje coś takiego, jak wegetarianizm i zdawałem sobie sprawę, iż wegetarianie nie jedzą mięsa, skupiając uwagę głównie na warzywach i owocach.

Wegetarianin był dla mnie w tamtym czasie uosobieniem najwyższego zdrowia mentalnego i fizycznego.

Postanowiłem więc stać się wegetarianinem – hulaj dusza!

Przestałem jeść mięso.

Potem ryby – które w sumie też są mięsem, ale co tam.

Stopniowo odstawiałem również inne pokarmy pochodzące od zwierząt.

Moja „zielona” podróż rozpoczęła się na dobre, a ja byłem tym faktem niesamowicie podekscytowany.

Etap kolejny – jak stałem się weganinem

Jako nastolatek działałem trochę po omacku.

Odstawiałem mięso, potem znowu włączałem je do swojej diety – bojąc się konsekwencji.

Raz rezygnowałem z ryb, po czym znowu wrzucałem je do swojej diety – podobnie było na przykład z jajkami.

Jednym słowem nieustannie testowałem jakieś rozwiązania.

Sporo eksperymentowałem również ze sposobami obróbki termicznej pożywienia.

Na pewnym etapie przestałem w ogóle smażyć, skupiając się wyłącznie na klasyczny gotowaniu – w wodzie – lub na gotowaniu pokarmu na parze.

Koniec końców obróbka termiczna w postaci smażenia wyleciała z repertuaru moich kulinarnych zachowań na kilka ładnych lat – akurat ten krok nie należał chyba do najgorszych.

Kiedy już w miarę dobrze ogarnąłem zasady wegetarianizmu – tak mi się wtedy wydawało – postanowiłem pójść o krok dalej.

Stałem się weganinem!

Odrzuciłem nagle dosłownie wszystkie pokarmy pochodzenia zwierzęcego i zacząłem ostro edukować się w zakresie żywienia, poprzez czytanie ogromnej ilości książek.

Wybierałem sobie książki, w których ich autorzy pisali o tym, o czym chciałem naonczas usłyszeć. A co chciałem usłyszeć?

Że dobrze robię!

Że weganizm jest zdrowy i dzięki niemu osiągnę najwyższy poziom zdrowia i wydolności fizycznej swojego organizmu.

Pewnie nasuwa się Tobie na myśl pytanie, jak się czułem w tamtym okresie?

Całkiem nieźle!

Nie narzekałem raczej, że coś mnie boli.

Nie dostrzegałem też żadnych skutków ubocznych przejścia na weganizm.

Wydawało się, że wszystko jest w porządku.

Naiwna obrona wegańskich wartości

Ludzie w Polsce należą w większości do grupy „mięsożerców” – i dobrze.

W okresie, w którym byłem wyznawcą „zielonych” diet, bardzo mocno utożsamiałem się – chciałem to robić – z grupą wegetarian lub weganów.

Było to zależne od tego, jaki styl odżywiania na dany moment uprawiałem.

W różnego rodzaju dyskusjach prowadzonych z rodziną, czy znajomymi, potrafiłem zaciekle bronić wartości wyznawanych przez „roślinożerców”. Dlaczego?

Ponieważ bardzo chciałem wierzyć, że spożywanie wyłącznie warzyw i owoców sprawia, że staję się zdrowszy, szybszy i silniejszy. Przecież nie mogłem sabotować własnych wysiłków?

Wegańska propaganda działała na mnie niesamowicie dobrze.

Słynni weganie, tacy jak na przykład Scott Jurek – wybitny ultramaratończyk – tylko umacniali mnie w przekonaniu, że trwanie przy weganizmie jest najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić dla swojego ciała.

Jak tu nie wierzyć kolesiowi, który wygrywał wielokrotnie prestiżowe zawody Western States będąc weganinem? – Zawody biegowe na 100 mil.

Tak, trzeba przyznać, że byłem naprawdę wiernym, wegańskim wojownikiem…

Coraz więcej wiedzy, coraz więcej weganizmu… Coraz więcej suplementów?

Im więcej zdobywałem wiedzy na temat żywienia, tym bardziej sobie uświadamiałem, że weganie są w istotnym stopniu narażeni na różnego rodzaju niedobory.

Weźmy, chociażby taką witaminę B12.

Ktoś, kto spożywa produkty pochodzenia zwierzęcego, prawdopodobnie nigdy nie doświadczy niedoboru tej szalenie istotnej witaminy.

W miarę upływu czasu zagłębiałem się w temat suplementów, ponieważ chciałem być pewny, że będąc weganinem, nie doświadczę niedoboru żadnej wartościowej witaminy, czy minerału.

Poznałem suplementy takie jak: spirulina i chlorella.

Zacząłem testować różne multiwitaminy i pojedyncze witaminy zawarte w dużych dawkach w jednej kapsułce.

Dzisiaj mogę z perspektywy czasu napisać, że tak naprawdę nigdy nie odczułem jakichś spektakularnych wyników zażywania żadnego z wyżej wymienionych suplementów – tak mi się wydaje.

Ich zażywanie chyba bardziej wpływało na wytwarzanie – potrzebnego mi w tamtym czasie – poczucia bezpieczeństwa, że oto właśnie łykam coś, co na pewno mnie zabezpieczy przed niedoborami, jakie mogą dotknąć weganów.

Kuchnia wegańska – rozłożenie w czasie

Gdybym miał teraz podsumować i rozłożyć jakoś w czasie cały okres zabawy z „zielonymi” dietami, wyglądałoby to mniej więcej tak:

  • jakieś trzy i pół roku poświęciłem w sumie na wegetarianizm,
  • około sześciu lat byłem łącznie weganinem,
  • na kilka miesięcy zamieniłem się w stuprocentowego witarianina w wersji wegańskiej.

I zrobiłem to wszystko właśnie w takiej kolejności.

Jak sam widzisz, przez ostatnią dekadę to właśnie weganizm zdominował mój sposób odżywiania.

Niby nic się nie dzieje, ale…

Będąc weganinem, cały czas sobie wmawiałem, że to najlepsza dieta, jaką mogę zaserwować swojemu ciału.

Zgodnie z radami Paula Pitchforda spożywałem głównie ziarna zbóż – kasze, ryże, nasiona strączkowe…

Węglowodany pochodzące z ziaren stanowiły w mojej diecie jakieś 70 – 85% z całości dostarczanych kalorii.

To właśnie różnego rodzaju kasze były dla mnie bazą do tworzenia wszystkich – nie większości, ale wszystkich! – posiłków.

Niby nie czułem się źle i nawet przez cały okres obcowania z „zielonymi” dietami trenowałem intensywnie wytrzymałościowo i siłowo.

W miarę upływu czasu coraz bardziej zaczynałem jednak dostrzegać, że łatwo tracę masę mięśniową – na przykład w wyniku intensywnego treningu wytrzymałościowego – a potem dużo trudniej jest mi ją odzyskać.

W tym przekonaniu utwierdził mnie moment przejścia na witarianizm.

Owoce stanowiły wtedy jakieś dziewięćdziesiąt procent mojej diety.

Przez okres około trzech miesięcy schudłem tak bardzo, że ciało składało się właściwie tylko ze skóry, kości i malutkich, słabych mięśni.

Widziałem, jak wpływa na mnie dieta witariańska i postanowiłem działać, wrzucając do treningu dodatkowe ćwiczenia siłowe.

Dosyć szybko uświadomiłem sobie fakt, że budowanie mięśni na tej diecie będzie niczym misja z góry skazana na porażkę. Co zrobiłem?

Nieoczekiwany zwrot akcji

Pewnego wieczoru znalazłem na portalu YouTube materiał filmowy, który wyjaśniał, na czym polega tak zwana „carnivore diet” – czyli mięsna dieta.

Zacząłem coraz bardziej wgłębiać się w ten temat i poznawać coraz więcej relacji ludzi, którzy tę dietę stosowali.

Ich relacje były dla mnie szokujące. Dlaczego?

Wszyscy ci ludzie byli zachwyceni efektami mięsnej diety. I wiesz co?

Wielu z tych ludzi było ex-weganami spragnionymi mięsa… Co postanowiłem zrobić?

Poszedłem do sklepu i…

Kupiłem mięso!

Mięsna dieta – weganizmowi mówimy do widzenia

Kiedy piszę artykuł, od dokładnie osiemdziesięciu dni nie mam nic wspólnego z wegańską dietą.

Te bite osiemdziesiąt dni poświęciłem w całości na eksperymentowanie z mięsną dietą. Co jem?

Surowe mięso wołowe, surowego łososia i masło.

Jednym słowem dużo tłuszczu i dużo białka pochodzących od zwierząt. Co mogę napisać po tym stosunkowo długim okresie testów?

Czuję się naprawdę bardzo dobrze.

Moje ciało odżyło.

Mięśnie urosły a funkcje kognitywne i ostrość umysłu uległy znacznej poprawie.

Stałem się także – co niesamowicie ciekawe – mniej aspołecznie nastawiony do ludzi.

Lepiej radzę sobie ze stresem.

Poziom mojej introwersji jakby nieco się obniżył i zawieranie nowych i całkiem spontanicznych relacji z innymi stało się jakby prostsze i bardziej naturalne.

Ta nieoczekiwana – i nagła – zmiana w sposobie odżywiania sprawiła, że dostrzegłem niesamowitą wartość w pokarmach pochodzenia zwierzęcego.

Na nowo pokochałem mięso.

Odpowiedz w końcu… Czy weganizm jest zdrowy?

Wszystko, co miało miejsce od dnia przejścia na mięsną dietę, dosyć mocno wstrząsnęło moim światopoglądem w dziedzinie żywienia.

Dzisiaj jestem przekonany, że nasze ciało potrzebuje do optymalnego funkcjonowania dobrej jakości produktów pochodzenia zwierzęcego.

Pojawia się w tym miejscu następujące pytanie: czy weganizm jest zdrowy?

Hm…

Pozwól, że odpowiem na to pytanie w ten sposób:

Będąc stuprocentowym weganinem, przy odpowiednio dobranej suplementacji da się przeżyć.

To wszystko, co mam do napisania w tej kwestii.

Uważam, że przechodząc na wegańską dietę, można na niej przetrwać długie lata.

Być może nawet całe życie…

Mam jednak wątpliwości co do tego, czy jest to dla ludzkiego organizmu okres stopniowego budowania lepszego zdrowia, czy może okres stopniowej degradacji – co dostrzegłem u siebie, po kilku latach przygody z „zielonymi” dietami.

Chyba właśnie w ten sposób chcę postrzegać dzisiaj weganizm.

Nie zrozum mnie źle.

Nie twierdzę, że warzywa i owoce są złe – chociaż nabieram niekiedy podejrzeń, że warzywa i owoce wcale nie chcą, byśmy je jedli

To skrajny weganizm jest zły – czyli całkowita nieobecność w diecie produktów pochodzenia zwierzęcego.

Obiecałem, że odpowiem w artykule jednoznacznie na pytanie: czy weganizm jest zdrowy?

Moja odpowiedź brzmi?

Nie.

Uważam, że stuprocentowy weganizm nie jest dla nas dobry.

Kropka.

Wegańskie problemy z trawieniem

To zabawne.

Wydaje się, że z jednej skrajności popadłem w drugą skrajność.

Tak, jak będąc weganinem, zajadałem się warzywami i owocami, tak będąc przez ostatnie osiemdziesiąt dni na mięsnej diecie, nie spożyłem nawet jednego liścia sałaty, ani ćwiartki jabłka – zero warzyw i owoców.

No dobra.

Może pozwoliłem sobie ze trzy razy na zjedzenie tłustego awokado, ale to naprawdę wszystko. Jak się czuję?

Mój brzuch jeszcze nigdy nie był tak płaski w wyniku braku wzdęć, a procesy trawienia nie zachodziły w nim tak łatwo i szybko!

Chyba największą zmorą weganów są problemy z trawieniem niektórych warzyw i owoców.

Wydaje mi się, że weganie są tak zaślepieni naiwną wiarą w zdrowotne działanie warzyw i owoców, że nie potrafią – lub nie chcą – skojarzyć ze sobą pewnych niepodważalnych faktów. O co chodzi?

Jeżeli brzuch jest wzdęty, to znaczy, że pokarm, który spożyliśmy, zawierał w sobie jakieś niekoniecznie przyjazne dla naszego układu pokarmowego substancje – dajmy na to kwas fitynowy zawarty w roślinach strączkowych – powodujące, że w bebechu zbierają się uciążliwe – i śmierdzące – gazy.

Czy to nie jest jawny dowód, że wegańska dieta wcale nie musi być lekkostrawna, a wręcz odwrotnie, czyli powodować problemy z trawieniem?

Czy wzdęty jak bania brzuch nie jest sygnałem, że zjedliśmy właśnie coś, z czym nie radzi sobie – albo słabo sobie radzi – nasz biedny układ pokarmowy?

Zostań weganinem i… Jedz mięso

Nie wiem, czy już na zawsze pozostanę na mięsnej diecie. Wiesz co?

Nie śpieszy mi się jakoś specjalnie do tego, by włączać do diety warzywa i owoce. Dlaczego?

Ponieważ czuję się naprawdę fajnie bez nich. Dlaczego więc miałbym wrzucać do diety coś, po czym mam lekką dietetyczną traumę?

Dobre pytanie prawda?

Nie wiem, czy jesteś weganinem, wegetarianinem, czy może nawet witarianinem.

Nie wiem, jaką filozofię żywienia wyznajesz, co zamierzasz zrobić w przyszlości, a nawet, jakie są Twoje przeszłe doświadczenia życiowe związane z odżywianiem.

Jedno mogę doradzić Ci z czystym sumieniem. Co to takiego?

Jedz mięso!

Rób, co chcesz, ale zostaw w swojej diecie to pierdolone mięso…

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Żałuję czy nie żałuję? Oto jest pytanie

Pewnie uważasz, że żałuję tych wszystkich lat, w których byłem weganinem? Zaskoczę Cię…

Ani trochę. Dlaczego?

Spójrz.

W swoim życiu miałem już okazję być wegetarianinem, weganinem, a nawet witarianinem.

Testowałem różnego rodzaju diety.

Wysokowęglowodanową, opartą prawie w stu procentach na ziarnach zbóż.

Wysokowęglowodanową, opartą prawie w stu procentach na fruktozie zawartej w owocach.

Wysokotłuszczową, mięsną dietę opartą w głównej mierze na nasyconych tłuszczach zwierzęcych – to rodzaj diety ketogenicznej.

Warto zaznaczyć, że każdy styl odżywiania był prowadzony przeze mnie w sposób wręcz perfekcyjny i z zachowaniem wszystkich istotnych założeń danego stylu.

Należę do raczej rzadkiego grona osób, które łatwiej jest zapytać o to, czego nie próbowały w dziedzinie żywienia, niż pytać o to, co miały już okazję przetestować.

Jestem dumny, że dziesięć lat temu, jako ten młody – i nieco zagubiony – chłopak odważyłem się podjąć odważną decyzję i sprawdzić, czym jest wegetarianizm.

Od tego wszystko się zaczęło.

Każda kolejna decyzja była następstwem poprzedniej.

Dzięki temu doszedłem do miejsca, w którym znajduję się dzisiaj.

Jeżeli więc zadasz mi pytanie: czy weganizm jest zdrowy?

Odpowiem, że…

Nie.

Jeżeli zadasz mi kolejne pytanie: czy żałuję, że byłem przez tak długi okres weganinem?

Odpowiem natychmiast, że…

Nie.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

5 Komentarzy Czy weganizm jest zdrowy? Ciemna strona wege

    1. Adrian

      Na chwilę obecną nie poddaję pożywienia jakiejkolwiek obróbce termicznej. Wszystkie produkty jem na surowo. Moja dieta składa się głównie z produktów pochodzenia zwierzęcego.

    2. Ola

      A czy to nie jest popadanie ze skrajności w skrajność? Bo tak to brzmi, niema tutaj żadnych działań pośrednich. Albo same warzywa i owoce, ale samo mięso.

      1. Adrian Gostomski

        Przeszedłem na carnivore diet, ponieważ chciałem ją sprawdzić. Zerwanie z weganizmem było natomiast świetną okazją i czasem do tego, by to uczynić. Osobiście raczej nie wierzę w coś takiego jak „działania pośrednie” w dietetyce. Każdy z nas powinien się dowiedzieć, co mu służy, a czego powinien się wystrzegać. Dopiero na tej podstawie można stworzyć jakieś „działania pośrednie” lub „własne zasady dietetyczne”. Oczywiście nie oznacza to, że nie istnieje coś takiego, jak „uniwersalne zasady”.

      2. Aga

        Tez o tym pomyślałam. Takie drastyczne przeskakiwanie na diete ktora jest całkowita odwrotnoscia tej poprzedniej, tez moze spowodowac niebezpieczne dla zdrowia efecty. Zeby to bylo bezpieczne zmiana musi byc sprowadzana stopniowo. To ze dzisiaj sie czujesz dobrze nie znaczy ze cos w przyszlosci nagle nie wyskoczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *