Dieta bez mięsa – czy weganie muszą brać suplementy diety?

Dzisiaj poruszę niesamowicie ciekawy temat. Jaki?

Suplementy diety na wegańskiej diecie – chodzi o konieczność ich zażywania.

Czuję się trochę uprawniony do pisania na ten temat, ponieważ jest mi on bardzo bliski od strony czysto praktycznej – a nie teoretycznej.

Ponad dekadę obcowałem z „zielonymi” dietami – większość tego czasu poświęciłem na bycie weganinem.

Miałem okazję także posmakować niejednego suplementu diety – i to w dawkach, które Twojego lekarza przyprawiłyby o nagły atak serca.

Suplementy diety są podobno dzisiaj „koniecznością” dla wszystkich. Czy się z tym zgadzam?

Zostawmy to na później. A czy suplementy diety są konieczne dla weganów?

Dieta bez mięsa – potencjalne niedobory

Jeżeli nie wiesz, kim jest weganin, pozwól, że szybciutko wyjaśnię.

To osoba, która unika za wszelką cenę wszystkiego, co pochodzi od zwierząt. Dlaczego weganin to robi?

Albo ze względów etycznych, albo ze względów zdrowotnych – weganin lub przed-weganin są przekonani, że warzywa i owoce to najzdrowsze pokarmy na ziemi.

Tyle wiedzy na temat weganina Ci wystarczy – przynajmniej na razie.

Drastyczne ograniczenie spożywania pokarmów pochodzenia zwierzęcego – szczególnie mięsa, ryb oraz jajek – w długim – a niekiedy krótkim – okresie może prowadzić do niedoborów i…

Problemów zdrowotnych – niestety.

Być może trudno jest Ci uwierzyć, że weganizm – nawet ten perfekcyjnie prowadzony – może siać w organizmie zagładę.

Cóż…

Mnie kiedyś też trudno było w to uwierzyć – polecam przeczytanie tego artykułu.

Teraz już wiem, że weganizm to po prostu specyficzna forma postu, który nie jest w stanie zapewnić w diecie pewnych kluczowych składników odżywczych.

A w perspektywie długoterminowej ograbia organizm stopniowo z cennych rezerw wartościowych składników odżywczych. O jakich potencjalnych niedoborach mowa?

To chyba najbardziej popularne:

  • witamina B12,
  • karnityna – przeczytaj artykuł o karnitynie,
  • cholesterol,
  • tłuszcze nasycone,
  • cynk,
  • białko o pełnym profilu aminokwasowym,
  • witamina A – forma retinolu.

Te wymienione powyżej są chyba najbardziej istotne.

Ich niedobór może bardzo, ale to naprawdę bardzo uprzykrzyć życie.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Kwestie przyswajalności

Zauważ, że producenci żywności i my jako konsumenci zarzucamy się nawzajem informacjami, co takiego magicznego jest zwarte w danych produktach spożywczych.

Mówimy na przykład:

— A wiesz, że szpinak jest fantastycznym źródłem żelaza?

Albo jakichś tam innych składników odżywczych…

Podekscytowani usłyszaną, czy też przeczytaną w internecie informacją lecimy jeszcze tego samego dnia do sklepu i?

Kupujemy szpinak – najlepiej od razu w ilości na cały tydzień. Motyw działania?

Przecież szpinak zawiera w sobie mnóstwo żelaza!

I teraz najlepsze. Czy ktoś zadaje sobie w ogóle przed zakupem pytanie, w jakiej formie występuje w szpinaku żelazo oraz – co ważniejsze – w jakim procencie dany składnik odżywczy jest przyswajany przez ciało?

Tym już mało kto się tym interesuje – a szkoda, cholerna szkoda.

Mała ciekawostka. Wiesz jaki procent żelaza zawartego w produktach pochodzenia roślinnego zostaje przyswojony przez ludzki organizm?

Zakłada się, że do 2%. Jak to wygląda w przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego?

Mówi się, że wartość ta może osiągnąć do nawet 25%. Ile szpinaku należy wpierniczyć, żeby „dogonić” mięcho?

Sporo…

Pamiętaj, że to tylko jeden przykład z wielu.

No i jeszcze jedno.

Suplementy nie są wyjątkiem w kwestii potencjalnie ograniczonej przyswajalności składników odżywczych.

To, że w kapsułce znajduje się 500 miligramów „czegoś tam”, wcale nie oznacza, że nasze ciało przyswoi 500 miligramów „czegoś tam” – no way!

Oprócz tego, że suplement diety stanowi syntetyczną formę elementu diety, stopień jego przyswajalności jest ograniczony.

Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie nigdy nie osiąga wartości stu procent.

Najłatwiej przyswajalne żarcie

Jeszcze jakiś czas temu zastanawiałem się, co spożywał głównie człowiek przez ostatnie dwa i pół, trzy miliony lat. Mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego, czy może warzywa i owoce?

Czy kierowały nim pobudki etyczne, zanim podjął decyzję, co zje na obiad?

A może martwił się, ile cholesterolu zawiera jedzone przez niego surowe mięso?

Wyznawcy paleo diety będą oczywiście twardo obstawali za tym, że na przestrzeni całej ery paleolitycznej człowiek skłaniał się głównie ku pokarmom pochodzenia zwierzęcego.

„Zieloni” natomiast będą argumentowali, że to warzywa i owoce zajmowały w menu człowieka priorytetową pozycję. Komu wierzyć?

Nie wiem, naprawdę nie wiem.

Chociaż, poczekaj chwilę…

Coś sobie właśnie przypomniałem. Wiesz, jak wyglądał mój brzuch na wegańskiej diecie obfitującej w warzywa, owoce, kasze, ryż i strączki?

Był ciągle jak bania – dosłownie!

W towarzystwie musiałem nieustannie się pilnować, by przypadkiem nie puścić głośnego i śmierdzącego bąka – co było cholernie dyskomfortowe. A wiesz, jak wygląda mój brzuch po wyeliminowaniu z diety warzyw i owoców?

Jest cholernie płaski i zupełnie zapomniałem co to gazy – naprawdę, całkowicie.

Dla mnie jest to chyba wystarczający dowód, że przez ostatnie trzy miliony lat człowiek skłaniał się bardziej ku spożywaniu produktów pochodzenia zwierzęcego. Skutek?

Ludzki układ pokarmowy wyewoluował w tym właśnie kierunku.

Pewnie dlatego składniki odżywcze zawarte w produktach pochodzenia zwierzęcego są dla nas łatwiej przyswajalne, a samo trawienie odbywa się naprawdę gładziutko.

Wyobraź sobie teraz następujący scenariusz – najlepiej zamknij przy tym oczy.

Nie jadłeś nic przez ostatnie 48 godzin.

Załóżmy, że robiłeś sobie dry fast – nagrałem podcast o tym poście.

Przychodzi nagle pora upragnionego posiłku.

Stawiają przed Tobą dwa ogromne i wypełnione jedzeniem talerze.

Na jednym jest świeże mięsko, na drugim brokuły.

Masz świadomość, że przez następne 48 godzin nie będziesz nic jadł.

Co wybierzesz i…

Dlaczego akurat mięso?

Ilość suplementów – wyznacznik jakości diety?

Gdy byłem weganinem, testowałem naprawdę mnóstwo suplementów diety.

Spirulina, chlorella – i inne morskie algi.

Multiwitaminy, sproszkowane minerały, aminokwasy, witamina B12 – w formie tabletek i sprayu.

Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach – A, D, E, K – sproszkowane białka wegańskie, L-karnityna oraz inne wyizolowane, zamknięte w kapsułkach związki.

Rzadko kiedy brałem wszystkie wymienione wyżej suplementy razem – miałem świadomość, że to chemia.

Nie zmienia to faktu, że czułem dużą potrzebę, by brać jakiekolwiek suplementy.

Jakby podświadomie wiedziałem, że organizm jest narażony na różne deficyty – mogące być skutkiem prowadzenia diety bez mięsa. Czy suplementy pomagały?

Głównie na poziomie psychicznym – takie małe placebo. Co mam na myśli?

Znacznie lepiej żyć ze świadomością, że zażywa się witaminę B12 – mając jednocześnie świadomość, że dieta bez mięsa naraża na jej niedobór.

Muszę jednak przyznać, że niektóre suplementy rzeczywiście działały. Przykład?

L-karnityna.

Szybka poprawa zdrowia po zastosowaniu danego suplementu była dla mnie informacją, że mam w konkretnej sferze niedobór – przeczytaj artykuł na temat niedoboru karnityny u weganów.

Po zerwaniu z weganizmem jedynym suplementem diety, jaki na chwilę obecną przyjmuję, jest witamina D3.

W sumie to nawet nie wiem, czy mogę pisać, że „ją przyjmuję”, bo nie zażywam jej wewnętrznie – pomimo tego, że takie jest jej przeznaczenie. Jak więc ją stosuję?

Smaruję sobie nią nadgarstki – dwie krople na jednym i dwie na drugim, łączna dawka 8000 IU.

Dieta bez mięsa – czy weganie muszą stosować suplementy diety?

No to jak jest w końcu z tymi weganami?

Muszą stosować suplementy, czy nie?

Chciałbym Ci napisać, że nie muszą, ale tak naprawdę uważam, że pewne suplementy stanowią w ich przypadku konieczność. Jakie?

Są takie, które dotyczą wszystkich weganów – czyli witamina B12.

No i są takie, które powinny być spożywane w zależności od tego, na jakie niedobory jest narażona dana osoba w momencie – często beztroskiego – przejścia na weganizm.

Jeżeli ktoś w momencie przejścia na restrykcyjny weganizm dysponuje już deficytami witaminy A, może warto się najpierw poważnie zastanowić, czy przechodzić na weganizm. Dlaczego?

Całkowite wyeliminowanie produktów pochodzenia zwierzęcego w perspektywie długoterminowej może tylko pogłębić deficyty retinolu.

A jeżeli to do danej osoby nie przemawia, może warto zostawić w diecie, chociaż dobrej jakości masło – o maśle pisałem w tym artykule – lub zaopatrzyć się w sfermentowany tran z wątroby dorsza?

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Rzuciłem weganizm i…? Suplementy diety też rzuciłem

Czy suplementy są potrzebne wszystkim? Nie wiem…

Po rzuceniu weganizmu zwątpiłem w suplementy diety.

Nauczyłem się w końcu nie uzależniać od nich stanu mojego zdrowia.

Przyznaję, że jestem z natury ciekawski i lubię coś od czasu do czasu na sobie przetestować.

Nie robię tego jednak z pobudek zdrowotnych.

Dzisiaj, kiedy moja dieta obfituje w produkty pochodzenia zwierzęcego, wcale nie czuję, że suplementy są mi potrzebne.

Mało tego!

Uważam, że im mniej ich zażywam, tym lepiej. Jak się czuję?

Jest naprawdę w porządku.

Nic mi nie dolega.

Zamiast wpychać sobie do gardła tabletki, zacząłem bardziej dbać o jakość spożywanego przez siebie pokarmu.

Dzisiaj najlepszym istniejącym na świecie suplementem diety jest dla mnie nie kapsułka, ale wątroba cielęca.

Znajdziesz w niej dosłownie wszystko, co do szczęścia potrzebne.

I to w najlepiej przyswajalnej formie, jaką możesz sobie człowieku wyobrazić!

A do tego w naprawdę przystępnej cenie! Dieta bez mięsa?

Nie…

To nie dla mnie.

Już nie!

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *