Dieta bez węglowodanów – czy trzeba je spożywać?

Dieta bez węglowodanów to chyba najbardziej gorący temat w szerokiej i długiej jak rzeka Amazonka dziedzinie żywienia.

Osobiście dosyć mocno zaangażowałem się w badanie tego zagadnienia i zrobiłem z siebie istnego królika doświadczalnego.

Przez większość swojego życia spożywałem węglowodany.

Przekonania oparte na wnioskach, że węglowodany powinny stanowić dla człowieka podstawowe – i jedyne – źródło energii, jeszcze jakiś czas temu były we mnie dosyć mocno zakorzenione.

Dzisiaj coraz bardziej chylę się w stronę „obozu”, który wyznaje zupełnie odmienne przekonania.

Ludzie należący do tego obozu wykrzykują na lewo i prawo, że życie bez węglowodanów jest możliwe.

Mało tego!

Ci sami ludzie krzyczą wniebogłosy, że dieta bez węglowodanów to najlepszy wybór, jakiego każdy z nas może dokonać.

Zasadnicze pytanie tego artykułu brzmi: czy dieta bez węglowodanów może Cię zabić?

Dwie skrajne szkoły

Pewnie przyzwyczaiłeś się już do moich nieco czarno-białych podziałów.

Kolejny raz podzielę więc ludzi na dwie skrajne grupy.

Wyróżniamy tych, którzy uważają, że węglowodany są konieczne dla człowieka do przetrwania oraz tych, którzy twierdzą, że węglowodany są szkodliwe i powinniśmy je ograniczyć do minimum, bądź całkowicie wyeliminować z naszej diety.

Pewnie istnieje też coś pomiędzy…

Do tej pierwszej grupy możemy zaliczyć na przykład tak zwanych witarianów.

To osoby, które spożywają wyłącznie surowe – niepoddane obróbce termicznej – pokarmy pochodzenia roślinnego.

To na przykład przedstawiciele diety 811 – dieta, w której osiemdziesiąt procent dostarczanych do organizmu kalorii pochodzi z węglowodanów, dziesięć procent z białek i dziesięć procent z tłuszczy.

Do drugiej grupy należą ludzie, którzy stosują diety wysokotłuszczowe, czyli wyznawcy diety ketogenicznej oraz zmodyfikowanej diety ketogenicznej opartej na spożywaniu wyłącznie produktów pochodzenia zwierzęcego.

Jedni upierają się przy tym, by wpierniczać głównie węglowodany w postaci świeżych owoców – członkowie pierwszej grupy – drudzy natomiast namawiają, aby wpierniczać głównie dobrej jakości tłuszcze.

Komu wierzyć? Komu zaufać? Jak żyć?!

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Kto ma rację?

W swoim życiu próbowałem już chyba wszystkich istniejących diet, w których węglowodany stanowiły minimum połowę podaży kalorycznej w ciągu dnia.

Byłem wegetarianinem, weganinem oraz witarianinem.

Szczerze mówiąc, to na mentalnym poziomie cały czas sobie wmawiałem, że czuję się naprawdę świetnie.

W rzeczywistości jednak wcale tak nie było.

Z „zielonych” diet postanowiłem zrezygnować pod koniec 2018 roku.

Zrobiłem to dosyć gwałtownie, wskakując od razu na głęboką wodę.

Przerzuciłem się na mięsną dietę, tak zwaną „carnivore diet” – więcej na ten temat pisałem w tym artykule. Dlaczego to zrobiłem?

Chyba nie byłem do końca zadowolony z efektów kilkuletniego, gorliwego stosowania „zielonych” diet.

Cały ten „zielony” okres był pełen dyscypliny i wyrzeczeń – nie należę do osób, które robią coś na pół gwizdka i oczekują spektakularnych efektów.

W końcu powiedziałem dość!

Postanowiłem sprawdzić na własnej skórze, czy życie bez węglowodanów jest możliwe.

Chciałem wiedzieć, co się stanie, jeżeli wytnę całkowicie ten makroskładnik z własnej diety, a kalorie będą pochodziły głównie z tłuszczy oraz białek pochodzenia zwierzęcego.

Śmierć węglowodanom – dieta bez węglowodanów

Ludzi cechuje brak cierpliwości oraz brak umiejętności odraczania gratyfikacji w celu maksymalizowania efektów w okresie długoterminowym.

Nie należę raczej do tych cierpliwych.

Kiedy zaczynam coś robić, ignoruję konieczność oczekiwania na efekty – co jest bardzo głupie.

Chcę zwykle efektów teraz.

W tym momencie! – Faktem jest także to, że nieźle sobie radzę z własnym rozpieszczonym i cholernie niecierpliwym ego.

Zanim wyrzuciłem z własnego jadłospisu węglowodany, zorientowałem się trochę na temat diet wysokotłuszczowych, aby nie działać na ślepo.

Zapoznałem się z zasadami przechodzenia na dietę ketogeniczną, a następie po kilku latach obcowania z „zielonymi” dietami stałem się z dnia na dzień krwiożerczym mięsożercą.

Mięsna dieta jest jeszcze bardziej wymagająca od diety ketogenicznej. Dlaczego?

Ponieważ w przypadku tej pierwszej węglowodany są eliminowane praktycznie do zera.

Dieta ketogeniczna natomiast dopuszcza spożywanie węglowodanów – maksymalnie pięć procent całkowitej podaży kalorycznej w ciągu dnia.

Czy bawiłem się ze stopniowym redukowaniem węglowodanów w diecie? Nie.

Uciąłem je natychmiast. Czy żałuję?

Nie, dzisiaj postąpiłbym pewnie tak samo.

Zajebiście trudny proces adaptacji

Jeżeli ktoś przez całe życie serwował swojemu organizmowi węglowodany, a potem nagle odcina to główne źródło paliwa dla organizmu to prawie tak, jakby wczoraj do swojego samochodu – z silnikiem diesla – zalał diesla, a dzisiaj benzynę. Co się stanie?

Daleko na takim paliwie nie zajedzie. Dlaczego?

Ponieważ samochód pragnie diesla, a nie benzyny…

Tak, jak dieslowski silnik w samochodzie nie przeobrazi się magicznie w silnik benzynowy, tak my jako ludzie jesteśmy na szczęście nieco bardziej elastyczni – wszystko wymaga jednak trochę czasu.

Coraz więcej wskazuje na to, że nasze organizmy dysponują dwoma systemami energetycznymi, na których możemy efektywnie funkcjonować w ciągu dnia – to prawie tak, jak mieć dwa rodzaje silnika w jednym aucie.

Pierwszym systemem, do którego przywykliśmy najbardziej, jest system, który na potrzeby tego artykułu nazwę „węglowodanowym”.

Drugi system nazwę systemem „tłuszczowym”.

W teorii możemy korzystać z obu, ale w praktyce płynne przełączenie się z pierwszego na drugi nie jest takie proste, jak przełączenie się w samochodzie z benzyny na gaz.

Nie wystarczy przestać jeść węglowodany, aby zacząć korzystać z rezerw tłuszczowych organizmu w celu pozyskania energii. Dlaczego?

Ponieważ ta zmiana w organizmie wymaga czasu, a w moim przypadku była zajebiście trudna.

Podczas adaptacji do diety ketogenicznej czułem się w ciągu dnia po prostu tak, jakbym jechał na przysłowiowych oparach.

Trzydziestodniowy mit

Wielu ludzi powtarza niczym mantrę – w tym liczni eksperci – że proces przełączenia się z jednego systemu – węglowodanowego – na drugi – tłuszczowy – trwa około trzydziestu dni.

Jeszcze inni twierdzą, że okres ten może oscylować w granicy od trzech do pięciu tygodni.

Kiedy piszę ten artykuł, mija właśnie dziesiąty tydzień od dnia, w którym całkowicie wyciąłem z własnej diety węglowodany. Czy mogę napisać z całą pewnością, że proces adaptacji mam już za sobą i w pełni korzystam z systemu tłuszczowego?

Chyba nie…

Wydaje mi się, że proces wciąż trwa.

Z jednej strony mógłbym być trochę zawiedziony, że adaptacja następuje tak wolno.

Z drugiej jednak jestem zadowolony, że każdego dnia czuję się, chociaż ciut lepiej.

Osobiście skłaniam się ku teorii, że nie istnieje coś takiego, jak trzydziestodniowy okres adaptacyjny.

Uważam, że u każdego z nas proces ten może przebiegać z różną dynamiką i u jednego będzie trwał trzydzieści, a u drugiego sto dni. Dlaczego taki rozstrzał?

Każdy z nas ma inny organizm oraz inną przeszłość żywieniową i chorobową.

Śmiem przypuszczać, że okres przełączenia się z systemu węglowodanowego na system tłuszczowy będzie znacznie szybszy w przypadku osób, które w mniejszym stopniu uzależniały w przeszłości swoją dietę od węglowodanów.

Spożywanie węglowodanów – przepis na choroby?

Powstaje coraz więcej badań udowadniających dobroczynny wpływ diety bez węglowodanów na zdrowie człowieka.

Już nawet środowisko lekarskie przychylnie wypowiada się na ten temat.

A jeżeli tak, to znaczy, że rzeczywiście zaczyna się dziać jakaś mała dietetyczna rewolucja.

W sumie to wszystkie puzzle układają się w logiczny i spójny obrazek.

Weźmy takie choroby nowotworowe.

Komórki nowotworowe żywią się przecież glukozą.

To ich paliwo. Tak, czy nie?

Stężenie glukozy we krwi podnosi się niemal natychmiast po spożyciu węglowodanów. Co się więc dzieje, gdy ucinamy w diecie węglowodany?

Stężenie glukozy we krwi staje się niższe i bardziej stabilne – to samo tyczy się insuliny.

Jak więc mają przetrwać komórki nowotworowe, którym odbieramy ich ulubione źródło pożywienia?

Hmm… Poczekaj, poczekaj, niech no zgadnę. Chyba będzie im trochę ciężko przeżyć?

Oczywiście istnieją w naszym organizmie procesy zastępcze wytwarzania glukozy, jak na przykład glukoneogeneza – proces zachodzący głównie w wątrobie, podczas którego glukoza powstaje bez udziału węglowodanów.

Proces ten jest znacznie mniej efektywny, niż stymulowanie wydzielania glukozy przy pomocy spożytych węglowodanów.

Nie zmienia to jednak faktu, że w procesie glukoneogenezy powstaje tyle glukozy, ile potrzebujemy, żeby przeżyć.

Jestem tylko człowiekiem

Staram się zachować otwarty umysł i zawsze chętnie uczę się od swoich czytelników.

Jeżeli znalazłeś w którymś z artykułów jakiś błąd lub po prostu z czymś się nie zgadzasz, dodaj swój komentarz pod danym artykułem.

Chętnie podejmę merytoryczną dyskusję i być może dzięki Tobie nauczę się znowu czegoś całkowicie nowego!

Skąd czerpać energię?

Skąd czerpać energię do życia, jeżeli dieta bez węglowodanów staje się naszym nowym Bogiem, naszą codziennością?

To chyba jedno z najczęściej pojawiających się pytań wśród osób zainteresowanych zmianą swojego stylu odżywiania. No to jak żyć bez węglowodanów?

Po pierwsze należy pamiętać, że dysponujemy w organizmie systemem zastępczym do produkcji glukozy, który opisałem powyżej, czyli glukoneogenezą – przekształcanie składników niewęglowodanowych w glukozę.

Po drugie, po pozytywnym przejściu procesu adaptacji, nasz organizm przerzuca się na system numer dwa, czyli system tłuszczowy. Co to oznacza w praktyce?

Od tego momentu głównym źródłem energetycznym dla naszego organizmu stają się rezerwy tłuszczowe, które każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu posiada.

Chciałbym Ci teraz napisać, że na mięsnej diecie czuję się fantastycznie, ale ten moment jeszcze u mnie chyba nie nastąpił.

Zauważyłem już u siebie wiele bardzo pozytywnych zmian – o korzyściach wynikających z mięsnej diety pisałem na końcu tego artykułu – od momentu zmiany stylu odżywiania, ale wciąż czekam na więcej!

Najwyraźniej muszę poczekać trochę dłużej niż wszyscy inni, którzy publikują swoje entuzjastyczne materiały filmowe na portalu YouTube.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Zmiana diety – to nie takie proste

Proces zmiany diety, przez który przechodzę, nie jest prosty.

Wymaga ogromnej ilości samodyscypliny i wytrwałości – tego drugiego przede wszystkim.

Dzisiaj nie doświadczam już czegoś takiego, jak ogromny głód – co było normą na diecie wysokowęglowodanowej.

Nie pragnę węglowodanów – w ogóle.

Mój apetyt unormował się i czuję, że mam nad nim całkowitą kontrolę.

Pamiętam, że jednym z moich celów było, aby w pełni zapanować nad swoim głodem.

Chciałem przestać myśleć w ciągu dnia o jedzeniu, by móc skupić się wyłącznie na pracy.

Ludzie, którzy są uzależnieni od węglowodanów, są nieco zdominowani przez swój apetyt.

To głód dyktuje im warunki.

Tymczasem ciężko jest tworzyć wartościowe i kreatywne rzeczy, kiedy nieustannie myśli się o tym, co by tu zaraz spałaszować.

Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę doświadczał coraz więcej pozytywów wynikających z odstawienia węglowodanów.

Czas pokaże.

Aktualnie uważam, że życie bez węglowodanów jest możliwe!

Dieta bez węglowodanów wciąż stanowi dla mnie małą zagadkę, która jest w trakcie mojej „intensywnej rozkminy”.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *