#008 ZC – Dieta niskowęglowodanowa – ile jeść węglowodanów na ketozie

Diety niskowęglowodanowe stają się coraz bardziej popularne – prawie tak bardzo, jak jeszcze całkiem niedawno sposób odżywiania typu „pięć posiłków dziennie”. Dlaczego stają się popularne?

Ponieważ sporo dowodów przemawia za tym, że znaczne ograniczenie w diecie węglowodanów może skutkować zarówno poprawą zdrowia, jak i poprawą wyglądu sylwetki.

Do najbardziej popularnej diety niskowęglowodanowej należy z pewnością dieta ketogeniczna.

Dieta, która choć w medycznym świecie znana od wielu lat, w mainstream’ owym świecie wciąż młoda.

Jeszcze jakiś czas temu można by się pokusić o stwierdzenie, że najbardziej popularną dietą niskowęglowodanową jest dieta paleo.

Dzisiaj bez wątpienia prym wiedzie w tej kwestii dieta ketogeniczna i to właśnie po to narzędzie dietetyczne sięgają najczęściej ludzie.

Coraz bardziej popularna staje się także…

Dieta karniwora – pisałem o niej w tym artykule.

Ale, pomału…

Nie gorączkujmy się tak!

Po kolei.

Dieta ketogeniczna a dieta karniwora

W artykule zamierzam się odnosić w głównej mierze do dwóch konkretnych diet niskowęglowodanowych. Jakich?

Diety karniwora oraz diety ketogenicznej. Dlaczego wybrałem akurat te diety?

Są najbardziej popularne oraz – co ważniejsze – miałem okazję je testować!

Gdybym nie sprawdziłbym ich najpierw w praktyce, nie mógłbym raczej na ich temat pisać.

To znaczy…

Mógłbym, ale źle bym się z tym czuł – to trochę tak, jakby radzić komuś, jak stać się milionerem, nie mając grosza przy duszy…

Dobrze prowadzone diety, które wymieniłem powyżej, powinny się opierać głównie na tłuszczach.

Jedyna różnica polega na tym, że posiłki na diecie ketogenicznej mogą się składać również z produktów pochodzenia roślinnego – chodzi o zachowanie procentowego spożycia makroskładników.

Dieta karniwora jest pod tym względem trochę bardziej restrykcyjna i dopuszcza jedynie produkty pochodzenia zwierzęcego – mięso, ryby, jajka, masło, ghee.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Dieta niskowęglowodanowa – trudności

Prowadzenie i zaadaptowanie się do diety niskowęglowodanowej nie jest proste.

Poza tym przejście przez nieprzyjemny proces adaptacyjny wymaga czasu.

Nawet jeżeli mamy go już za sobą, na drodze pojawiają się innego rodzaju trudności. Jakie?

Wiele się mówi na temat pozytywnych efektów przejścia na dietę ketogeniczną – których zresztą doświadczałem.

Trochę mniej się natomiast porusza tematy związane z nieprzyjemnymi aspektami prowadzenia diet niskowęglowodanowych. Co mam na myśli?

Weźmy mój przykład…

Po przejściu przez proces adaptacji miewałem dni, podczas których czułem się wręcz fatalnie pod względem energetycznym.

Niski poziom energii doskwierał mi także wtedy, gdy proporcje makroskładników w diecie były w pełni zachowane, a proces adaptacji był daleko za mną.

Wielokrotnie zastanawiałem się, co jest grane i czy wszystkim funkcjonuje się na dietach niskowęglowodanowych tak wyjątkowo ciężko, jak mi.

Przyjaźń z dietą karniwora

Chciałbym nadmienić, że większość czasu obcowania z dietami niskowęglowodanowymi poświęciłem, będąc na diecie karniwora.

Moja dieta obfitowała w tłuste mięso.

Do każdego posiłku dorzucałem także zawsze sporo ghee, awokado lub oleju kokosowego, by to tłuszcz stanowił znaczną większość w podaży kalorycznej.

Właściwie całkowicie wykluczyłem z diety warzywa i owoce.

Mogę śmiało napisać, że moja dieta była nie tylko dietą niskowęglowodanową, ale wręcz dietą zero-węglowodanową.

Okres adaptacyjny był dla mnie istnym koszmarem.

Nawet jeszcze długo po przejściu przez proces adaptacji nie czułem się tak dobrze, jakbym tego oczekiwał.

Niby na poziomie mentalnym byłem „ostry”, lecz na poziomie fizycznym czułem się totalnie wyzuty z energii.

Tutaj znajdziesz podcast „Zrozumieć Ciało”

Załączony do artykułu podcast oraz inne epizody znajdziesz w serwisach takich jak:

Dużo testów, dużo wniosków, dużo błędów… Mało węglowodanów?

Dopiero po jakichś siedmiu miesiącach nieustannego lawirowania pomiędzy beznadziejnym stanem braku energii a Boskim stanem ketozy, odkryłem kilka interesujących informacji na temat węglowodanów.

Znalazłem je w książce pod tytułem „We want to live” – napisał ją Aajonus Vonderplanitz. O jakich informacjach mowa?

Chodzi o skrobię. Czym jest skrobia?

To chyba najbardziej obficie występujący w diecie człowieka rodzaj węglowodanu.

Skrobia to nic innego, jak połączone ze sobą mery glukozy – możemy nazywać ją zamiennie wielocukrem, czyli węglowodanem złożonym.

Znajdziesz ją w produktach roślinnych takich jak ziemniaki, ryż, kukurydza, makaron, pieczywo, kasze…

Vonderplanitz był propagatorem tak zwanej „pierwotnej diety” – pisałem na jej temat w tym artykule.

Głównym założeniem pierwotnej diety jest brak obróbki termicznej pokarmów i skupienie się na spożywaniu produktów pochodzenia zwierzęcego – surowe masło, mięso, ryby, jaja.

Mimo swoich dietetycznych przekonań Aajonus był zdania, że połowa ludzi na świecie może potrzebować do prawidłowego funkcjonowania gotowanej skrobi.

To skłoniło mnie do wytężenia umysłu…

Włączenie węglowodanów

Zwolennicy diety ketogenicznej podają różne wartości liczbowe dopuszczalnych w diecie węglowodanów.

Jedni mówią, że wartość ta nie powinna przekraczać 20 gramów dziennie.

Inni mówią o 50 gramach. Kto ma rację?

Chyba nikt… Dlaczego?

Nie wierzę w coś takiego jak uniwersalna ilość węglowodanów na diecie ketogenicznej.

Wszystko zależy bowiem od celów i potrzeb danej osoby.

Poza tym nie każdy musi czuć się dobrze, wprowadzając do diety ilości węglowodanów, o jakich pisałem powyżej.

Po zapoznaniu się z informacjami zawartymi w książce Aajonusa doszedłem do dwóch podstawowych wniosków.

Może:

  • należę do grona osób potrzebujących skrobi i muszę ją jeść, abym mógł lepiej się poczuć;
  • powinienem włączyć do swojej diety pewną ilość węglowodanów, by energia usadowiła się w końcu na odpowiednim poziomie.

„Zrozumieć Ciało” na YouTube

Skrobia wymiata to, co złe

Pierwszy wniosek wyciągnąłem na podstawie właściwości, jakimi dysponuje skrobia. Co mam na myśli?

Otóż okazuje się, że skrobia potrafi prawdopodobnie wiązać się w naszym organizmie z toksynami oraz nadmiarem hormonów – na przykład z insuliną.

A skoro tak, być może właśnie tego potrzebował mój organizm…

Postanowiłem włączyć do swojej diety gotowaną skrobię.

Ciekawe, że Vonderplanitz zaleca spożywanie skrobi w postaci rafinowanej – czyli oczyszczonej. Dlaczego?

Jego zdaniem tylko skrobia zawarta w produktach takich jak na przykład wafle ryżowe, zwykły makaron, czy na przykład białe pieczywo, posiada wyżej wspomnianą właściwość wiązania się z toksynami i nadmiarem hormonów.

Tak zwane pełne ziarna może i są bardziej wartościowe pod względem zawartości składników odżywczych, ale są również…

Ciężkostrawne!

Skrobia „przyczepia się” w pełnym ziarnie do zarodków i otrębów co sprawia, że nie może zostać efektywnie wykorzystana.

Wafel ryżowy

Mój drugi wyciągnięty wniosek był wsparty na teorii, że organizm potrzebuje pewnej ilości węglowodanów do prawidłowego funkcjonowania.

Połączyłem więc sobie w jedną całość informacje zawarte w książce Aajonusa, poszedłem do sklepu i kupiłem…

Rafinowane węglowodany!

Wafle ryżowe – bezglutenowe i wyprodukowane na bazie brązowego ryżu.

Wkomponowałem je – 2 wafle – do swojego mięsnego posiłku z dużą ilością ghee.

W jednym waflu znajduje się blisko 8 gramów węglowodanów.

Wychodzi więc na to, że wraz z posiłkiem dostarczyłem 16 gramów węglowodanów, które stanowiły jakieś 2 – 4% całkowitej podaży kalorycznej.

Nie wiem, czy to dzięki skrobi zawartej w waflach ryżowych, czy może był to jedynie efekt biochemii wynikającej z włączenia do diety jakichkolwiek węgli, ale zadziałało!

Po posiłku czułem się znacznie lepiej niż zwykle.

Nie chciało mi się spać – pomimo sporej ilości spożytego białka zwierzęcego.

Stało się wręcz odwrotnie.

Zyskałem więcej energii do działania!

Minimalna wartość węglowodanów

Jak więc widzisz, już tylko dwa wafle ryżowe sprawiły, że poczułem się znacznie lepiej na prowadzonej przez siebie diecie karniwora w odmianie typu „keto”.

Ba!

Sprawdzałem też, jak zareaguję na obfity i tłusty posiłek spożyty z udziałem 8 gramów węglowodanów – 1 wafel ryżowy. Efekt?

Nie taki wystrzałowy, jak przy dwóch, ale też było całkiem nieźle.

Te doświadczenia pokazały mi siłę cytatu, który usłyszałem po raz pierwszy bardzo dawno temu na wykładzie z biochemii:

Tłuszcze spalają się w ogniu węglowodanów

Z drugiej strony nie wiem, czy cytat ten ma wciąż rację bytu na diecie ketogenicznej bądź na diecie karniwora…

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

I co dalej?

Raczej nie zamierzam wracać na dietę wysokowęglowodanową.

Coraz bardziej się zastanawiam nad opcją średniowęlgowodanową. A może jednak znowu wysokowęglowodanowa?

Nie wiem, nie wiem…

Potrzebuję więcej feedbacku od swojego ciała.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

2 Komentarze #008 ZC – Dieta niskowęglowodanowa – ile jeść węglowodanów na ketozie

  1. klaudia

    wiesz coś o dziecie na mózg? koncentracja, wydajność na studiach czy w pracy, dieta na wyobraźnię i kreatywność, wpływ jedzenia na nastrój… sporo o tym czytam (tryptofan, tyrozyna), ciekawi mnie czy wiesz coś więcej, z chęcią podzielę się materiałem

    1. Adrian Gostomski

      Cześć Klaudio. To, co nazywasz „dietą na mózg” stanowi dla mnie niezwykle obszerne zagadnienie, które zawiera w sobie mnóstwo innych pomniejszych zagadnień… Coraz więcej wskazuje na to, że dosłownie wszystko, co zjemy, wpływa w jakimś sensie na nasz mózg. Dzisiaj, kiedy piszę ten artykuł, wierzę, że tak właśnie jest. Jeżeli zależy Ci na zwiększeniu efektywności pracy swojego mózgu, polecam na początek zapoznanie się z pojęciami takimi jak: dieta ketogeniczna, dieta niskowęglowodanowa oraz post przerywany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *