Dlaczego nie mogę schudnąć? Największe pułapki odchudzania

Ludzie, którzy borykają się na co dzień z nadwagą lub otyłością, zadają sobie często pytanie: dlaczego nie mogę schudnąć pomimo tego, że przecież wciąż próbuję?

Nieudany proces odchudzania jest stosunkowo częstym zjawiskiem wśród takich osób. Jakie są główne przyczyny porażki?

Jest ich mnóstwo.

Od niedoboru odpowiednich metod żywieniowych, po nieumiejętność zlokalizowania i usunięcia przeszkód związanych z praktykowaniem nieprawidłowych nawyków – czyli przeszkód natury mentalnej.

Na moim blogu znajdziesz wiele artykułów, które wyjaśniają, jak najlepiej jest się odżywiać, by osiągnąć przyzwoitą sylwetkę.

Nie zamierzam artykule pisać o tym, co powinieneś jeść, a czego unikać. Dlaczego?

To zabawne, ale podejrzewam, że Ty doskonale wiesz, co jeść, a czego unikać. W czym więc tkwi problem?

W sferze mentalnej…

To właśnie nad tym chciałbym się teraz najbardziej pochylić.

Sprawmy więc, aby odchudzanie zaczęło w końcu działać!

Brak samokontroli w odchudzaniu

Proces odchudzania zaczyna się u większości osób podobnie.

Ustalają one sobie jakiś cel, no i zaczynają działać – a raczej powinny zacząć działać.

Zapisanie sobie celów oraz planu ich realizacji to bardzo ważny etap, który umacnia postanowienie i zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia tego, co sobie założyliśmy.

Zapisanie celów jednak nie spowoduje, że z automatu osiągniemy wszystko, co znalazło się na kartce papieru.

Ludzie ponoszą porażkę w procesie odchudzania, ponieważ łamią najzwyczajniej w świecie swoje osobiste postanowienia. Dlaczego to robią?

Każdy z nas dysponuje narzędziem, które nazywa się „samokontrolą”.

To zdolność do trzymania na wodzy własnych zachowań – szczególnie w sytuacjach kryzysowych, pod wpływem silnych emocji.

Różni ludzie dysponują samokontrolą na różnym poziomie. Co to oznacza?

Jeden człowiek będzie potrafił sobie poradzić z doskwierającym mu o godzinie dwunastej wieczorem głodem, drugi zareaguje na ten głód trochę inaczej – wstanie z łóżka, pójdzie do lodówki i zje trzy kiełbasy, zagryzając je pajdą chleba z masłem swojskim.

Poziom samokontroli określa naszą zdolność do radzenia sobie z odpuszczaniem praktykowania destrukcyjnych nawyków – na przykład tych związanych z odżywianiem.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Jak zwiększyć poziom samokontroli przy odchudzaniu

Jeżeli uda się Tobie zwiększyć poziom samokontroli, z dużym prawdopodobieństwem zaczniesz lepiej dostrzegać i kontrolować swoje destrukcyjne nawyki żywieniowe.

Przestaniesz im w końcu ulegać, co zwiększy szansę odniesienia sukcesu w odchudzaniu. Jak zwiększyć poziom samokontroli?

Poprzez stanie się bardziej uważnym na wewnętrzne doświadczanie rzeczywistości. Jak tego dokonać?

Proponuję wdrożyć we własne życie jedną prostą technikę medytacyjną.

Vipassanę – więcej na temat medytacji pisałem w tym artykule.

Regularna praktyka medytacji pomoże Ci bardziej zdystansować się od własnych myśli, emocji i nawyków związanych z odżywianiem.

Zyskasz bezcenną umiejętności panowania nad tym, co jeszcze jakiś czas temu panowało nad Tobą.

Zrozumiesz, że nie jesteś swoimi myślami, ani emocjami, a jedynie ich doświadczasz.

Racjonalizacja „małych grzeszków”

Ile razy miałeś w swoim życiu tak, że założyłeś sobie, że nie będziesz czegoś robił, a potem wyszło jak zwykle? Złamałeś swoje postanowienie i czułeś się z tym naprawdę beznadziejnie.

Zauważ, że własne cele i założenia na przyszłość zapisujemy zwykle, czując się w danej chwili komfortowo. Często zapisywałeś sobie jakieś wzniosłe cele pod wpływem dużego stresu albo presji?

Wątpię…

Kiedy czujemy się komfortowo – jesteśmy najedzeni, napici, wypoczęci… – dużo łatwiej jest zakładać sobie wzniosłe cele. Dlaczego?

Ponieważ działamy pod wpływem pozytywnych bodźców wewnętrznych i w taki też sposób chcemy postrzegać rzeczywistość – gdy czujemy się dobrze i komfortowo, świat jest piękny.

Potem wkładamy kartkę z celami do szuflady – lub nawet nosimy ją ze sobą – i wracamy do życia.

Przychodzą w końcu chwile – jakby inaczej? – w których czujemy się niekomfortowo, wręcz beznadziejnie.

Bywa, że jesteśmy niewyspani, głodni i spragnieni. Co się wtedy dzieje?

Jesteśmy bardziej podatni wchodzić w przyjazne relacje ze swoimi demonami – czyli destrukcyjnymi nawykami.

Ulegamy im.

To właśnie wtedy łatwiej sięgnąć po pączka, którego mieliśmy nie jeść albo napić się słodzonego napoju, którego mieliśmy nie pić.

Te z pozoru „małe grzeszki” – jak je nazwałem – wcale nie są takie małe, gdy spojrzymy na nie z perspektywy tygodniowej, miesięcznej, a nawet rocznej.

Za każdym razem, gdy je popełniamy, doskonale zdajemy sobie sprawę, że coś właśnie spieprzyliśmy. Dlaczego?

Ponieważ odczuwamy tak zwany dysonans poznawczy.

Wiemy, że postąpiliśmy wbrew temu, co sobie założyliśmy i fatalnie się z tym czujemy. Jak sobie radzimy?

Racjonalizacją. Przykład?

— No przecież byłem na spotkaniu urodzinowym mojej najlepszej przyjaciółki. Nie mogłem jej odmówić skosztowania pączków, w które włożyła tyle swojej pracy!

Brzmi znajomo?

Jak przestać racjonalizować „małe grzeszki”?

Jest tylko jedno rozwiązanie na pozbycie się racjonalizowania zachowań. Jakie?

Nie możemy dopuścić do powstania dysonansu poznawczego!

Jednym słowem, nawet jeżeli jesteś na przyjęciu urodzinowym Twojej ukochanej mamy, ale założyłeś sobie, że słodycze wypadają całkowicie – całkowicie! – z Twojej diety, trzymaj się tego cholernego postanowienia!

Uważaj, jakie cele i zobowiązania sobie zakładasz.

Lepiej nie założyć sobie w ogóle, że nie będziesz czegoś robił, a będziesz to robił niż robić coś, czego miałeś nie robić, bo sobie tak postanowiłeś.

Łamanie własnych postanowień doprowadza nie tylko do błyskawicznej porażki w odchudzaniu, ale także niesamowicie mocno podburza poczucie własnej wartości.

Przestajemy w końcu ufać samym sobie, że możemy osiągnąć cokolwiek niezwykłego.

Zaburzamy wewnętrzną spójność.

Nie jedz, gdy jesteś wkurwiony, smutny lub wesoły

Emocje sterują człowiekiem.

Większość naszych działań jest sterowana emocjami.

Robimy coś, bo czujemy, że powinniśmy lub chcemy coś zrobić. Dlaczego?

Wiemy, że po drugiej stronie działania czeka na nas konkretna emocja – mniej lub bardziej uświadomiona nagroda.

Mnóstwo ludzi ma problemy z wagą, ponieważ połączyli oni jedzenie z doświadczaniem konkretnych emocji.

Istnieje nawet pewien stereotyp sytuacyjny – nie wiem, czy jest takie pojęcie – gdzie kobieta porzucona przez mężczyznę siada zapłakana na kanapie z pełnym opakowaniem chusteczek i…?

Tak, zgadłeś.

Całym kubełkiem lodów czekoladowych!

Niektórzy ludzie skojarzyli u siebie doświadczanie konkretnych emocji z nawykiem jedzenia.

Podejrzewam, że większość tego typu skojarzeń powstała na całkowicie nieświadomym gruncie i teraz jest spory problem do rozwiązania. Co robić?

Jak przestać jeść lody pod wpływem emocji?

W tym przypadku sytuacja nie jest taka prosta, jak może się wydawać.

Osoby, które jedzą pod wpływem emocji, nie zdają sobie często z tego nawet sprawy.

Nie potrafią połączyć przysłowiowych kropek w jeden spójny obraz i dostrzec swoich negatywnych nawyków.

Ci ludzie potrzebują zwykle kogoś – jakiejś ogarniętej osoby – kto da im feedback w postaci informacji, że jedzą zawsze wtedy, gdy są na przykład…

Wkurwione!

Na szczęście inni ludzie nie są nam niezbędni, by przełamać błędne koło jedzenia. Jak więc pomóc sobie samemu?

Należy stać się po prostu bardziej uważnym na to, co się robi.

Spróbuj zauważyć, w jakich sytuacjach życiowych sięgasz po jedzenie. Jesteś zły, radosny, smutny?

Po jakie jedzenie wtedy sięgasz i ile go spożywasz?

Co czujesz po takim posiłku? – Mam na myśli stan emocjonalny.

Poczucie winy, radość, euforię?

Pamiętaj, że najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla siebie w tej kwestii, to jeść wtedy, gdy jesteś głodny, nie wtedy, gdy jesteś wkurwiony!

Naucz się mówić NIE

Nie będę Ci wypisywał tutaj jakichś banałów na temat asertywności.

Zapomnij!

Szkoda mojego i Twojego życia…

Wiele osób na diecie odchudzającej, które nie mogą schudnąć, może całkiem nieźle sobie radzić z przestrzeganiem powyżej opisanych kwestii.

Wszystko układa się u nich tak, jak powinno, ale do pewnego momentu…

Gdy są sami, przestrzegają idealnie założeń swojego planu.

Przestrzegają także własnych postanowień. Gdzie więc sypie się cały proces odchudzania?

Problem zaczyna się w sytuacjach społecznych. Przykład?

Spotykają się dwie przyjaciółki.

Jedna jest gruba, druga nie ma żadnych problemów z wagą.

Ta chuda chce być po prostu miła – a może chce bardziej pogrążyć koleżankę? – i częstuje przyjaciółkę dodatkowym pączkiem, który zabrała specjalnie dla swojej – grubej – przyjaciółki.

Kiedy pada pytanie:

— Chcesz jednego?

Gruba dziewczyna wie, że powinna powiedzieć stanowczo:

— NIE!

Ona jednak zgadza się natychmiast… Dlaczego?

Ponieważ nie chce urazić swojej kochanieńkiej przyjaciółki. Znajoma sytuacja?

Jak nauczyć się mówić NIE?

Nieumiejętność mówienia NIE innym ludziom to poważny problem.

Jakiś czas temu sam należałem do tego grona osób.

Zgadzałem się na rzeczy, których nie chciałem robić i kumplowałem się osobami, których nie lubiłem.

Na tamtym poziomie świadomości nie potrafiłem dostrzec, że sam pcham się na ten niszczący pod względem emocjonalnym roller coaster.

Przyznaję.

Czułem się często nieco wydymany przez towarzystwo, ale myślałem, że to jest OK.

Prawda jest taka, że działałem wbrew sobie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, zdradzając nieustannie tylko siebie. Dlaczego to robiłem?

Chciałem być „nice” dla innych.

Gdy pojawiali się inni, zapominałem nagle o własnych potrzebach, żeby inni mnie cenili i lubili.

Byłem przerażonym i zagubionym chłopakiem, który za akceptację innych dałby się powiesić – przepraszam za dosadne wyrażenie – za jajka. Masz ten sam problem i to on Twoim zdaniem współodpowiada za to, że nie możesz schudnąć?

Mam dla Ciebie malutką radę.

Kup sobie książkę pod tytułem „Potęga NIE” – napisana przez: James Altucher i Claudia Azula Altucher.

Mnie pomogła.

Tobie też pomoże…

Strach przed zmianą na… Lepsze?

Dziwnie zatytułowany nagłówek? Wcale bo nie!

Nie masz zielonego pojęcia, ilu ludzi sabotuje własne wysiłki związane z odchudzaniem, ponieważ na podświadomym poziomie boją się zmiany na lepsze.

Wiem, brzmi jak absurd, ale to prawda.

Te osoby cierpią na pewnego rodzaju schizofrenię.

Z jednej strony chcą schudnąć i wszystkim – w tym sobie – o tym na okrągło powtarzają.

Z drugiej jednak mają podświadomy lęk przed życiem w nowym ciele.

Nie wiedzą, czy są wewnętrznie gotowe na to, jak zmieni się postrzeganie ich samych przez innych ludzi.

Boją się tego. Z czego to wynika?

Lęk przed zmianą to jeden z silniejszych lęków egzystencjalnych człowieka – chyba mogę go zaliczyć do tej grupy lęków.

Na domyślnym poziomie mało się zastanawiamy nad pozytywnym charakterem zmiany.

Bardziej martwimy się, co negatywnego się wydarzy, gdy wydarzy się to, co ma się dopiero wydarzyć.

Osoby, które nie są ze sobą w stu procentach szczere i lubią siebie oszukiwać – nie przyznając się przed sobą do tego – mają naprawdę trudny orzech do zgryzienia…

Jak pokonać lęk przed zmianą?

To cholernie trudne!

Wymaga trochę wiedzy z zakresu psychologii i sporo samoświadomości.

Gdybym miał polecić jedno skuteczne narzędzie, które w okresie długoterminowym sprawi, że staniesz się sam dla siebie bardziej prawdziwy, poleciłbym medytację – wyżej wspomnianą już technikę Vipassany.

Po pewnym czasie zaczniesz dostrzegać cwane mechanizmy i gierki kreowane przez własny umysł.

Kiedy dojdziesz do tego etapu, będziesz mógł się od tego szmelcu zdystansować, po czym bezlitośnie od niego odciąć.

Powinno się udać.

Adrian, dlaczego nie mogę schudnąć?

Być może dlatego, że jesteś w toksycznej relacji. Co mam na myśli?

Związek partnerski może być jednym z najskuteczniejszych morderców odchudzania.

To właśnie Twój związek może stanowić główną przyczynę, że codziennie zadajesz sobie pytanie: dlaczego nie mogę schudnąć?

Pozwól, że wyjaśnię na przykładzie.

Wyobraź sobie parę.

„Dużego” pana i „dużą” panią, którzy żyją sobie szczęśliwie od kilkunastu już lat.

Niby się dogadują, a ich związek wygląda na całkiem szczęśliwy – przynajmniej z zewnątrz.

Wyobraź sobie teraz, że kobieta zaczyna w pewnym momencie odczuwać dyskomfort z powodu swojej wagi.

Wydaje się sobie mało atrakcyjna i czuje się naprawdę beznadziejnie w swojej własnej skórze.

Próbowała już wielu metod odchudzających, ale jak dotąd jej waga ani drgnęła. Dlaczego tak się stało?

Mogła pominąć aspekty, które opisałem powyżej, ale…

Może także obawiać się tego, co stanie się z jej związkiem, jeżeli ona się zmieni i poczuje się w swojej skórze naprawdę fajnie.

Przecież jej mąż nie zamierza się w ogóle zmieniać – woli sączyć browar leżąc wygodnie na kanapie przed telewizorem.

Co by się stało, gdyby nagle poczuła się bardziej kobieco i zechciała wylecieć ze swojej klatki, w której pełni rolę kopciuszka w stylu „podaj, przynieś, pozamiataj”?

Co by się stało, gdyby nagle zainteresował się nią jakiś całkiem przystojny i dobrze zbudowany brunet? – Nie, żebym teraz myślał o sobie, czy coś…

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Jak schudnąć w nieciekawej relacji?

Najważniejsze to zauważyć, że taki problem istnieje i że związek wpływa na nas właśnie w ten sposób, że sabotujemy zwycięstwo w procesie odchudzania – to połowa sukcesu. A potem?

Potem mamy dwa wyjścia.

Możemy nakłonić partnera do podobnej zmiany – staniecie się oboje bardziej atrakcyjni, zniknie poczucie winy i lęk przed upadkiem relacji. Drugie wyjście?

No cóż…

Nie zamierzam niczego sugerować.

Po prostu napiszę, że:

To Twoje życie i zrób z nim, co tylko chcesz.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *