Ex weganie – czyli ludzie skrzywdzeni przez weganizm

Ex weganie rosną w siłę i tworzą coraz większą i wspierającą się nawzajem silną społeczność.

Dzisiaj sam mogę nazywać siebie ex weganinem, który zrezygnował z praktykowania „zielonej diety” i zaczął wpierniczać – i to dosłownie – mięso. Dlaczego zrezygnowałem z weganizmu?

Ponieważ zauważyłem – na szczęście w samą porę – że tak naprawdę przez cały okres trwania weganizmu moje ciało ulegało stopniowej degradacji – zanik tkanki mięśniowej, obniżenie ostrości funkcji kognitywnych i jeszcze kilka innych niefajnych rzeczy…

To, że weganizm wpłynął w taki sposób na mój organizm, wcale nie oznacza, że go totalnie demonizuję – no dobra… Może trochę.

Z drugiej jednak strony, zbyt wiele widziałem w ostatnim czasie relacji osób, które w podobny sposób – do mojego – pożegnały się z „zieloną dietą”. Dlaczego to zrobiły?

Z tego samego powodu co ja!

W końcu dostrzegły, że weganizm wcale nie jest najzdrowszą dietą na świecie.

Mało tego!

Te osoby również doświadczyły różnego rodzaju deficytów w obrębie umysłu i ciała.

W internecie każdego dnia pojawiają się coraz to nowe relacje osób, które właśnie porzuciły weganizm.

Ex weganie wydają się tworzyć grupę „przebudzonych”, którzy uciekli z gęstej mgły destrukcyjnego weganizmu.

Twój weganizm był zły

Ex weganom często się zarzuca, że nie prowadzili swojej diety w sposób prawidłowy i tylko dlatego doświadczyli negatywnych skutków weganizmu. Czy to prawda?

Z pewnością istnieje wiele osób, które w sposób błędny prowadziły wegańską dietę, w wyniku czego pojawiły się u nich różnego rodzaju deficyty w sferze mentalnej i fizycznej.

Możesz mi jednak wierzyć, że istnieje również spora grupa ludzi, którzy prowadzili wegańską dietę w sposób wręcz idealny – jestem tego najlepszym przykładem – a pomimo tego negatywne skutki wegańskiej diety i tak się u nich pojawiły.

Weganinem nie zostaje się z przypadku.

Weganie – i ex weganie – to ludzie, którzy mają bzika na punkcie doświadczanej jakości życia i zdrowia.

Mało kiedy znajdziesz wśród nich totalnych ignorantów, którzy nie wiedzą, co robią.

Są to często ludzie doinformowani z dziedziny żywienia a do tego niesamowicie oczytani.

Dysponują również wysokimi standardami etycznymi.

Śmiem twierdzić, że weganin to typ człowieka, który jest ciekawym świata, drążącym szczegóły perfekcjonistą, lubiącym mieć wszystko pod kontrolą – a może to tylko mi się tak wydaje i to wyłącznie ja taki jestem?

Trudno jest mi uwierzyć, że wszyscy ex weganie źle prowadzili swoją wegańską dietę, co doprowadziło w konsekwencji do powstania u nich różnego rodzaju deficytów.

A jeżeli nawet tak było, świadczy to wyłącznie o tym, że wegańska dieta jest dietą podwyższonego ryzyka, w której nie można sobie pozwolić na żadne błędy dietetyczne.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Różne nasilenie problemu

Nie ulega wątpliwości, że weganizm oddziałuje na każdego swojego wyznawcę w sposób odmienny. Co mam na myśli?

Osoba, która była weganinem przez pięć lat, może doświadczyć ostatecznie znacznie mniejszych deficytów na poziomie ciała i umysłu niż osoba, która była weganinem przez tylko dwa lata. Dlaczego?

Trzeba wziąć pod uwagę indywidualne czynniki zdrowotne w momencie przejścia na weganizm oraz całą historię żywieniową danej jednostki.

Ktoś, kto przez większość swojego życia prowadził dietę ubogą w witaminę B12, balansując nieustannie na pograniczu przewlekłego niedoboru, doświadczy pewnie szybciej i bardziej negatywnych skutków przejścia na weganizm niż osoba, która wcześniej prowadziła zrównoważony styl odżywiania – bez niedoborów.

Ludzie mają spore problemy z postrzeganiem pewnym kwestii w przestrzeni długoterminowej oraz z łączeniem znaczących faktów, które trzeba sobie przecież najpierw uświadomić.

Tak więc osoba, która po przejściu na weganizm doświadcza negatywnych konsekwencji zdrowotnych, z dużą pewnością będzie winiła za to wyłącznie weganizm, tymczasem problem jest bardziej złożony.

Weganizm nie spowodował bowiem w jej przypadku niedoboru wspomnianej powyżej witaminy B12, a jedynie przyśpieszył i pogłębił istniejący już deficyt, co dało ostatecznie objawy na poziomie ciała lub/oraz umysłu.

Musimy nauczyć się postrzegać aspekty dietetyczne w sposób szerszy i brać pod uwagę różnego rodzaju czynniki indywidualne, o których często nie wiemy nawet my sami…

Weganizm nie jest dla wszystkich

Ex weganie ciągle zwiększają swoją liczebność. Czy to jednak oznacza, że wszyscy negują weganizm?

Ależ skądże!

Wciąż istnieją weganie, którzy gorliwie bronią swojej „religii”, twierdząc, że weganizm jest OK, a oni czują się świetnie.

Są to często osoby, które zbudowały na swoich przekonaniach dobrze prosperujący biznes w internecie, oparty na ich silnej marce osobistej.

Pojawia się następujące pytanie. Dlaczego te osoby bronią weganizmu?

Czy dlatego, że naprawdę czują się świetnie i chcą pokazać światu, że weganizm nie zawsze degeneruje ludzkie ciało?

A może dlatego, że obawiają się, iż stracą setki tysięcy śledzących ich fanów na portalu YouTube?

Oto jest pytanie…

Interesujące jest to, że nawet wśród znanych osobistości internetowych, które zbudowały naprawdę silną markę na swoich przekonaniach żywieniowych związanych z promowaniem weganizmu, pojawiają się i tacy, którzy mają odwagę zakomunikować:

— Słuchajcie… Rzucam weganizm i od dzisiaj jestem ex weganinem!

Reakcje ich publiki bywają różne.

Pojawia się oczywiście zalew krytyki, ale pojawiają się także głosy sympatii, które doceniają szczerość danej gwiazdy internetowej – jak to w życiu.

Ex weganie – to jest koniec postu

Pamiętam, jak swego czasu oglądałem wystąpienie dr Natashy Campbell, która porównała w nim weganizm do postu.

Sądzę, że jest w tym dużo prawdy.

Weganizm jest oczyszczający i rzeczywiście może się okazać dobrym narzędziem – w okresie krótkoterminowym – w przypadku osób, które dysponują nadmiarową konstytucją ciała – czyli są otyłe lub mają nadwagę.

W długoterminowej perspektywie weganizm może jednak prowadzić do opłakanych skutków. Dlaczego?

Napiszę wprost.

Uważam, że to typ diety, która nie jest w stanie dostarczyć wszystkich wymaganych składników odżywczych.

Mało tego!

Ziarna i warzywa oprócz tego, że zawierają wartościowe składniki, zawierają również antyskładniki odżywcze – na przykład lektyny.

Po pewnym czasie prowadzenia weganizmu ciało może więc moim zdaniem zareagować w sposób nieco paradoksalny. Co mam na myśli?

Nie dostarczasz mu niezbędnych składników odżywczych?

Ciało zacznie w końcu zjadać samo siebie.

Można to zaobserwować poprzez stosunkowo szybko postępujący zanik masy mięśniowej – widać to szczególnie dobrze u osób, które przeszły na weganizm będąc już całkiem szczupłymi.

Tak więc zgadzam się z dr Campbell – weganizm to dla mnie forma postu, która w okresie krótkoterminowym może pomóc.

Weganizmu nie powinno się jednak traktować, jako stałego stylu życia.

Błędne koło samooszukiwania

Będąc weganinem, nieustannie sobie wmawiałem, że czuję się dobrze.

Nie brałem w ogóle pod uwagę, że weganizm może siać zniszczenia w moim ciele. Jak to możliwe, żeby warzywa i owoce były złe?

Nie potrafiłem dostrzec ogromnych zaników mięśniowych, problemów z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi, spadku ostrości funkcji kognitywnych oraz paranoicznych myśli. Dlaczego nie potrafiłem tego wszystkiego dostrzec?

Sęk w tym, że potrafiłem, ale nie chciałem…

Nie brałem pod uwagę, by winić za wszystko mój kochany weganizm.

To zabawne, ale kilka miesięcy po rzuceniu weganizmu dostrzegłem, że z mojego umysłu zniknęła pewnego rodzaju mgła.

Nagle zdałem sobie sprawę, że siedziałem po uszy w ideologii, która potrafi robić ludziom całkiem niezłe pranie mózgu.

Zauważyłem to jednak dopiero wtedy, gdy zdecydowałem się w akcie desperacji włączyć do diety produkty pochodzenia zwierzęcego.

Wchodząc do sklepu i idąc do lodówki z mięsem, czułem ogromny wstyd.

Idąc do kasy z kawałkiem steku wołowego, miałem wrażenie, że wszyscy mnie oceniają i uważają za wielkiego przegranego, bo chyba właśnie rzuciłem weganizm.

Oczywiście nie brałem pod uwagę, że większość ludzi obecnych w sklepie nie ma zielonego pojęcia o moich nawykach żywieniowych…

Ta sytuacja pokazała mi, że przez dekadę siedziałem po uszy w śmierdzącym gównie.

A swoje przekonania umacniałem, czytając książki ludzi, którzy dobrze mówili o roślinach i oglądałem filmy z relacjami pochodzącymi od podobnych ludzi, którzy chwalili weganizm.

Przez brak otwartego umysłu i umiejętności krytycznego myślenia zaszufladkowałem siebie w pewnej ideologii, nie mając zamiaru przyjąć do wiadomości, że jej założenia mogą być dla mnie szkodliwe.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Wegański desperacki odskok

Po kilku miesiącach separacji od weganizmu – gdy piszę ten artykuł, jest 5 kwietnia 2019 roku – czuję, że uwolniłem się od destrukcyjnych i gloryfikujących weganizm przekonań.

Już nie odczuwam wstydu, gdy pojawiam się w dziale mięsnym…

Te emocje powstające podczas kupowania mięsa były dla mnie dowodem, jak zupełnie niepostrzeżenie możemy stać się zagorzałymi wyznawcami „czegoś”.

To niesamowite!

Cieszę się, że potrafiłem dostrzec te emocje i uporać się ze swoimi żywieniowymi przekonaniami, które – mam nadzieję – są dzisiaj nieco zdrowsze.

Jestem pewny, że ex weganie to grupa, która wciąż będzie się rozrastała.

Wszystko za sprawą siły internetu oraz niezbywalnych dowodów, że produkty pochodzenia zwierzęcego są nam potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

Potrzebujemy jajek, mięsa, ryb i dobrej jakości nabiału.

Te produkty były częścią naszej diety przez miliony lat.

Nie zmienimy ewolucyjnych uwarunkowań w przeciągu jednego – co tam jednego… Nawet stu! – pokolenia.

Czas pogodzić się z faktem, że nie mamy czterech żołądków – jak przeżuwacze – ale tylko jeden!

A teraz pozwól, że pójdę kupić sobie jakieś mięso.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *