Jakie masło kupować – przestań w końcu truć swoje ciało

Odetchnąłem z ulgą, kiedy mogłem sam sobie odpowiedzieć w końcu na pytanie: Adrian, jakie masło kupować?

Od dłuższego już czasu przymierzałem się do napisania artykułu na temat produktu, który chyba spokojnie możemy podpiąć pod grupę pokarmów typu superżywność.

To jeden z najbardziej popularnych i łatwo dostępnych produktów, jakie można sobie wyobrazić.

Chyba przyznasz, że rzadko się zdarza, aby pójść do jakiegokolwiek sklepu w jakiejkolwiek miejscowości i nie dostać tam czegoś, co przywykliśmy nazywać masłem? Z masłem jest trochę tak, jak z wodą.

Można je dostać praktycznie wszędzie.

Tym artykułem chciałbym jednak podkreślić, że masło jest maśle nierówne – niestety. Co mam przez to na myśli?

Wsiadaj do pociągu!

Odlatujemy! – Ups… A może raczej odjeżdżamy?

Polskie masło – jakie masło kupować?

Za „prawdziwe” masło w polskich sklepach uważa się tak zwane „masło ekstra” – swoją drogą, nie mam zielonego pojęcia, po jaką cholerę ktoś nazwał masło „masłem ekstra”.

Nie żadne miksy, maksy i inne gówna zawierające tony olejów roślinnych – czyli tego, czego w maśle być nie powinno.

Polskie przepisy nakładają na sprzedawców obowiązek, który daje im zgodę nazywać ich produkt „masłem” pod warunkiem, że zawartość tłuszczu w danym produkcie wyniesie minimum 82%.

W dobie internetu i mediów społecznościowych przedsiębiorcy nie porywają się już raczej na zbyt częste oszukiwanie konsumentów w kwestiach związanych z produkcją masła.

A jeżeli któryś się na to odważy i zostanie nakryty…

Oj, marny jego los…

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Mój podział na cztery

Przedstawię Ci teraz podział na różne rodzaje masła.

Na podstawie swoich ostatnich „badań” przeprowadzonych na maśle, mogę napisać, że wyróżniam cztery rodzaje masła.

  • Klasyczne „masło ekstra” – czyli masło dostępne w supermarketach i w każdym innym pierwszym lepszym sklepie. Dostaniesz je nawet tam, gdzie przysłowiowe „psy dupami szczekają”.

Zawartość tłuszczu w tym maśle musi wynosić minimum 82%.

Surowiec do stworzenia masła pochodzi głównie od krów karmionych ziarnem – po angielsku tak zwane „grain-fed”.

  • „Masło ekstra” w wersji „grass-fed” – to masło od krów wypasanych na łąkach i karmionych trawą – stąd nazwa grass-fed, czyli trawą-karmione.

Je również możesz zakupić w polskich supermarketach, ale nie jest ono już tak łatwo dostępne, jak zwykłe masło ekstra.

Osobiście znam tylko jedną markę, która sprzedaje w Polsce masło typu grass-fed – chodzi o markę Kerrygold.

  • Trzecim rodzajem masła jest tak zwane „surowe masło”, pochodzące najczęściej od lokalnego gospodarza.

Co mam na myśli, pisząc „surowe”?

Takie masło nie zostało poddane procesowi, jakiemu podlegają podczas produkcji dwa poprzednie wymienione przeze mnie rodzaje. O jaki proces chodzi?

Pewnie już się domyśliłeś, że chodzi o proces pasteryzacji mleka – o tym, czym jest pasteryzacja, wspomnę w dalszej części artykułu.

  • Ostatnim, czwartym rodzajem masła, które moim zdaniem warto wymienić w artykule, jest „masło klarowane”.

Niektórzy używają zamiennie nazwy „masło klarowane” z nazwą „ghee”, tymczasem to wcale nie to samo – tę ciekawostkę opisałem pod koniec artykułu. Czym jest masło klarowane?

To po prostu bezwodny tłuszcz mleczny – w 100 g masła klarowanego znajdziesz jakieś 99,98% tłuszczu mlecznego.

Nie ma w nim białek zawartych naturalnie w mleku ani wody będącej składnikiem normalnego masła.

Tłuszcz mleczny nie zawiera oczywiście także cukru mlecznego, jakim jest laktoza.

Żółty kolor – znak „żywego” masła?

Właśnie poznałeś cztery „worki” produktów, do których wrzuciłem dostępne na rynku rodzaje masła.

Przejdźmy teraz do szczegółów związanych z jakością masła.

Zanim kupię jakiekolwiek masło, pierwszą rzeczą, na jaką zwracam uwagę, jest jego kolor.

Zauważ, że masło ogólnodostępne w sklepach jest zwykle białe – lub w najlepszym przypadku lekko żółtawe. O czym to świadczy?

Mleko do produkcji masła pochodziło z dużym prawdopodobieństwem od krów karmionych ziarnem, czyli jest to masło grain-fed – wspominałem o tym rodzaju masła powyżej.

Jeżeli porównasz klasyczne masło sklepowe typu grain-fed z masłem grass-fed – na przykład z tym od Kerrygold – z dużym prawdopodobieństwem zauważysz, że masło typu grass-fed jest bardziej żółte. Z czego to wynika?

Żółty kolor masła może być symbolem bogatszej zawartości wartościowych składników odżywczych w maśle.

Jednym słowem im masło jest bardziej białe, tym bardziej ubogie w to, czego od masła się oczekuje. No właśnie, a czego powinniśmy oczekiwać od dobrego masła?

Nie wiem, czego Ty oczekujesz, ale doskonale wiem, czego ja oczekuję, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie: jakie masło kupować?

Co znajdziesz w dobrym maśle?

Na początku artykułu nazwałem masło superpokarmem. Dlaczego?

Ponieważ znajdziesz w nim – jeżeli dokonasz dobrego wyboru – super ważne składniki odżywcze.

Dobrej jakości masło jest produktem, który obfituje w aktywną formę witaminy A – czyli w retinol, który możesz znaleźć na przykład w wątrobie cielęcej.

Poza tym w maśle występuje witamina K2, która „zarządza” przemieszczaniem się wapnia w ludzkim organizmie. Co mam na myśli?

Pomaga mu dostać się tam, gdzie powinien się znajdować – czyli do kości i zębów, a nie do na przykład tętnic!

W maśle występują także kwasy tłuszczowe omega 3, kwas masłowy – o którym napiszę nieco więcej poniżej – oraz średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe – znajdziesz je w oleju kokosowym.

Zwróć uwagę, że nagłówek wprowadzający do tego rozdziału został zatytułowany: Co znajdziesz w dobrym maśle?

Hm… A czym jest w ogóle „dobre” masło?

Dobre masło to?

Tutaj trochę zahaczamy o moją bardzo subiektywną – a może i nie tak bardzo? – wizję tego, co jest dobrym masłem.

Dowiedziałeś się już, że im bardziej żółte jest masło, tym prawdopodobnie więcej zawiera wartościowych składników odżywczych.

Nigdy jednak nie możemy mieć stuprocentowej pewności, czy producenci nie dodają do masła jakiegoś tajemniczego – i dozwolonego w procesie produkcji – barwnika, który taki kolor masełku właśnie nada. Jak poradzić sobie z tym fantem?

Mam prostą zasadę. Nie kupuję masła w sklepie.

Po prostu… Dlaczego?

Z dwóch głównym powodów. Pierwszy?

Masło sklepowe powoduje u mnie reakcję alergiczną w postaci niegroźnych – chyba niegroźnych – wyprysków na szyi w okolicy obojczyków. Drugi powód?

Surowiec do produkcji masła dostępnego w sklepie zawsze zostaje poddany procesowi pasteryzacji – nie spotkałem się jeszcze nigdy w Polsce z masłem typu „RAW”, czyli z masłem surowym zrobionym na bazie mleka niepasteryzowanego.

Dwa wyżej przedstawione powody, są pewnego rodzaju masłem maślanym. Dlaczego?

Ponieważ tak silna reakcja alergiczna występuje u mnie nie dlatego, że spożywam masło, ale dlatego, że spożywam masło sklepowe… O co chodzi?

Jak kupować masło – niezawodny test organiczny

Kiedy kupię stek z wołowiny dojrzewającej i zjem go sobie na surowo z dodatkiem około 100 g masła sklepowego, wiem, że w przeciągu kolejnych czterdziestu ośmiu godzin na mojej szyi pokażą się magiczne, czerwone kropki.

Reakcja alergiczna znika z mojej szyi w okresie trwającym średnio od czterech do nawet siedmiu dni – w zależności od tego, jak dużo tego badziewia wpieprzyłem.

A teraz ciekawostka. Wiesz, co się dzieje, gdy kupuję masełko od rolnika, który ma własne krówki i nie poddaje pasteryzacji surowców, z których masło wytwarza?

Reakcja alergiczna występuje, ale odnoszę wrażenie, że jest słabsza. Ciekawe prawda?

Pasteryzacja – morderca „żywego” masła

Reakcje alergiczne nakazały mi dokonać nieco czarno-białego podziału ze względu na rodzaj dostępnego na rynku masła – jest jeszcze prostszy od tego, który przedstawiłem powyżej.

Dzielę masło na „żywe” i „martwe”. Dlaczego?

Wystarczy, że zrozumiesz, czym jest proces pasteryzacji.

Producenci masła poddają pasteryzacji surowce, z których wytwarzają masło – to samo dotyczy praktycznie każdego dostępnego w supermarkecie kartonu mleka. Po co pasteryzują?

Pasteryzacja to proces polegający na podgrzewaniu mleka do temperatury nie większej niż sto stopni Celsjusza.

Robi się to w celu zamordowania w mleku – dosłownie – wszystkiego, co „złe”.

Zauważ, że słowo „złe” wziąłem w cudzysłów. Dlaczego?

Co z tego, że proces pasteryzacji zabije w mleku jakieś potencjalnie groźne drobnoustroje, jeżeli ten sam proces usunie z mleka także przyjazne bakterie i enzymy?

„Żywe” mleko, masło, śmietanka – cokolwiek tam chcesz – nagle stają się „martwymi” produktami nabiałowymi.

A jakie ja jem masło?

Myślę, że już nawet nie muszę odpowiadać na pytanie, jakiego rodzaju masło kupuję.

Mimo wszystko odpowiem.

Jeżeli już zdecyduję się na zakup masła, jedynym masłem, jakie kupuję, jest masło pochodzące od gospodarza, czyli surowe masło, które nie zostało poddane procesowi pasteryzacji. Kropka.

Pewnie myślisz sobie:

— No tak, a skąd niby wiesz, z czego on robi to masło?

Chyba zapomniałeś, że dysponuję wbudowanym we własny organizm przez samego Boga testem.

Jeżeli kupuję od jakiegoś gospodarza masło, które przeszło moją „wstępną weryfikację”, testem decydującym jest reakcja ciała występująca po konsumpcji danego produktu.

Mnie gospodarz może oszukać, ale własnego ciała nawet ja sam nie potrafiłbym oszukać.

Zanim kupię od pana masełko, mam tylko trzy pytania…

Wyżej napisałem, że zanim kupię masło od gospodarza, przeprowadzam najpierw „weryfikację wstępną”. Na czym ona polega?

Pierwszym elementem weryfikacji jest zwrócenie uwagi na kolor masła – bardzo ważny etap.

Jeżeli jest żółty albo znacznie ciemniejszy od koloru masła dostępnego w sklepach, przechodzę do zadania gospodarzowi pytania numer jeden.

— Dzień dobry. Mam pytanie. Czym są karmione krówki? – Pytam niepozornie.

— Trawą drogi panie. – Odpowiada zwykle gospodarz.

Czasami gospodarze odpowiadają także, że kiszonką. To dla mnie znak, że mogę przejść do pytania numer dwa.

— Czy masło, które tutaj widzę, było mrożone?

— Nie. Jest świeże drogi panie! – W przypadku tego pytania nie zawsze jest tak kolorowo. Gospodarze lubią z wiadomych względów zamrażać swoje produkty, ale zwykle otwarcie się do tego przyznają.

Przechodzę dalej.

— Hm… Rozumiem. A czy podgrzewa pan mleko lub śmietankę? – Pytam z lekkim przymrużeniem oka i obserwuję podczas odpowiedzi mowę ciała nieco speszonego gospodarza.

— Nie. – Pada zwykle odpowiedź z ust gospodarza.

Po takiej rozmowie daję sobie zielone światło, do zakupu masła.

Jeżeli widzę człowieka pierwszy raz na oczy, kupuję tylko jedną kostkę.

A jeżeli produkt jest sprawdzony, wiem, że mogę sobie zrobić lekki zapas.

Trudny dostęp do „żywego” masła

Niektórzy mogą uznać moją z pozoru ostrą selekcję masła do spożycia za jakieś dziwne fanaberie.

Cóż.

Lubię świadomie się odżywiać.

To chyba wszystko, co mam do powiedzenia na swoje usprawiedliwienie…

Poza tym, jeżeli moje ciało daje mi realne znaki, że coś jest dla niego „be”, nie zamierzam ignorować tych sygnałów i czekać, aż czerwone kropy na ciele zaleją nie tylko szyję, ale całą powierzchnię ciała.

Znalezienie dobrej jakości masła jest cholernie trudne – przyznaję.

Sam długo szukałem, zanim znalazłem pierwsze dobre źródło.

Jestem jednak najlepszym przykładem, że można takowe masełko znaleźć.

Mało tego!

Przecież żyjemy w erze internetu, a gospodarze sami zaczęli wystawiać swoje produkty na różnego rodzaju portalach aukcyjnych – jest to jakieś rozwiązanie.

Jeżeli więc zależy Ci na jakości, niestety, ale musisz się trochę postarać, by znaleźć masełko spełniające opisane w artykule wysokie standardy.

Jedz masło i… Chudnij?

Wielu ludzi uważa, że jedzenie masła sprawi, że przytyją.

To zwykły bullshit!

Na początku artykułu wymieniłem składniki odżywcze, które są zawarte w maśle, a na które warto zwrócić szczególną uwagę.

W tamtym fragmencie pojawiła się magiczna nazwa „kwas masłowy”, pamiętasz ją?

Okazuje się, że kwas masłowy wpływa na redukcję insulinooporności – wspomina o tym w swoim wideo dr Eric Berg. Co to takiego?

To sytuacja występująca w organizmie, podczas której komórki stają się oporne na produkowaną przez trzustkę insulinę. Co to oznacza?

Załóżmy, że zjadłeś pączka.

Poziom „cukru” – poprawnie glukozy – we krwi się podnosi. Potrzebna jest insulina, by go obniżyć, prawda?

Insulina jest więc produkowana przez trzustkę, ale…

Nie działa tak, jak powinna. Dlaczego?

Ponieważ komórki organizmu stały się na nią w jakiś sposób mniej wrażliwe – chyba tak najlepiej to nazwać. Skutek?

Stężenie glukozy we krwi utrzymuje się na wysokim poziomie – insulina nie ma mocy, by je obniżyć – i poziom insuliny w organizmie także pozostaje wysoki. Wynik?

Najczęściej cukrzyca typu drugiego. Czym charakteryzują się ludzie chorzy na cukrzycę typu drugiego?

Otyłością.

I wszystko na ten temat.

Pamiętaj, że masło prawdopodobnie nie zadziała tak, jak powinno, jeżeli połączysz je z nieodpowiednim pożywieniem – na przykład z hamburgerem z frytkami zakupionymi w słynnej restauracji na literkę M.

Zdecydowanie najlepszą opcją jest włączenie masła do diety ketogenicznej wzbogaconej o post przerywany.

Ciekawostka – masło klarowane, a masło ghee

Jeżeli śledzisz artykuły publikowane na Your Time, wiesz, że jakiś czas temu przeszedłem na mięsną dietę.

Jest to odmiana diety ketogenicznej, która skupia się na spożywaniu wyłącznie produktów pochodzenia zwierzęcego – gdybym nie przeszedł na tę dietę, niniejszy artykuł nigdy by nie powstał.

Na samym początku szukałem dobrej jakości tłuszczu zwierzęcego, który mógłbym wkomponować we własną dietę.

Wybrałem masło „ghee” – jeszcze wtedy wydawało mi się, że wybrałem ghee – które postanowiłem robić samemu z masła zakupionego w…

Sklepie – no co? Dopiero zdobywałem informacje na temat masła…

Już w tamtym czasie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak ghee i masło klarowane.

Znałem obydwie nazwy, ale nie podejrzewałem, że są to dwa zupełnie różne od siebie rodzaje masła.

Tym bardziej że kiedy uczyłem się robić „ghee” – daję w cudzysłów, bo to nie było prawdziwe ghee – większość pięknie zmontowanych i dobrze ocenianych filmów instruktażowych na portalu YouTube miała w tytule zarówno słowo „ghee”, jak i słowa „masło klarowane”.

Pewnego dnia postanowiłem bardziej zorientować się na temat i dowiedzieć się w końcu, jaka jest różnica pomiędzy masłem klarowanym a prawdziwym ghee.

O nie! Ghee to nie to samo, co masło klarowane

Kiedy tak kopałem w internecie w poszukiwaniu informacji, natrafiłem na całkiem interesujący wywiad, w którym starszy hindus namawiał do zakupu ghee jego własnej produkcji.

Pomyślałem sobie:

— No dobra stary pajacu. Chcesz sprzedać mi swoje ghee co? Zobaczmy, co masz do powiedzenia…

Oprócz tego, że ten jak go nazwałem „stary pajac” – wybacz mistrzu od robienia ghee – rzeczywiście chciał mi sprzedać ghee swojej produkcji, przedstawił w wywiadzie ajurwedyjski, oryginalny przepis na prawdziwe ghee.

Okazało się, że do zrobienia prawdziwego ghee jest potrzebne nie tylko dobrej jakości masło, ale również…

Surowy jogurt.

Hindus wyjaśnił, że większość przepisów dostępnych w internecie to nie przepisy na ghee, ale na zwykłe masło klarowane, czyli bezwodny tłuszcz mleczny.

Po tym wywiadzie natychmiast zrozumiałem, że wszystkie „ghee”, jakie miałem do tamtego momentu okazję samodzielnie stworzyć, były jedynie zwykłym masłem klarowanym, nieposiadającym cudownych właściwości ghee.

Wygląda na to, że ci wszyscy Youtuberzy – których z takich podziwem oglądałem – chcieli po prostu bardzo mocno wierzyć, że robią ghee.

Wiara piękna rzecz, ale jak widać, w kuchni nie wystarczy…

Zaniechałem więc wykonywanie swojego niedorobionego „ghee” i od tamtej pory jem w zastępstwie wyłącznie surowe, niepasteryzowane masło od mojego dobrego kumpla, gospodarza.

Nie wykluczam, że jak najdzie mnie wena twórcza, stworzę ghee – a nie „ghee” – według rzetelnego, ajurwedyjskiego przepisu.

To powiedz, jakie masło kupować?

Wypadałoby podsumować jakoś ładnie, ten nieco przydługawy wywód o maśle, nie sądzisz?

Odpowiedź na pytanie: jakie masło kupować? Dla mnie jest dzisiaj banalnie prosta.

Żadnego ze sklepu lub z supermarketu.

Chyba że doczekamy w Polsce czasów, gdy będzie można nabyć masło surowe, czyli niepasteryzowane.

Warto nawiązać relację z gospodarzem, który tworzy swoje własne niepasteryzowane masełko i to właśnie u niego robić zakupy.

Jeżeli się na to zdecydujesz, możesz skorzystać z mojej metody – jeszcze nieopatentowanej – „wstępnej weryfikacji”, w celu upewnienia się, czy kupujesz u danego człowieka, co chcesz naprawdę kupić.

Pamiętaj, że jeżeli mocno boisz się o jakość masła pochodzącego od gospodarza, możesz go postraszyć, że Twój organizm samodzielnie zweryfikuje, czy odpowiedzi na pytania zadane we „wstępnej weryfikacji” były prawdziwe – wiem, to trochę nie etyczne, ale całkiem skutecznie może udaremnić próbę oszustwa.

Aa…

I nie mów gospodarzowi, od kogo masz te wszystkie informacje.

Niech to zostanie naszą słodką, maślaną tajemnicą.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Alergia – dodatek dla ciekawskich

Wciąż czytasz ten artykuł?

Pewnie zastanawiasz się, jak to możliwe, że moja reakcja alergiczna jest silniejsza – tak mi się przynajmniej wydaje – na masło zakupione w supermarkecie? Jeśli uważnie przeczytałeś artykuł i masz trochę wiedzy z zakresu żywienia, zakładam, że łatwo skojarzyłeś fakty.

A jeżeli nie masz zielonego pojęcia, o co chodzi i chciałbyś poznać moją – niekoniecznie poprawną – teorię, już śpieszę z wyjaśnieniami.

Gdzieś powyżej napisałem, że pasteryzacja zabija w maśle wszystkie bakterie oraz enzymy, które są częścią naturalnego, pierwotnego surowca do produkcji masła, czyli mleka.

Wydaje mi się, że właśnie to jest główną przyczyną, iż ja i ogromna część populacji na świecie wykazujemy nietolerancję na różnego rodzaju produkty nabiałowe – w tym masło.

Na podstawie własnych eksperymentów mogę wyciągnąć wniosek, że główną przyczyną silniejszej reakcji alergicznej – u mnie – jest proces pasteryzacji następujący podczas produkcji masła. Dlaczego?

Uważam, że zawarte naturalnie w mleku – czy w śmietance – bakterie i enzymy pozwalają mojemu organizmowi na poprawne metabolizowanie tego – jakiegoś białka – z czym są problemy, gdy zjem pasteryzowany produkt.

Bakterie i enzymy wykonują robotę, której nie ma kto wykonać w maśle ze sklepowej półki.

Pamiętaj, to tylko moja subiektywna opinia i dotyczy wyłącznie mojego ciała.

Z drugiej jednak strony reakcja alergiczna występuje u mnie nawet po spożyciu swojskiego masła i sam już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć…

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *