Karnityna – dlaczego weganie są narażeni na jej niedobór

Cóż…

Wegańska dieta zasiała spore spustoszenie w moim ciele, ale na szczęście w porę zdążyłem czmychnąć z jej „ostrych jak brzytwa szponów”.

Dzisiaj wiele dietetycznych „kropek” łączy mi się w końcu w jedną spójną całość.

Wciąż wiele eksperymentuję w dziedzinie odżywiania, dzięki czemu w dalszym ciągu nabywam nową wiedzę o swoim ciele i żywieniu w ogóle.

Pisząc artykuł o kwasach tłuszczowych MCT oraz o kuloodpornej kawie, oświeciło mnie.

Trafiłem bowiem na informację, o której kiedyś słyszałem, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy skojarzyć ze sobą pewnych istotnych – z punktu widzenia mojego zdrowia – faktów.

Dzisiaj widzę, że globalna słabość mięśniowa oraz niekiedy zbyt wytężona praca serca – to też mięsień – na wegańskiej diecie miały prawdopodobnie swoje konkretne powody. Jakie?

Łacina wcale nie jest taka głupia

Łacina to mądry język, który pozwala niejednokrotnie rozwikłać skomplikowane zagwozdki słowne – przynajmniej te związane z medycyną. Co mam na myśli?

No zerknij, chociażby na to pojęcie: karnityna. Co to w ogóle oznacza i kto wpadł na pomysł, by nazywać cokolwiek „karnityną”?

Wszystko staje się jasne, kiedy zerkniesz sobie do słownika języka łacińskiego. Co tam zauważysz?

Otóż istnieje takie słowo jak „carnis”, które oznacza po prostu…

Mięso!

Gdy wpiszesz sobie w Google hasło „karnityna” i klikniesz link Wikipedii, znajdziesz tam pewną interesującą informację.

Dowiesz się, że karnityna została nazwana karnityną, ponieważ została wyizolowana z?

Tak, z mięsa – mięśni!

Och…

Kocham język łaciński!

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Karnityna – co to?

Nie będę się wgłębiał zbyt mocno w wyjaśnianie, czym jest karnityna.

Przedstawię jedynie informacje, które pozwoliły mi osobiście połączyć wyżej wspomniane „kropeczki” w jedną spójną całość.

Karnityna to związek, który możemy nazwać związkiem endogennym.

Oznacza to tyle, że nasz organizm dysponuje możliwością do jej samodzielnej produkcji – głównie w narządach takich jak wątroba, nerki oraz mózg.

Wiesz już także, że występuje ona w mięśniach – pamiętaj, że serce to też mięsień.

Karnityna powstaje z dwóch aminokwasów, lizyny i metioniny.

I tutaj mała ciekawostka!

Oba te aminokwasy należą do grupy aminokwasów egzogennych. Co to oznacza w praktyce?

Po pierwsze, są niezbędne dla człowieka.

Po drugie, należy dostarczyć je z pożywienia, gdyż ciało nie potrafi ich samodzielnie produkować. A co się dzieje, gdy w diecie któregoś z tychże aminokwasów brak?

Z dużym prawdopodobieństwem zaburzona zostaje naturalna produkcja karnityny.

No bo tak na logikę…

Jeżeli potrzebne są lizyna i metionina, a na przykład lizyny brak, wychodzi na to, że karnityny też będzie do cholery brak!

No i teraz najlepsze. Jak myślisz, gdzie występują najbardziej obficie – i w najlepiej przyswajalnej formie – oba wyżej wymienione aminokwasy?

Dobrze Ci się wydaje.

W produktach pochodzenia zwierzęcego!

Energia z tłuszczy?

Karnityna pełni ekstremalnie istotną funkcję w naszym organizmie. Jaką?

Pomaga długołańcuchowym kwasom tłuszczowym dostać się do wnętrza mitochondrium.

Dzięki temu tak zwane LCFA – Long Chain Fatty Acids – mogą zostać zamienione w energię, a nie na przykład „uwić sobie miłe gniazdko” w naszej tkance tłuszczowej – powodując nadwagę lub otyłość. Teraz już pewnie wiesz, dlaczego zaleca się osobom z nadwagą bądź otyłością zażywanie suplementów z L-karnityną?

Pomaga im ona zamienić tłuszcz w energię – ATP – wewnątrz mitochondrium – mitochondria to takie fabryki energetyczne.

Efektywne wykorzystanie długołańcuchowych kwasów tłuszczowych bez karnityny w organizmie może być naprawdę trudne…

Inną interesującą funkcją karnityny – o czym dowiedziałem się całkiem niedawno i to z polskiej Wikipedii – jest wsparcie eliminacji z mitochondriów nadmiaru średnio i krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych – które w nadmiarze są podobno toksyczne.

Ma to sens…

Teraz już wiem, dlaczego zaleca się suplementowanie L-karnityną osobom, które spożywają w ciągu dnia duże ilości oleju z wyizolowanym MCT – polecam artykuł na temat MCT.

Niedobór karnityny – skutki

No dobrze.

Dowiedziałeś się już co nieco na temat karnityny.

Na podstawie powyższych informacji pewnie już jesteś w stanie nawet sam powiedzieć, jakie mogą być ewentualne skutki niedoboru tego konkretnego związku w organizmie.

W większości artykułów znalezionych w internecie znajdziesz zawsze podobne skutki niedoboru karnityny – tutaj masz przykład takiego artykułu. Jakie?

  • szybkie męczenie się,
  • ogólnie słabe mięśnie szkieletowe,
  • problemy z sercem,
  • obniżenie sprawności mentalnej.

To chyba cztery najbardziej istotne.

No i jeszcze raz.

Tak na logikę.

Skoro karnityna występuje w mózgu i mięśniach – serce to też mięsień – chyba logiczne wydają się powyższe skutki jej niedoboru prawda?

Moja historia – podejrzenie niedoboru

Byłem idealnym weganinem, a im bardziej perfekcyjny był mój weganizm, tym gorzej się czułem – nie żartuję.

Masa mięśniowa nieustannie malała, a jej odbudowanie, chociaż w małym stopniu, graniczyło z cudem.

W pewnym momencie wyglądałem, jak więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz – pisałem o tym nieco w artykule na temat mięsnej diety.

Mimo tego aktywność fizyczną utrzymywałem na wysokim poziomie – intensywnie biegałem.

Właśnie dlatego dziwiło mnie, dlaczego mięśnie są słabe, a serce bije zbyt mocno i zbyt szybko, gdy wejdę ledwie na pierwsze piętro budynku.

Fakt, mogłem to zrobić szybko i sprawnie, ale wysiłek mięśni i odczuwane zmęczenie było nieproporcjonalne do włożonej pracy.

To chyba wtedy po raz pierwszy zacząłem podejrzewać u siebie niedobór karnityny.

Ciekawe jest to, że mój stosunek do wegańskiej diety w ogóle się nie zmienił… No bo po co kupować czerwone mięso? – Obfite źródło karnityny.

Przecież można łyknąć tabletkę!

L-karnityna – suplementacja bywa pomocna?

Pojechałem do sklepu i kupiłem sobie suplement z L-karnityną – z tego, co pamiętam, w jednej kapsułce znajdowała się dawka 500 mg.

To niesamowite, ale po zażyciu dwóch kapsułek L-karnityny mój trening stał się niemalże natychmiast bardziej efektywny.

Poczułem się tak, jakby ktoś nagle „zatankował jadące na oparach” mięśnie – i mózg.

Biegało się lepiej.

Mięśnie – w tym serce – zaczęły w końcu pracować tak, jak należy. Wiedziałem, czego mi brak, ale wiesz co?

Totalnie nic z tym nie zrobiłem…

Suplement się skończył, a ja „ciągnąłem” dalej na swojej „idealnej” w każdym calu wegańskiej diecie.

Wiem, byłem idiotą…

Nie musisz mi o tym stale przypominać.

Naturalne źródła karnityny

Na samej górze napisałem, że karnityna została nazwana karnityną, bo wyizolowano ją z mięsa – czyli z mięśni. Pewnie domyślasz się, do czego zmierzam?

Świetnym źródłem karnityny jest czerwone mięso – już teraz wiesz, dlaczego kulturyści nie stronią od krwistych steków?

Występuje ona także w innego rodzaju mięsie.

I pewnie znajduje się w jakichś tam śladowych ilościach w produktach roślinnych.

Pamiętaj jednak, że nie ważne ile czegoś się w czymś znajduje.

Mało kiedy bowiem przyswajamy dany składnik odżywczy zawarty w konkretnym pokarmie w stu procentach.

Tak czy inaczej, najlepiej przyswajamy składniki odżywcze zawarte w pokarmach pochodzenia zwierzęcego. Sądzę, że to nie ulega żadnej dyskusji?

Osobista zmiana diety

Będąc weganinem, bałem się panicznie tłuszczu – no i oczywiście cholesterolu.

Bazowałem na kaszach, ryżu, strączkach, warzywach i owocach.

Moja ówczesna dieta składała się w 80% z węglowodanów.

Tak naprawdę istnieją dwa źródła energetyczne, na jakich możemy „ciągnąć” – tłuszcz albo węglowodany.

Kiedy ktoś wybiera węglowodany, komórki żywią się głównie glukozą, która jest wprowadzana do nich dzięki insulinie – peptydowy hormon anaboliczny.

W przypadku natomiast gdy ktoś decyduje się na to, by „tankować” głównie tłuszcze, dochodzi do produkcji ciał ketonowych, które stanowią fantastyczne – w zastępstwie dla glukozy – źródło energetyczne.

Nie wszystkie komórki naszego organizmu mają możliwość „żywienia się” ciałami ketonowymi, w związku z czym wymagane jest utrzymanie na optymalnie niskim poziomie stężenia glukozy.

Okazuje się, że nie mają z tym problemu nawet ci, którzy całkowicie wyeliminowali z własnej diety węglowodany. Dlaczego?

Ponieważ istnieje proces zwany glukoneogenezą. Co to takiego?

Możliwość organizmu do samodzielnej produkcji potrzebnej glukozy z?

Białka.

W pewnym momencie postanowiłem, że chcę na nowo stać się mięsożercą i wyeliminować z diety węglowodany – pisałem o tym tutaj. Dlaczego?

Chyba chciałem podświadomie ominąć to, o czym piszę poniżej.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Karnityna – moja osobista teoria niedoboru

Zróbmy małe podsumowanie.

Poniżej zamieszczam Ci osobistą teorię – stworzoną na bazie własnych doświadczeń.

Teoria dotyczy potencjalnego zagrożenia dla weganów, wynikającego z istniejącej możliwości potencjalnego niedoboru karnityny.

Jedziemy!

  • Całkowita eliminacja produktów pochodzenia zwierzęcego pozbawia weganów najlepiej wchłanialnej formy karnityny;
  • Przez usunięcie z diety produktów pochodzenia zwierzęcego, weganie są narażeni na niedobory aminokwasów takich jak lizyna i metionina;
  • Niedobór lizyny i metioniny w diecie pozbawia weganów możliwości produkcji naturalnej – endogennej – formy karnityny;
  • Brak dostarczenia karnityny „z zewnątrz” – w postaci produktów pochodzenia zwierzęcego – oraz „zablokowana” jej naturalna produkcja prowadzą do niedoboru karnityny;
  • Przewlekły niedobór karnityny może natomiast powodować choroby natury psychicznej, ogólną słabość mięśni szkieletowych, problemy z sercem oraz inne choroby, o których nie mam zielonego pojęcia;
  • Niedobór karnityny może również uniemożliwiać organizmowi efektywne wykorzystywanie tłuszczy, co prawdopodobnie zaburzy wchłanianie super ważnych witamin rozpuszczalnych w tłuszczach – A, D, E, K.

Pamiętaj, że to tylko moja teoria.

Zbudowałem ją na bazie własnych obserwacji, doświadczeń i na bazie ogólnodostępnych informacjach.

Sądzę, że może w niej być sporo prawdy… Co o tym wszystkim myślisz?

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *