Kółka gimnastyczne – czyli dlaczego nie warto chodzić na siłownię

Jak zmieniłoby się od dzisiaj Twoje życie, gdybym napisał, że do zbudowania idealnej sylwetki potrzebujesz tylko czegoś, co nazywa się „kółka gimnastyczne”?

Przypuszczam, że trochę może się pozmieniać – może się także pozmieniać w życiu menedżerów klubów fitness.

Być może tkwisz w błędnym przekonaniu, że chodzenie na siłownię i płacenie za karnet jest koniecznością, jeżeli chce się utrzymać ciało w bardzo dobrej kondycji fizycznej?

Nic bardziej mylnego.

W tym artykule udowodnię, że aby świetnie wyglądać, tak naprawdę nie potrzebujesz niczego – no może poza własnym ciałem i kółkami gimnastycznymi.

Ale Adrian, nie stać mnie na klub fitness

Kiedy rozmawiam z osobami mającymi problemy z własną masą ciała – nadmierną oczywiście – a z moich ust pada pytanie:

— Słuchaj, a jak jest u ciebie z aktywnością fizyczną?

Zwykle otrzymuję odpowiedź:

— Wiesz co? Nie mam pieniędzy na siłownię…

Lub:

— Adrian, ja nie lubię ćwiczyć na siłowni.

Zawsze, gdy usłyszę którąś z powyższych odpowiedzi, mam ochotę z całej siły klepnąć się z płaskiej ręki w czoło – hytyszzz… Dlaczego?

Możesz mi wierzyć, że by zadbać o własne ciało, tak naprawdę nie potrzebujesz żadnej siłowni.

Jedynym przyrządem, który może się Tobie przydać, są kółka gimnastyczne.

Poza tym, korzystając wyłącznie z ćwiczeń podlegających pod dziedzinę kalisteniki, możesz w stosunkowo krótkim okresie zbudować sylwetkę greckiego Boga.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Siłownia bywa przydatna, ale…

Nie zrozum mnie źle.

Nie mam nic do siłowni i ludzi ćwiczących na siłowni.

Ćwiczenia siłowe z wykorzystaniem oporu zewnętrznego w postaci sztang, sztangielek i innego tego typu przyrządów bywają nieocenione w budowaniu masy mięśniowej.

Sam też lubię od czasu do czasu pojawić się na siłowni, lecz na chwilę obecną znajduję się na takim etapie rozwoju i poznania własnego ciała, że wiem, że siłownia nie jest mi niezbędna do treningu.

Ćwiczenie na maszynach izolujących konkretne grupy mięśniowe jest nieco sztuczne i – trzeba przyznać – ogranicza w pewnym sensie nasze indywidualne możliwości – chociażby te związane z potencjałem zakresu ruchomości w stawach.

To samo tyczy się ćwiczeń izolowanych z użyciem ciężarów wolnych – sztangi i sztangielki.

Co z tego, że uginasz łokcie, trzymając ciężką sztangę – robisz tak zwanego „bicepsa” – jeżeli ruch, który wykonujesz, ma za zadanie wzmocnić jedynie jeden konkretny mięsień?

No dobra, wzmocnisz go.

Ba, ten mięsień nawet urośnie. A co z resztą mięśni w obrębie bicepsa?

W siłowni drażni mnie to, że zbyt mocne skupienie się na budowaniu konkretnych grup mięśniowych wyłącznie przy pomocy przyrządów dostępnych na siłowni, może człowieka nieco ogłupić. Co mam na myśli?

Ego i siłownia, siłownia i ego

Siłownia to bardziej potrzeba ego, niż potrzeba duszy. Chyba się z tym zgodzisz?

Jak bowiem ocenić człowieka, który ćwiczy przez dwie godziny na siłowni, z czego czterdzieści pięć minut poświęca na przeglądanie się w lustrze? – Kiedy jestem na siłce, sam też tak się zachowuję.

Wspomniałem o tym, dlatego że u ludzi regularnie ćwiczących na siłowni można często dostrzec, na której części ich ciała ego skupia się najbardziej.

Jedni chcą mieć duże bicepsy – fachowo moglibyśmy napisać „mięśnie dwugłowe ramienia” – inni dużą klatkę piersiową, – czyli mięśnie „piersiowe większe” – a jeszcze inni duże mięśnie grzbietu – potocznie nazywane „plecami”.

To zabawne, ale nieumiejętność kontroli własnego ego może prowadzić do wręcz komicznych rezultatów treningu siłowego wykonywanego na siłowni.

Ilu już widziałeś kolesi, którzy mają ogromne ramiona i… Tylko duże ramiona?

Ile widziałeś karykatur kulturystów, którzy skupili się zbytnio na budowaniu górnej części ciała, zaniedbując całkowicie dolne partie mięśniowe? Chyba przyznasz, że tak zbudowani „kulturyści” wyglądają komicznie?

Sam też należałem kiedyś do powyższej grupy osób.

Chciałem mieć dużego „bica” i miałem kolegów, którzy chcieli mieć dużego „bica”.

Właściwie to tylko wokół tego kręciło się chodzenie na siłownie.

Nawiasem mówiąc, odnoszę wrażenie, że powyższe kwestie trochę mniej dotyczą kobiet.

Chociaż z drugiej strony, one przecież mają obsesję na punkcie pośladków w stylu Kim Kardashian.

Kalistenika – droga do idealnej sylwetki

Słyszałeś o czymś takim jak kalistenika?

To forma aktywności, w skład której wchodzą ćwiczenia siłowe z wykorzystywaniem obciążenia własnego ciała.

Jeżeli mam być z Tobą szczery, to chyba nie istnieje lepsza metoda zwiększania siły mięśniowej, niż kalistenika. Dlaczego?

Ponieważ wykonywanie ćwiczeń z dziedziny kalisteniki sprawia, że pomiędzy Twoimi mięśniami wytwarza się pewnego rodzaju synergiczne połączenie. Co mam na myśli?

Tutaj nie ma miejsca na izolowanie konkretnym grup mięśniowych.

Większość ćwiczeń z kalisteniki wpływa tak na ludzkie ciało, że podczas ich wykonywania angażowane są najróżniejsze grupy mięśniowe w tym samym czasie.

Kiedy podciągasz się na drążku, trzymając go w tak zwanym podchwycie, faktem jest, że Twój biceps będzie pracował trochę mocniej niż inne mięśnie, ale nie ma opcji, żebyś podczas wykonywania tego ćwiczenia wyłączył aktywność na przykład mięśni grzbietu. Rozumiesz, o co mi chodzi?

W kalistenice nie ma miejsca na izolację mięśniową.

Gdyby było inaczej, młodzi – właściwie to nie tylko młodzi – ludzie nie wygrywaliby z grawitacją w parkach typu „street workout” z wykorzystaniem wyłącznie siły własnych mięśni.

Są oni idealnym przykładem, w jaki sposób należy podchodzić do rozwoju zdolności, jaką jest siła mięśniowa.

Wśród osób uprawiających kalistenikę nie znajdziesz takich z przydużym bicepsem, czy dziwnie zbudowaną klatką piersiową.

Do tej grupy należą ludzie dysponujący idealnymi proporcjami, gdyż ich mięśnie pracują na każdym treningu w sposób synergiczny – bez izolowania konkretnych grup mięśniowych.

W kalistenice nie ma miejsca na ego. Ciekawe dlaczego?

Może dlatego, że w parkach nie ma luster?

Kółka gimnastyczne – lek na małe i słabe mięśnie

Wiele ćwiczeń możesz wykonywać wyłącznie z obciążeniem własnego ciała bez udziału żadnego sprzętu.

Gdybyś zadał mi jednak pytanie typu:

— Jaki jeden sprzęt warto sobie kupić do wykonywania ćwiczeń fizycznych?

Odpowiedziałbym bez wahania:

— Człowieku, kup sobie kółka gimnastyczne!

Dlaczego?

Jest to przyrząd praktyczny, który możesz zabrać ze sobą dosłownie wszędzie, bo nie zajmuje dużo miejsca – zmieścisz go w małym plecaku.

Kółka gimnastyczne są tanie i trudno je zniszczyć.

Poza tym możesz z nich korzystać w najróżniejszych miejscach.

Możesz je zawiesić na rusztowaniu w mieście, na drzewie w parku, czy na drążku do podciągania u siebie w garażu – możliwości są nieograniczone.

Najważniejszą zaletą kół gimnastycznych jest to, że z ich wykorzystaniem fantastycznie rozwiniesz wszystkie grupy mięśniowe.

Tak, jak pisałem wcześniej, tutaj nie ma miejsca na izolowanie konkretnych grup mięśniowych.

Ćwicząc na kołach, angażujesz w pełni swoje kończyny górne, mięśnie klatki piersiowej, mięśnie grzbietu, a nawet mięśnie korpusu.

Istnieją ćwiczenia, podczas których wykonywania będziesz musiał pracować wszystkimi wyżej wymienionymi mięśniami naraz – to nie żart.

Właściwie to już sam tak zwany „izometryczny zwis” na kołach gimnastycznych napnie wszystkie wspomniane grupy mięśniowe.

Kółka gimnastyczne dają naprawdę niesamowite możliwości!

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Poczuj wolność – trening na świeżym powietrzu

Wyobraź sobie następujący trening.

Jest 4:15 rano.

Wybiegasz z domu bez śniadania.

W swoim zegarku treningowym ustawiłeś interwał 3 / 1 – czyli 3 minuty luźnego biegu / 1 minuta intensywnych ćwiczeń kreatywnych w miejscu.

Po wykonaniu siedmiu interwałów – 4 minuty x 7 powtórzeń = 28 minut – zatrzymujesz się w ciemnym lesie, wyciągasz z plecaka kółka gimnastyczne, zawieszasz je na drzewie i robisz kompleksowy, obwodowy trening siłowy trwający dokładnie 15 minut.

Następnie wracasz do domu w sposób, w jaki dotarłeś do parku, a na miejscu poświęcasz 10 minut na ćwiczenia jogi.

To przykład kompleksowego treningu, w którym łączysz przebywanie na świeżym powietrzu z bieganiem, intensywnymi ćwiczeniami pobudzającymi wydzielanie hormonu wzrostu oraz ćwiczeniami siłowymi i stretchingiem.

Kiedy zrozumiesz, że nie musisz kisić się w zamkniętym pomieszczeniu – na siłowni – tylko możesz po prostu wybiec w każdej chwili z domu – zabierając ze sobą w podróż jedynie kółka gimnastyczne – poczujesz się wolny.

Brak dojazdów na siłownię i związanego z tym marnowaniem czasu.

Brak jakichkolwiek opłat miesięcznych, rocznych i jakichś innych dziwnych opłat za to, że chciało Ci się w ogóle przybyć na trening.

Zrozum, że najlepsze, co możesz zrobić dla swojego ciała, to nauczyć się kreatywnie wykorzystywać możliwości, jakie dają kalistenika i kółka gimnastyczne.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *