Liczenie kalorii – czyli czy kalorie mają znaczenie?

Wydaje się, że liczenie kalorii odeszło już dawno do lamusa, a ludzie przestali zupełnie się liczyć z liczeniem kalorii. Czy to prawda?

Gdyby tak było, nie wpisywaliby oni w wyszukiwarkę Google frazy „liczenie kalorii” z całkiem sporą częstotliwością – sprawdziłem to. Dlaczego wiele osób wciąć szuka odpowiedzi na pytanie, czy warto liczyć kalorie?

Ponieważ wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy powinniśmy to robić, a jeżeli tak, to w jaki sposób.

W teorii – jak to w teorii – istnieją oczywiście piękne wzory, które umożliwiają super dokładne obliczenie dziennego zapotrzebowania kalorycznego.

Wzory biorą pod uwagę różne popularne współczynniki takie jak podstawowa – PPM – czy ponadpodstawowa przemiana materii – PPPM. Czy wyliczenie zapotrzebowania kalorycznego z takiego wzoru jest przydatne?

Moim zdaniem nie do końca. Dlaczego?

Wielcy guru i wielkie nieprzydatne teorie

Internet aż kipi od różnego rodzaju informacji na temat żywienia.

Wiele z nich się dubluje, a wiele innych wprowadza w błąd.

Dostęp do informacji to jedno, ale umiejętność selekcji, to drugie – należy ją nabyć.

Osoby uważające się za ekspertów w dziedzinie żywienia zapominają bardzo często o jednej kluczowej kwestii. Jakiej?

To, co działa w ich przypadku, wcale nie musi działać tak sam u wszystkich innych.

Jako ludzie mamy tendencję do bezkrytycznego podążania za radami, które doprowadziły do sukcesu osoby z nich korzystające.

Takie postępowanie z jednej strony wydaje się całkiem logiczne.

Z drugiej jednak czyjeś żywieniowe strategie wcale nie muszą przynosić identycznych rezultatów dla innych osób, które zdecydowały się je zastosować – i to nawet w identycznej formie.

Oczywiście istnieją jakieś uniwersalne prawa fizjologiczne, które działają u wszystkich w taki sam sposób. Przykład?

Przecież wiadomo, że po zjedzeniu pączka dojdzie do podniesienia się stężenia glukozy we krwi prawda?

To pewne…

Nie jest już jednak takie pewne, że u obu osób, które zjadły w tym samym czasie pączka, glukoza poszybuje w górę z taką samą intensywnością i utrzyma się na szczycie przez tak samo długi okres. Dlaczego?

Ponieważ na powyższe reakcje ma wpływ coś takiego, co nazywam „osobistą historią żywieniową”.

Ja to nie ty, ty to nie ja

Ktoś, kto przez ostatnie dziesięć lat zajadał się pokarmami bogatymi w cukier, z dużym prawdopodobieństwem będzie dysponował bardziej rozwiniętą insulinoopornością komórek w stosunku do osoby, która się pilnowała. Wniosek?

Jeżeli komórki stają się oporne na insulinę, to oznacza, że przestaje ona spełniać swoją podstawową funkcję.

A skoro tak, to glukoza nie może zostać wprowadzona do komórki, w związku z czym dochodzi do stanu przewlekle podniesionego stężenia glukozy we krwi – z tego miejsca jest już całkiem niedaleka droga do cukrzycy typu II.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Zafiksowanie na kaloriach

No dobra, ale wróćmy do tych kalorii…

Sam kiedyś należałem do grupy osób, które niczym Lance Armstrong liczyły uparcie kalorie zawarte w pokarmie, zanim ten trafił do moich ust – kiedyś słyszałem, że Armstrong miał na tym punkcie bzika. Nie wiem, czy to prawda.

Miałem w tamtym okresie jakieś cele treningowe, które chciałem osiągnąć, co zmuszało mnie do liczenia kalorii – myślałem, że to konieczne.

Robiłem to, ponieważ obawiałem się, że „zaleję się” tłuszczem – co z perspektywy czasu wydaje mi się absurdalne.

Zawsze należałem raczej do osób, które wolały zjeść mniej, niż więcej. Co mam na myśli?

Byłem przeświadczony, że zjedzenie mniejszej ilości kalorii w ciągu dnia to mniejsze zło, niż zjedzenie ich w zbyt dużej ilości.

Nie słuchałem swojego organizmu i nie jadłem wtedy, gdy byłem głodny.

Jadłem wtedy, gdy przyszedł zaplanowany odpowiednio wcześniej czas posiłku i jadłem w takiej ilości, w jakiej widniało to w moim planie.

Poszerzenie świadomości żywieniowej

W miarę upływu czasu zyskiwałem coraz większą wiedzę na temat żywienia i pozwalałem sobie coraz częściej na łamanie swoich skostniałych zasad żywieniowych.

W pewnym momencie przestałem liczyć spożywane kalorie.

Moim wyznacznikiem stała się bardziej liczba spożytych w ciągu dnia posiłków – jeszcze wtedy myślałem, że spożywanie kilku posiłków dziennie jest w porządku.

Wszystko się jednak w moim życiu pozmieniało, gdy postanowiłem poeksperymentować z narzędziami takimi jak: dieta ketogeniczna oraz post przerywany.

Te eksperymenty pozwoliły mi wskoczyć na zupełnie inny żywieniowy poziom.

Zrozumiałem, że możemy – a nawet powinniśmy – jeść rzadziej, a odpowiednio długie odstępy czasu pomiędzy posiłkami mogą sprawić, że w naszym organizmie dojdzie na przykład do zwiększenia produkcji hormonu wzrostu – nazywanego także hormonem młodości.

To była dla mnie mała rewolucja. Dlaczego?

Ponieważ dosyć szybko przyzwyczaiłem swój organizm do spożywania jednego lub dwóch posiłków w ciągu dnia w oknie czasowym trwającym od 6 do 8 godzin.

Zmniejszyłem częstotliwość jedzenia, co wymogło na mnie konieczność jedzenia bardziej wartościowych i lepszej jakości produktów spożywczych.

Jadłem do syta, bo wiedziałem, że na kolejny posiłek będę musiał trochę sobie poczekać…

Kalorie mają znaczenie, ale…

Moje osobiste eksperymenty z dietą ketogeniczną i postem przerywanym unaoczniły mi, że spożywanie kilku posiłków dziennie to mit.

Zyskałem również świadomość, że obsesyjne liczenie kalorii to także mit, ale…

To wcale nie oznacza, że możemy je ograniczać do granic możliwości.

Zauważ, że powyżej napisałem jedynie o ich ograniczaniu. Dlaczego ograniczenie kalorii jest bardziej niebezpieczne od ich nadmiaru?

Możesz mi wierzyć, że jeżeli jest się na diecie ketogenicznej, w której dominują dobrej jakości tłuszcze i inne wysokiej jakości produkty pochodzenia zwierzęcego, trudno jest przegiąć z kaloriami w tę właśnie stronę.

Po prostu siadasz do posiłku, zaczynasz jeść i dochodzisz w końcu do momentu, gdzie Twoje ciało mówi: stop!

Naprawdę ciężko jest zjeść za dużo na dobrze prowadzonej diecie ketogenicznej.

Problem może stanowić zbyt mocne ograniczenie kalorii.

Jak wiesz – pisałem o tym powyżej – zawsze miałem predyspozycje do podążania tą właśnie ścieżką – czyli lubiłem zjeść mniej niż więcej.

Ta tendencja sprawiła, że wielokrotnie zmagałem się ze zmęczeniem towarzyszącym mi na diecie ketogenicznej.

Nie dość, że zmniejszyłem częstotliwość posiłków, to chciałem swojemu ciału ograniczyć jeszcze ilość spożywanych w ciągu dnia kalorii.

Pamiętam, jak mój okres adaptacji do diety ketogenicznej wydłużał się w nieskończoność, co tłumaczyłem sobie naiwnie, że właśnie tak to powinno u mnie wyglądać.

W końcu jednak postanowiłem zwiększyć mocno ilość spożywanego białka zwierzęcego oraz ilość spożywanego tłuszczu.

Dorzuciłem również do diety trochę węgli w postaci świeżych owoców i niepodgrzewanego miodu – bogatych w enzymy – gdyż podejrzewałem u siebie zaburzenie wchłaniania i trawienia tłuszczy oraz białek zwierzęcych. Efekt?

Zmęczenie zniknęło, jak ręką odjął.

Głód w ciągu dnia też stał się naprawdę bardzo subtelny.

Kaloria kalorii nierówna

Całkiem niedawno uświadomiłem sobie pewien fakt, nad którym nigdy wcześniej głęboko nie dumałem.

Istnieje coś takiego jak „efekt termiczny pożywienia”. Co to takiego?

Nasz organizm musi włożyć pewną energię w to, by strawić spożyty przez nas pokarm.

Doskonale wiesz, że wyróżniamy 3 podstawowe makroskładniki, jakimi są węglowodany, tłuszcze oraz białka.

Efekt termiczny dla węglowodanów wynosi od 6 do 8%.

Dla tłuszczy od 2 do 3%, a dla protein aż od 20 do nawet 30%. Co oznaczają te wszystkie cyferki?

Weźmy białka.

Jeżeli spożyjesz 400 kalorii w postaci czystego białka, to od 20 do 30% z kalorii, które dostarczyłeś do ciała, zostanie zużyte do tego, by białka mogły zostać spożytkowane przez Twój organizm.

Na ten cel zostanie więc przeznaczone w zakresie od 80 do 120 kalorii – do użytku wciąż zostanie od 280 do 320 kalorii.

Na podstawie powyższych informacji możemy stwierdzić, że najbardziej efektywnym źródłem energetycznym dla naszego organizmu są…

Tłuszcze!

Oprócz tego, że w 1 gramie tłuszczu znajdziesz 9 kalorii, efekt termiczny tego makroskładnika jest najmniejszy – warto nadmienić, że 1 gram białka to 4 kalorie.

Nie zrozum mnie źle.

Moim celem nie jest dyskredytacja białek.

Chciałem jedynie wskazać, że ma znaczenie, w jakiej postaci spożywamy kalorie, ponieważ nasze ciało wykazuje się różnym stopniem zaangażowania w zależności od tego, co zjemy.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Liczenie kalorii – samopoczucie wyznacznikiem złotego środka

Im jestem starszy, tym bardziej ewoluują moje poglądy na temat żywienia.

Dzisiaj w dalszym ciągu trzymam się zdania, że post przerywany i dieta oparta w głównej mierze na dobrej jakości tłuszczach mogą stanowić fantastyczne rozwiązanie dla wielu – choć pewnie nie dla wszystkich – ludzi.

Dobrze skrojona dieta ketogeniczna wsparta postem przerywanym może w znacznym stopniu zmniejszyć ilość stanów zapalnych w organizmie oraz wesprzeć społeczne i zawodowe funkcjonowanie jednostki.

Stajemy się bardziej efektywni – mówiąc wprost.

Oba powyżej przedstawione narzędzia pomagają również wejść w lepszy kontakt ze swoim ciałem.

Gdy zmniejszamy częstotliwość jedzenia, stajemy się bardziej uważni na to, co wkładamy do swoich ust – a każdy posiłek jest jedną wielką imprezą.

W ostatnim czasie zrozumiałem, że powinniśmy jeść odpowiednio dużo wysokiej jakości pożywienia bogatego w wartościowe składniki odżywcze.

Skąd wiem, ile to jest „odpowiednio dużo”?

Słucham swojego ciała.

Gdy siadam do posiłku, staram się zaspokoić swój głód.

Nie liczę kalorii ze strachu.

Jeżeli je liczę, to z ciekawości. Co mam na myśli?

Chcę orientować się mniej więcej, jak się czułem po spożyciu konkretnej liczby kalorii w ciągu dnia.

Jest to dla mnie bowiem pewnego rodzaju wyznacznik na przyszłość.

Staram się kierować doznaniami, które pochodzą z wnętrza mojego ciała, a nie z ust guru żywienia.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *