Medytacja – czyli jak naprawić zepsuty umysł?

Medytacja. Hmm… – A może raczej Omm…?

Do dzisiaj zastanawiam się na tym, co skłoniło mnie w ogóle do tego, by rozpocząć osobistą praktykę medytacyjną. Nasuwają mi się teraz na myśl dwa główne powody.

Pierwszym powodem było to, że chciałem lepiej poznać i zwiększyć kontrolę nad swoim umysłem.

Drugim natomiast było to, że chciałem nauczyć się świadomie kreować własne życie emocjonalne.

Niemal intuicyjnie, jako narzędzie mające mi pomóc osiągnąć dwa powyższe cele, wybrałem medytację. Jedno z najstarszych narzędzi umożliwiających człowiekowi poskromienie rozbrykanego, małpiego umysłu.

Duchowa strona osobowości

Większość ludzi prędzej czy później zwraca się w stronę eksploracji swojej sfery duchowej – no dobra, może nie większość, ale chyba przyznasz, że wielu z nas na którymś z etapów życia, przynajmniej zaczyna interesować się tą sferą.

Wyobraź sobie teraz, że osiągnąłeś w swoim życiu dosłownie wszystko, czego tylko pragnąłeś. Sławę, pieniądze, wpływy i władzę.

Okazuje się, że po pewnym czasie zaczynasz doświadczać uwierającego i nieprzyjemnego poczucia stagnacji. Zastanawiasz się, co dalej.

Zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb budzi w nas potrzeby wyższego rzędu – tak zwykle bywa w praktyce.

Kiedy jesteśmy głodni i nie mamy pieniędzy na jedzenie, nie myślimy raczej o wyrażaniu miłości lub konieczności zachowania dobrych manier. Jedyne co siedzi w naszej głowie, to kłębiące się pomysły i strategie dotyczące tego, jak zaspokoić doskwierający i skręcający kiszki głód.

Nie jest jednak wykluczone odwrócenie tej sławetnej piramidy ludzkich potrzeb gdzie, zanim zaspokoimy potrzeby wyższego rzędu, swojego zaspokojenia domagają się wpierw te całkowicie podstawowe.

Jak to możliwe? Sądzę, że osoby znajdujące się na wysokich poziomach świadomości lub reprezentujące szlachetny system wartości mogą tego dokonać – za przykład niech posłuży kochająca matka, która pomimo głodu, a z miłości do dziecka, najpierw nakarmi swojego malca i będzie z tego powodu i głodna i szczęśliwa.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Pierwsze próby

Tak naprawdę każdy z nas może zacząć medytować.

Najlepsze w medytacji jest to, że wcale nie trzeba jej łączyć z żadną religią. W sumie to nie trzeba jej łączyć nawet ze sferą duchową.

Istnieją bowiem ludzie, którzy medytację traktują jako zwyczajne ćwiczenie, mające na celu oczyszczenie umysłu z tego, co zbędne. Ot, czysto praktyczne narzędzie psychologiczne.

Wydaje mi się jednak, że osoba, która rozpocznie medytować i wystarczająco długo wytrwa w stosowaniu tego specyficznego nawyku, w końcu wzbudzi w sobie w naturalny sposób potrzebę zgłębiania własnej strefy duchowej.

Moje medytacyjne początki były bardzo niewinne. Zaczynałem od 5 minut systematycznej medytacji. Kiedyś nawet to 5 minut obserwacji własnego umysłu i oddechu stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie – dzisiaj sam się temu dziwię, ale tak właśnie było.

W miarę upływu czasu zwiększałem czas trwania medytacji, a dzisiaj nie mam już najmniejszych problemów z tym, by wysiedzieć w bezruchu przez minimum 30 minut.

Medytacja a rozwój

Osoby, które decydują się na systematyczną medytację i robią to z pełną uważnością, rozwijają się.

Siedzenie sam na sam ze sobą może być na początku bardzo trudne, ale gwarantuję Ci, że szybko docenisz te chwile w ciągu dnia, kiedy to będziesz miał niepowtarzalną okazję na to, by lepiej poznać działanie własnego umysłu.

Z medytowaniem jest trochę tak, jak z treningiem fizycznym. Pod wpływem treningu fizycznego zmienia się nasze ciało. Pod wpływem medytacji, w mózgu następują pewne zmiany, przez co my sami zaczynamy trochę inaczej funkcjonować.

Uważam, że kiedy przestajemy medytować, to jesteśmy trochę jak sportowiec, który przestaje trenować. Co się dzieje z takim sportowce? Z czasem traci większość umiejętności, jakie zdążył sobie wypracować w procesie ciężkiego treningu na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat swojego życia.

Wydaje mi się, że podobnie jest z medytacją i pozytywne efekty, które powstają pod jej wpływem, zanikają pod wpływem braku regularnej praktyki.

Subtelne zmiany, to zawsze zmiany

W życiu codziennym bywam mało cierpliwy. Kiedy rozpoczynałem medytować, swoją postawą zaskoczyłem jednak sam siebie. Dlaczego? Ponieważ powiedziałem sobie wtedy, że nie oczekuję szybkich i spektakularnych efektów. Podszedłem do swojej praktyki bez oczekiwań.

To było chyba najlepsze, co mogłem wtedy zrobić. Dlatego też, jeżeli zamierzasz zacząć medytować z oczekiwaniem rychłych i spektakularnych efektów, to chyba lepiej sobie odpuścić, gdyż możesz doświadczyć sporych rozmiarów frustracji.

Z drugiej strony, być może w Twoim przypadku będzie zupełnie inaczej, niż w moim i doznasz oświecenia już po pierwszym posiedzeniu. Kto to wie…

Wytrwałości trza

Pierwsze dni, tygodnie i miesiące z nie będą prawdopodobnie należały do łatwych i przyjemnych.

Być może będziesz szukał odpowiedniej pozycji medytacyjnej. Być może będziesz miał problemy z wygospodarowaniem sobie wolnego czasu lub po prostu będziesz się wstydził medytować w swoim własnym, rodzinnym domu.

Te wszystkie reakcje są całkowicie normalne. Przecież w końcu wprowadzasz do swojego życia zupełnie nowy nawyk, który wielu ludzi zachodu może uznać za totalne szaleństwo i dziwactwo.

Jedno mogę Ci obiecać, jeżeli wytrwasz w swojej praktyce, po pewnym czasie odnajdziesz swój własny styl i totalnie wyciszysz wszystkie „demony” wstydu, które gnębiły Cię na samym początku przygody z tym boskim narzędziem.

Ej! Bogaci też medytują

W psychologii istnieje pojęcie takie jak „społeczny dowód słuszności”.

Co to takiego? To właśnie na tej zasadzie bazują wszystkie lajki, komentarze i inne wynalazki mediów społecznościowych.

Społeczny dowód słuszności, to jedna z kilku zasad wywierania wpływu, opisana przez Roberta Cialdiniego w książce pt. „Wywieranie wpływu na ludzi”.

Działanie tej zasady bezlitośnie wykorzystuje naszą skłonność do stadnego myślenia tj. do instynktownego podążania za tłumem. Do podążania za tym, co sprawdzone i popularne.

Co robimy, zanim zdecydujemy się kupić jakiś produkt? Sprawdzamy najpierw bardzo dokładnie opinie w internecie na jego temat. Jeżeli produkt ma świetną ocenę, to z dużym prawdopodobieństwem wybierzemy właśnie ten.

Co robimy, kiedy widzimy, że czyjaś strona na Facebooku ma dużo lajków? Taka osoba zyskuje zwykle w naszych oczach spory szacunek, przez co my sami także jesteśmy w stanie ją bardziej lubić.

Chcę medytować, ale…

Dlaczego piszę o tej zasadzie wywierania wpływu w artykule o medytacji? Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi chciałoby zacząć medytować, ale poczucie wstydu przed tym, co pomyślą inni, jest u nich tak silne, że ostatecznie postanawiają z niej zrezygnować.

Jeżeli należysz do tych, co się wstydzą, to postaram się teraz przełamać Twoje poczucie wstydu, stosując na Tobie wyżej opisaną zasadę. Gotów?

Na chwilę obecną istnieje na świecie mnóstwo tzw. ludzi sukcesu, którym nie brakuje pieniędzy – błagam, nie oszukujmy się, przecież głównie z tym utożsamiamy sukces – i którzy czują się naprawdę spełnieni, stąpając przy tym twardo po ziemi.

Za przykład niech nam posłuży Ray Dalio. Hedge fund menadżer, inwestor, multimiliarder oraz filantrop. To Pan, który potrafi zarabiać pieniądze na giełdzie nawet wtedy, gdy wszyscy inni tracą.

Czy zdajesz sobie sprawę, że Ray Dalio medytuje? Mało tego. Ray Dalio uważa, że medytacja transcendentalna w znacznym stopniu przyczyniła się do odniesienia przez niego spektakularnych rozmiarów sukcesu.

Na potrzeby tego artykułu podałem tylko jeden przykład, ale kiedy sięgniesz po książkę Tima Ferrissa pt. „Plemię mentorów”, to szybko zyskasz świadomość, że mnóstwo ludzi sukcesu posługuje się na co dzień narzędziem, jakim jest medytacja.

Czy Twoim zdaniem wszyscy Ci wielcy ludzie, którzy każdego dnia dokonują na świecie wspaniałych rzeczy, są idiotami i szarlatanami? Z jakiegoś powodu sięgnęli po medytację, nie sądzisz?

Mam nadzieję, że chociaż trochę dałeś się zmanipulować i że zmniejszyłem, Twoje wewnętrzne poczucie wstydu.

Wiele technik, wielu guru

Istnieje mnóstwo różnych technik medytacyjnych – kto wie, może nawet setki.

Istnieje także wielu guru od medytacji – kto wie, może nawet tysiące.

Pewnie zastanawiasz się teraz, czy podążałem za radami jakiegoś guru. W sumie to miałem jednego, którego twórczość bardzo szanuję.

Chodzi o nieżyjącego już przewodnika duchowego, jakim był Osho. Przeczytałem kilka jego książek. W wielu z nich podkreślał duże znaczenie medytacji, a w niektórych dzielił się także konkretnymi technikami medytacyjnymi.

Technika dla każdego

Osobiście wybrałem dla siebie chyba najprostszą technikę medytacyjną, jaka istnieje – zalecał ją sam Osho. Chodzi o Vipassanę.

Jest to technika, w której całą swoją uwagę należy skupić wyłącznie na oddechu. To wszystko.

Oddechu nie należy poddawać żadnym manipulacjom, wyłącznie obserwować go w postaci, w jakiej występuje na daną chwilę.

Osobiście skupiam się także na innych doznaniach pojawiających się w moim ciele podczas medytacji i obserwuję je z punktu widzenia niezależnego obserwatora.

Ach… Te cholerne myśli

Podczas medytacji niejednokrotnie łapię się na tym, że oto właśnie utożsamiłem się z jakąś konkretną myślą – w praktyce oznacza to tyle, że „podążyłem” za nią, nie pozwalając jej po prostu pojawić się i zniknąć.

Dobra sesja medytacyjna to dla mnie sesja, w której pozwalałem swoim myślom na zupełnie swobodny przepływ, przez jak najdłuższą ilość czasu poświęconego w danym dniu na medytację.

Ile medytuję w ciągu dnia? Medytuję zawsze rano po treningu fizycznym, po którym to następuje lodowaty prysznic, po czym siadam na macie.

Czas trwania mojej medytacji wynosi standardowo dokładnie 30 minut – planuję dorzucić także króciutką sesję medytacyjną bezpośrednio przed snem, która będzie trwała około 5 minut.

Bonusy do medytacji

Na początku każdej sesji medytacyjnej wyrażam wdzięczność za dokładnie jedną rzecz, która wydarzyły się dnia poprzedniego.

Potem przechodzę do przypomnienia sobie o tym, że kiedyś umrę – pamięć o ulotności ludzkiego życia stymuluje mnie do działania i podejmowania bardziej odważnych decyzji życiowych.

Trzecim rytuałem, jaki wykonuję podczas medytacji, jest próba wzbudzenia w sobie współczucia lub zrobienie najszerszego uśmiechu, na jaki są sobie w stanie pozwolić moje usta.

Medytuję w pozycji virasany – to pozycja zaczerpnięta z jogi. Długo pracowałem nad tym, aby wytrzymać w tej pozycji w bezruchu przez minimum 30 minut.

Po zrealizowaniu trzech powyższych rytuałów medytacyjnych przystępuję od razu do obserwacji swojego oddechu – czyli właściwej sesji medytacyjnej.

Każdą sesją medytacyjną kończę kilkoma pozycjami zaczerpniętymi z jogi oraz wybranymi, trudnymi ćwiczeniami siłowymi, w których wykonuję znikomą liczbę powtórzeń – pompki na jednej ręce oraz przysiad na jednej nodze.

Tak przeprowadzoną sesję uważam za zakończoną. Czas każdej sesji odmierza mi timer na moim smartfonie z włączonym – koniecznie – trybem samolotowym.

Jedno wyzwalające zdanie

Znane buddyjskie przysłowie mówi:

Nie wierz we wszystko, co pomyślisz.

Uwielbiam je. Dlaczego? Ponieważ przypomina mi ono o tym, że nie jesteśmy swoimi myślami.

Nasze myśli po prostu pojawiają się w głowie, a my wcale nie musimy za nimi podążać, czyli reagować na nie. Mało tego. Te myśli tak naprawdę wcale nie muszą się nam podobać – niestety, ale bardzo często tak właśnie bywa.

Medytacja doskonale uczy tego, jak zdystansować się od własnych myśli.

Dzięki medytacji nauczyłem się pozwalać swoim myślom na ich swobodny przepływ niczym woda w rzece. Chyba najgorsze, co możemy zrobić z myślami, które nie są mile widziane, to próba ich wyparcia albo innego rodzaju próba zwalczania ich na siłę.

„Siłowa” próba zwalczania myśli jest trochę jak zmuszanie siebie do niemyślenia o białym niedźwiedziu – jak myślisz, o czym będziesz myślał?

Czy nam się to podoba, czy też nie, myśli pojawiające się w naszych głowach stanowią część naszego umysłu. Część nas samych.

Medytacja to proces, podczas którego zaczynamy stopniowo, na coraz głębszym poziomie doświadczać zrozumienia fundamentalnego faktu, że nie istnieje coś takiego jak „pozytywne” lub „negatywne” myśli.

Wszystkie są w gruncie rzeczy całkowicie neutralne. To my oceniamy je często z punktu widzenia uwarunkowanego i ograniczonego ego.

Sposób na życie

Medytacja to nie tylko odbębnienie kilkunastominutowych sesji w ciągu dnia, podczas których skupiamy się na własnym oddechu. Medytacja może stać się stylem życia każdego z nas.

Pewien znany wietnamski mnich buddyjski Thich Nhat Hanh, zapytany o to, jak często medytuje, odpowiedział, że robi to nieustannie. Jak to możliwe? Przecież nikt nie zabroni nam skupienia się na własnym oddechu podczas wykonywania codziennych, rutynowych czynności.

Istnieje takie pojęcie jak „uważna obecność”. Co to takiego? To nic innego jak podjęcie próby bycia w pełni świadomym tego, co dzieje się obecnie.

Chodzi o zwyczajną świadomość, że właśnie prasuję białą koszulę. Świadomość tego, że przekręcam właśnie klucz w drzwiach wyjściowych domu. Świadomość tego, że znajduję się teraz w lesie i słyszę śpiewające ptaki.

Bycie w pełni uważnym i wyczulonym na chwilę obecną to także rodzaj medytacji i forma gloryfikacji życia. To błogosławieństwo, do którego mamy wolny dostęp w każdej sekundzie naszego bycia.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Poczuj większą kontrolę

Kiedy już wprawisz się w osobistej praktyce medytacyjnej, będziesz mógł zacząć swobodnie wykorzystywać to, czego nauczyła Cię medytacja.

Niejednokrotnie zdarzały mi się w życiu sytuacje, w których odczuwałem jakiś lęk lub strach związany z konkretnymi wydarzeniami.

Wiesz, co robiłem w tych trudnych momentach? Zaczynałem skupiać się na własnym oddechu, bez próby zmiany jego głębokości, czy częstotliwości. Obserwowałem w danym momencie reakcje fizjologiczne mojego ciała oraz charakter oddechu.

Obserwacja oddechu podczas takich sytuacji sprawia, że dystansuję się niemal automatycznie od doświadczanego strachu lub lęku – zyskuję świadomość, że czuję lęk lub strach, ale nim nie jestem.

Gdy w życiu nie dzieje się nic, co wywołuje w nas zwykle poczucie lęku lub strachu, pamiętamy, że lęki i strachy powstające na poziomie umysłu są w większości przypadków irracjonalne i prawie zawsze nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Zdecydowanie trudniej o tym pamiętać w wymagających sytuacjach, gdy emocje są silne. To właśnie wtedy przydaje się to, czego nauczyła nas medytacja.

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *