Ostatni posiłek dnia – czyli o której godzinie jeść kolację

W artykule poruszam pewną niesamowicie interesującą i ważną kwestię.

Zauważyłem, że ludzie często się zastanawiają, o której godzinie warto jeść ostatni posiłek.

Pytają siebie jak szaleni:

— O której godzinie jeść kolację?

Robią to z różnych względów.

Niektórzy przejmują się swoim zdrowiem.

Innym natomiast zależy bardziej na aspektach estetycznych związanych z ciałem – chcą się odchudzić lub utrzymać dobrą ich zdaniem wagę.

Problem spożywania ostatniego posiłku w ciągu dnia jest bardziej złożony, niż mogłoby się komukolwiek wydawać.

Jeszcze jakiś czas temu sam nie podejrzewałem, że pora o jakiej jemy może wpływać drastycznie na poziom energii.

Śniadanie, obiad i kolacja – kto to wymyślił?

Nie wiem, naprawdę nie wiem, co za oszołom wpadł na pomysł, by wymyślić coś takiego, jak śniadanie, obiad i kolacja…

Już na wstępie artykułu chciałbym się rozprawić z ustalonym dawno temu statusem quo odnośnie do spożywania i nazywania posiłków.

W moim słowniku nie istnieje coś takiego jak śniadanie, obiad lub kolacja.

Zamiast tego występuje w nim pojęcie: posiłek – po prostu… Po co komplikować sobie życie i szufladkować spożywane przez siebie pokarmy?

Przyjęło się, że książkowo śniadanie powinno być jedzone rano po wstaniu, obiad późnym popołudniem a kolacja na zakończenie dnia.

Fakt, pojęcia są potrzebne, bo umożliwiają ludziom sprawną komunikacją, ale…

Niektórzy zbytnio się do nich przyzwyczajają i zbyt mocno się z nimi utożsamiają.

W końcu zapominają, dlaczego w ogóle robią to, co robią.

Pojęcia powinny być jedynie wskazówką, drogowskazem, a nie nakazem mówiącym, jak żyć.

Zanim przejdziesz do dalszej części artykułu, zamknij oczy, weź trzy głębokie wdechy – wraz z wydechami – i oczyść całkowicie swój umysł ze zbędnych pojęć typu: śniadanie, obiad i kolacja.

Niech w Twojej głowie zostanie jedynie pojęcie: posiłek.

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Najlepsza pora na posiłek

Teraz gdy Twoja głowa została oczyszczona ze zbędnych konstruktów myślowych w postaci ograniczających pojęć, możemy przejść dalej.

Pytanie za tysiąc punktów. Czy Twoim zdaniem istnieje coś takiego jak idealna godzina spożywania posiłku?

Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że coś takiego w ogóle nie istnieje.

Z drugiej strony muszę przyznać, że kiedyś wierzyłem w to, że ostatni posiłek musi być spożywany najpóźniej o 18:00.

Dzisiaj mam trochę inne zdanie na ten temat.

Moje ostatnie doświadczenia pokazały mi, że pora jedzenia naprawdę ma znaczenie i w różny sposób może wpływać na jakość snu oraz – co bardzo istotne – poziom energii w ciągu dnia.

Oczywiście znaczenie ma nie tylko to, kiedy jemy, ale również to, co jemy o porze, w której jemy.

Post przerywany – osobiste badanie pory jedzenia posiłków

Od dłuższego już czasu stosuję post przerywany – polecam przeczytanie tego artykułu.

A w mojej diecie dominują na chwilę obecną – gdy piszę ten artykuł, jest 26 kwietnia 2019 roku – produkty pochodzenia zwierzęcego.

Mięso, jaja, ryby, ghee…

Gdy skończyłem z weganizmem – pisałem o tym tutaj – i przeszedłem na mięsną dietę, moje zdrowie zaczęło się poprawiać.

Jednocześnie doskwierała mi pewna kwestia związana z niskim poziomem energii w ciągu dnia.

Mój zwyczajny dzień wyglądał tak, że około godziny 6:00 spożywałem syty posiłek z dużą ilością surowego mięsa oraz tłuszczu – ghee lub awokado.

W ciągu kolejnych ośmiu godzin pozwalałem sobie często na spożycie jeszcze jednego lub maksymalnie dwóch posiłków.

Zaobserwowałem, że po spożyciu tego pierwszego, poziom mojej energii zaczynał po godzinie drastycznie spadać.

W jednej chwili stawałem się totalnym „żywym umarlakiem”.

Ostatni, wczesny posiłek

Swoją „kolację” miałem zazwyczaj w okolicy godziny 13:00. Jakie były plusy tego rozwiązania?

Wstawałem rano na drugi dzień całkowicie zregenerowany, pełen energii i cały w skowronkach. Minusy?

Wiedziałem, że chwilę po wstaniu zjem pyszny posiłek, po którym poziom mojej energii będzie iście gówniany…

Długo się zastanawiałem, co może być tego przyczyną i aktualnie przychodzą mi do głowy następujące pomysły:

  • spożywałem rano zbyt duże ilości białka zwierzęcego w jednym posiłku,
  • zbyt wcześnie spożywałem trudne do strawienia białko w postaci mięsa.

Życie w takim stylu stało się dla mnie uciążliwe, gdyż ludzie na spotkaniach biznesowych zaczęli zauważać, że z moim poziomem energii ewidentnie jest coś nie tak.

Mówili otwarcie, że rozmawiając ze mną, czują się, jakby byli w hospicjum – jestem szczerze wdzięczny z tę szczerość.

Na spotkaniach śmiałem się z tego, ale jednocześnie wiedziałem, że dłużej tak być nie może.

Ostatni, późny posiłek

Postanowiłem działać!

Poranny model spożywania posiłków miał działać na moją korzyść, a było całkiem odwrotnie – wysysał ze mnie energię w najbardziej istotnej dla mnie części dnia.

Co ciekawe, energia wracała z całą mocą po jakichś ośmiu godzinach od spożycia „zwierzęcego” posiłku.

Kiedy inni ludzie ją tracili, ja zaczynałem czuć się znowu, jak młody Bóg – prawdopodobnie trawienie mięsa zostało zakończone.

O 19:00 trudno jest jednak z kimkolwiek nawiązać udaną relację biznesową…

Jest to pora, o której poziom energii u przeciętnego człowieka jest raczej bliski zeru.

A u mnie było odwrotnie.

Dokonałem w diecie małej roszady. Co zrobiłem?

Postanowiłem, że:

  • będę jadł jeden obfity posiłek w ciągu dnia i będę go spożywał w oknie czasowym 16:00 – 22:00;
  • w ciągu dnia będę walczył z głodem, spożywając płyny takie jak kawa kuloodporna – polecam ten artykuł – lub inne napoje z dodatkiem dobrej jakości tłuszczy.

Dlaczego tłuszczy? Bo wspierają dietę ketogeniczną, są sycące i w najmniejszym stopniu – w stosunku do innych makroskładników diety – stymulują wydzielanie insuliny w organizmie.

Zmniejszyłem też ilość białka dostarczanego jednorazowo w postaci mięsa – o ilości białka w diecie pisałem tutaj.

Stosując swój poranny model, potrafiłem zjadać rano około 400 gramów surowej wołowiny lub innego rodzaju mięsa.

Natomiast po przejściu na wieczorny model, zawartość mięsa w moim posiłku nie przekracza 200 – 250 gramów.

Resztę stanowią głównie dobrej jakości tłuszcze typu – żółtka, awokado, ghee.

I jaki wynik?

Pewnie zastanawiasz się teraz, jaki osiągnąłem wynik dzięki swojej małej roszadzie w diecie? Całkiem niezły!

Myślałem, że sen stanie się gorszy – mam na myśli jego jakość.

Tymczasem stało się zupełnie inaczej – sen jest cholernie głęboki!

Wydaje mi się na subiektywnym poziomie, że jedzenie o późniejszej porze sprawiło, iż budzę się z nieco mniejszym zasobem energetycznym.

Poziom energii jednak stosunkowo szybko wskakuje na właściwy tor.

Uwaga, a teraz najlepsze!

Po spożyciu posiłku w oknie czasowym 16:00 – 22:00 zauważyłem, że poziom mojej energii utrzymuje się na wysokim poziomie lub – paradoksalnie – nawet wzrasta!

W ciągu dnia natomiast funkcjonuje mi się wręcz rewelacyjnie.

Przechodzę przez cały dzień gładko na dobrej jakości tłuszczach.

Zastanawiam się jednak, co by się stało, gdybym pozostał na starym modelu odżywiania, zmniejszając jedynie ilość spożywanego białka. Może efekt byłby podobny?

Nie wiem…

Szczerze w to wątpię.

Bo to trudne białka są

Będąc na wegańskiej diecie wysokowęglowodanowej, nigdy nie doświadczałem drastycznych spadków energii po posiłku tak, jak to miało miejsce na mięsnej diecie.

Z pewnością odpowiadał za to „insulinowy haj”, na którym w owym czasie przewlekle się znajdowałem.

Po wszystkich swoich przeszłych doświadczeniach doszedłem ostatecznie do wniosku, że jeżeli moje ciało reaguje w sposób, w jaki reaguje – spadkiem energii – lepiej tracić energię wtedy, gdy jest najmniej potrzebna.

Białka pochodzenia zwierzęcego to ekstremalnie trudny do strawienia pokarm – szczególnie jeżeli dana osoba ma deficyty związane z brakiem odpowiedniej ilości kwasu żołądkowego.

Uważam, że oczywiście nie warto całkowicie rezygnować z tego tylko powodu z białek pochodzenia zwierzęcego.

Przecież można je spożywać wieczorem, kiedy spadek energii jest wręcz pożądany.

Mało tego!

Obfity posiłek z ich udziałem może wręcz wspomóc zapadnięcie w błogi sen – co pewnie wynika z pobudzenia do aktywności przywspółczulnego układu nerwowego.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

O której godzinie jeść kolację
– sprawdź to sam

Podsumujmy nieco ten artykuł.

Uważam, że to, o której jemy, ma znaczenie.

Ogromne znaczenie ma jednak również to, co jemy o danej porze dnia.

Sądzę, że gdybym na przykład „zawalił” z rana swój żołądek węglowodanami w postaci kaszy jaglanej, nigdy nie doświadczyłbym spadków energii, jakich miałem okazję doświadczać na mięsnej diecie.

Wygląda więc na to, że moje ciało angażuje ogromne zasoby energetyczne w trawienie białka zwierzęcego.

Musi to skutkować doświadczeniem deficytu energetycznego w ciągu całego dnia.

Oczywiście nie planuję wracać do diety opartej na węglowodanach.

A skoro tak, uważam, że obfite posiłki zawierające spore ilości białka zwierzęcego warto spożywać pod koniec dnia. Dlaczego?

Spadek energii nastąpi w potencjalnie najmniej produktywnym momencie doby, czyli wtedy, gdy można sobie na to pozwolić.

Weź jednak ten artykuł na dystans…

Jeżeli pracujesz na nocną zmianę, Twoja strategia żywieniowa może być całkowicie odwrotna!

Tekst miał jedynie wykazać pewne zaobserwowane przeze mnie w ostatnim czasie zależności związane ze spożywaniem specyficznego rodzaju posiłków o różnych porach dnia.

Inną kwestią jest to, że opieram się na reakcjach mojego ciała.

Twoje ciało wcale nie musi reagować tak samo. Kto wie, może mój poranny model w Twoim przypadku okazałby się idealnym rozwiązaniem?

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *