Smak – czyli dlaczego pragniemy konkretnych pokarmów

To kolejny artykuł z cyklu „moja własna teoria”.

Informacje w nim zawarte to w głównej mierze moje przypuszczenia oparte na obserwacji i osobistych doświadczeniach.

Mogą być prawdziwe, ale mogą też z odbiegać od prawdy – a czym jest w ogóle u licha „prawda”?

W tym artykule chciałbym przyjrzeć się bliżej czemuś, co nazywamy smakiem, a raczej zjawisku powstawania u nas pragnienia w stosunku do konkretnych produktów spożywczych. Dlaczego bowiem na przykład jedni pragną słodkości bardziej od innych?

Dlaczego jedni uwielbiają produkty nabiałowe, a inni od nich stronią?

I wreszcie… Dlaczego jedni brzydzą się jeść surowe mięso, a dla innych jest to najbardziej naturalna rzecz na świecie?

Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.

W drogę!

To właśnie wtedy wszystko się zaczęło

Kilkukrotnie spotkałem się już w swoim życiu z poglądem, że malutkie dziecko jest trochę jak taki – wybacz za zwrot – „mały śmietnik”. Dlaczego?

Ponieważ zje właściwie wszystko, co podsuniesz pod jego małą buźkę.

Oczywiście może grymasić, ale to się zdarza zwykle częściej w nieco starszym wieku, kiedy to ma ono już ukształtowane pewne preferencje smakowe.

Tak sobie teraz myślę, że jeżeli zaczniemy karmić małe dziecko jakimiś konkretnymi produktami spożywczymi, to z dużym prawdopodobieństwem wyrobi ono sobie pozytywne zdanie na temat danego pokarmu.

Będzie je jadło i jadło, aż w końcu przyzwyczai do niego swoje kubki smakowe.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w wieku dorastania umocni ono swoje przeszłe preferencje smakowe.

Gdybyś zapytał dorosłą już osobę, dlaczego lubi jeść to, co lubi, z dużą pewnością spojrzałaby ona na Ciebie zdziwiona i odpowiedziała:

— Bo mi to smakuje!

Jej odpowiedź jest bezbłędna, ale mógłbyś zagiąć tę osobę nieco inaczej postawionym pytaniem, które bardziej zmusza do refleksji:

— A dlaczego Ci to smakuje?

Stań się czytelnikiem bloga i odbierz e-booka

Przypadł Ci do gustu ten albo inny artykuł? Zachęcam więc do subskrypcji bloga Your Time.

Wystarczy, że podasz swój adres e-mail, a ja będę Ci przesyłał nowe artykuły publikowane na Your Time.

W ramach wdzięczności za subskrypcję wyślę Ci dodatkowo na maila e-book pt. 157 książek.

Znajdziesz w nim stworzoną przeze mnie unikalną listę 157 najlepszych książek, które naprawdę warto przeczytać.


Uzależnienie, czy przyzwyczajenie?

Czy zdajesz sobie sprawę, że można się uzależnić od jedzenia?

Gdybyś zapytał mnie teraz, jakie jest moim zdaniem najbardziej popularne wśród ludzi uzależnienie, odpowiedziałbym, że jest to…

Uzależnienie od cukru – od słodkiego smaku.

Uwielbiamy wszystko, co słodkie.

Zajadamy się ciastkami i batonikami. Dlaczego to robimy?

Ponieważ mamy na nie ochotę. A dlaczego mamy na nie ochotę?

Bo coś z tyłu głowy nam podpowiada, że jeżeli za chwilę nie zjemy czegoś słodkiego, to zwariujemy.

Niesamowite, ale osoba, która uzależniła swoje ciało od cukru, jest jak narkoman. Dlaczego?

Kiedy narkoman zażywa dawkę narkotyku, to przez chwilę jest na narkotykowym haju.

Z osobą uzależnioną od słodyczy sprawa wcale nie ma się inaczej.

Gdy taka osoba zjada coś słodkiego, w jej organizmie dochodzi do podniesienia się stężenia glukozy – i jest na „cukrowym haju”.

W obu przypadkach haj w końcu mija, a kiedy mija, organizm domaga się powrotu do błogiego stanu sprzed chwili – czyli domaga się kolejnej dawki.

Załącza się mechanizm pragnienia.

Nawyki jako miecz obosieczny

Wszystko, co robimy, robimy z jakiegoś powodu.

Jeżeli obżeramy się słodyczami, to tylko dlatego, że mamy na nie ogromną ochotę.

Psycholodzy pewnie by powiedzieli, że wyrobiliśmy sobie pewien destrukcyjny nawyk związany z jedzeniem nie tego, co właściwe.

I pewnie mieliby rację!

Nawyk można zdefiniować jako powtarzane w sposób automatyczny zachowanie.

Gdy dochodzi do tak zwanego zautomatyzowania jakiegoś zachowania, oznacza to, że nie musimy już praktycznie wkładać żadnego świadomego wysiłku, by jakieś zachowanie wykonać.

Trzeba jednak pamiętać, że ten mechanizm działa w dwie strony. Co mam na myśli?

Z jednej strony nie musimy wkładać wysiłku w zrobienie czegoś, ale…

Bardzo często trudno jest również zrezygnować z wykonywania konkretnej czynności.

Wydaje mi się, że nawyki to trochę bardziej skomplikowane twory, niż nam się do tej pory wydawało. Dlaczego?

Ponieważ wykonanie lub niewykonanie jakiegoś działania to tylko wierzchołek ogromnej, neuropsychologicznej góry lodowej.

Odejście od tego, co pierwotne

Dopiero całkiem niedawno uświadomiłem sobie pewien fakt.

Zakłada się, że era paleolityczna trwała w sumie jakieś 2,5 miliona lat.

Weganie chyba już do końca świata będą się sprzeczali z wyznawcami paleo diety odnośnie do tego, co stanowiło główny pokarm człowieka w całym tym bardzo długim okresie. Mięso, czy może rośliny i owoce?

Chciałbym wyjść ponad ten odwieczny konflikt – przynajmniej na moment.

Chyba raczej każdy się zgodzi, że w erze paleolitycznej praczłowiek jadł zarówno mięso, jak i warzywa i owoce?

Nawet wyznawcy paleo diety nazywają naszych paleolitycznych przodków „myśliwymi-zbieraczami” – myśliwi, bo polowali na zwierzynę, a zbieracze, bo lubili zerwać sobie coś z krzaka w lesie.

Spór nie toczy się zwykle o to, czy praczłowiek coś jadł, ale o to, co stanowiło podstawę jego diety lub ewentualnie co bardziej sprzyja zdrowiu współczesnego człowieka. Jaki z tego wniosek?

Czyste mięso, warzywa i owoce od zawsze gościły w diecie człowieka – pomińmy kwestie proporcji.

Teraz trochę z innej beczki. Co dominuje w diecie współczesnego człowieka?

Bang!

Dużo zagadkowych substancji będących naszymi innowacyjnymi wynalazkami.

2,5 miliona lat to długi okres, podczas którego ludzki układ pokarmowy wykształcił w sobie pewne predyspozycje do trawienia konkretnych pokarmów.

Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do trawienia mięsa, jaj, mleka, masła, ryb, owoców i… Warzyw?

Nasz układ pokarmowy nie ma raczej problemów ze strawieniem powyższych pokarmów – co do warzyw mam ogromne wątpliwości, szczególnie jadanych na surowo. A dlaczego nie ma problemów?

Bo przez 2,5 miliona lat zdążył zaadaptować się do ich trawienia.

My natomiast zapodajemy dzisiaj swoim ciałom współczesne wynalazki, z którymi organizm nie bardzo wie, co ma począć. Skutek?

Choroby, zaburzenia trawienia i inne dziadostwa…

Odeszliśmy od tego, co pierwotne na rzecz tego, co tylko zwodniczo pyszne.

Powrót do korzeni

Te wszystkie wysokoprzetworzone smakołyki dostępne w sklepach sprawiły, że zapomnieliśmy, co dla nas dobre. A co dla nas dobre?

Tylko to, co nam służy. A co nam służy?

Pokarm, który spożywaliśmy przez 2,5 miliona lat. A co spożywaliśmy przez 2,5 miliona lat?

Przecież wiesz…

Lubię mówić, że wszystko to, co znajduje się na półkach sklepowych, nie jest złe – naprawdę nie jest! Dlaczego?

Ponieważ to tylko nasze układy pokarmowe nie są gotowe, by trawić tego typu pokarm – to wszystko.

Zauważ, że smak i pragnienie nie są dla nas dobrymi drogowskazami, za którymi należy podążać.

Jakiś pokarm może być szczególnie smaczny i sprawiać, że podczas jego spożywania czujemy się przez chwilę jak w niebie.

To jednak wcale nie świadczy, że dany pokarm służy naszemu zdrowiu.

Na przykładzie kulinarnych pragnień możemy łatwo dostrzec, że podlegają one modelowaniu i mogą być na bieżąco zmieniane.

To samo tyczy się preferencji smakowych.

Na te aspekty mamy całkiem duży wpływ.

Nie jesteśmy jednak niestety w stanie zmienić z dnia na dzień prawdziwych i pierwotnych preferencji układu pokarmowego, który został ukształtowany na przestrzeni milionów lat ewolucji.

Dowiedz się co nowego u mnie!

Czytelniku, artykuł, który właśnie czytasz, mógł być napisany dawno temu. Kto wie, może informacje w nim zawarte – a odnoszące się do mojej osoby – są już nieaktualne?

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jakie są moje obecne przekonania żywieniowe, co jem, a czego unikam, zachęcam do przeczytania tego specjalnego artykułu!

Smak to nie wszystko

Dobrze jest spożywać posiłek, który nam smakuje.

Bez dwóch zdań!

Ze współczesnymi ludźmi porobiło się jednak coś niedobrego. Powiedz mi, jak to jest, że brzydzimy się surowego mięsa, a w naszych oczach zapalają się miłosne płomienie na widok czekolady?

Co sprawiło, że dzisiaj pragniemy pożywienia, które jest w całkowitym oderwaniu od tego, co dla nas dobre?

I wreszcie, jak przywrócić pierwotne pragnienia i preferencje smakowe?

Po pierwsze, możesz mi wierzyć, że to możliwe – mam na myśli, że możesz znowu zacząć pragnąć właściwego pokarmu.

Mam ten etap z głowy, chociaż trzeba przyznać, że nie było mi łatwo dotrzeć do miejsca, w którym obecnie się znajduję.

Fakt, droga była kręta, a na niej niezliczona ilość potencjalnie śmiertelnych min. Jak udało mi się osiągnąć cel?

W odpowiedzi na powyższe pytanie napiszę tylko dwa słowa:

  • edukacja,
  • „odsianie”.

Edukacja, bo musiałem poświęcić sporą ilość czasu i pieniędzy, by zdobyć wiedzę, którą obecnie posiadam. A co mam na myśli przez „odsianie”?

Większość rzeczy, których się nauczyłem była – jak się okazało – bezużyteczna w praktyce.

Musiałem więc na bieżąco dokonywać selekcji wiedzy na podstawie testów praktycznych. Czy dzisiaj mogę już napisać, że znam prawdziwą prawdę na temat żywienia?

Nie.

Nie obawiam się jednak stwierdzić, że na chwilę obecną znajduję się najbliżej swojej własnej prawdy, niż kiedykolwiek wcześniej. I wiesz co?

Czuję się świetnie!

Poznaj autora, poznaj blog

Trafiłeś na blog Your Time przypadkiem?

Jeżeli tak, zachęcam do zapoznania się ze stroną, na której znajdziesz kilka interesujących informacji o mnie.

Jeżeli natomiast po przeczytaniu jakiegoś artykułu chciałbyś się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza dostępnego na stronie kontakt.

Pełny spis treści bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *